Wielki. Bo i testując je (to dotyczy nas, dziennikarzy) i marząc o nich (to już dotyczy właściwie niemal wszystkich), cały czas ma się ten właśnie dylemat: który bym wybrał? A przecież nie z samą urodą mamy do czynienia.

Bo do testu staje tu stado 1266 KM za łącznie co najmniej półtora miliona zł

Może i są tacy, co noszą tyle przy sobie, ale jest ich chyba raczej niewielu. My możemy tylko poczytać, pomarzyć, a niektórych nawet spotyka jedyne w swoim rodzaju szczęście - możliwość przejechania się takim autem.

Ale wierzcie mi, to jest jeszcze gorsze. Bo marzenia podbudowane prawdziwym doznaniem, nie tylko "lizaniem lizaka przez szybkę", bolą dziesięć razy bardziej. Namiastką huraganu uczuć targających testującymi auta redaktorami jest ramka "Dlaczego wybieram właśnie..." na końcu materiału.

Te trzy opinie są jedynym podsumowaniem, na jakie się zdobyliśmy. Nie ośmieliliśmy się wykonać pełnej oceny ze wskazaniem zwycięzcy. A jeśli takie podejście do porównania samochodów wydaje się Wam dziwne, poczytajcie sami.

BMW Z8 ma wręcz boskiego przodka: legendarną "507" z roku 1955

Podobnie jak w nieśmiertelnym dziele grafa Goertza, tak i w Z8 mamy do czynienia z bezkreśnie długą maską i tak erotycznie zaokrąglonym tyłem, że autorka niedawnego pośladkowego skandalu Kylie Minogue może tylko pozazdrościć.

Pośrodku zaś znajdziemy jeśli nie najpiękniejszy, to jeden z najpiękniejszych kokpitów naszych czasów. Przytulny niczym gabinet w ekskluzywnej restauracji, a dopasowany do anatomii człowieka, jakby go robił najwyższej klasy krawiec.

Dopóki tego sami nie spróbujecie, nie uwierzycie: wspaniałą przyjemnością jest samo regulowanie klimatyzacji czy naciskanie dźwigienki kierunkowskazów - o trzymaniu bajecznej kierownicy w stylu retro nie warto już nawet wspominać. Wszystko jest tak uformowane i wykonane z takich materiałów, że nie chce się wypuszczać przełączników z rąk.

Ale... Jest tu coś, co korci jeszcze bardziej - i z pewnością po dotknięciu tego elementu zaraz go puścicie: czarny guzik START. Naciskasz go i niczym rycerz w bajce budzisz smoka.

Przepotężny silnik V8 już podczas rozruchu wywołuje jeżenie się włosów na karku i ciarki na plecach. 4,9-litrowa jednostka dyszy tak straszliwą mocą, że myśl o kopnięciu pedału gazu wydaje się arogancją. Ale każdy się zaraz przełamuje, a wówczas...

Z przerażającym, choć wcale nie za głośnym rykiem rozeźlonego niedźwiedzia Z8 skacze w przód, jakby 1650 kg jego masy własnej nic nie znaczyło

Oczywiście, nie trzeba zaraz tak. Można spokojnie puścić sprzęgło i niemal bezgłośnie (choć na granicy poddźwięków, V8 ma swoje niezbywalne prawa) turlać się wzdłuż bulwarów, po seksistowsku dokonując "przeglądu wojsk" na chodnikach.

I nie oszukujmy się, nawet na najelegantszych bulwarach będziemy również sami przez "wojska" obserwowani. Ale na taką jazdę może sobie pozwolić dopiero ten (lub, oczywiście, ta), kto już jest trochę znudzony samochodem.

W naszym przypadku więc "promenada bulwarowa" trwała może ze dwie minuty. 400 KM każdym gulgotem z rury wydechowej dopominało się więcej gazu. Postanowiliśmy ich nie zawieść. I nagle rozumiemy: pod karoserią Z8, tak superelegancko erotyczną jak ciało bezsterydowej sportsmenki kryje się auto, jakich niewiele jest na świecie.

Po zakrętach dosłownie tańczy jak mistrz flamenco, ani na moment nie tracąc równowagi

Owszem, wymaga umiejętności, ale obecna seryjnie na pokładzie elektronika pilnuje, by nawet mało doświadczony "jeździec" nie zagalopował się z tym stadem rumaków.

Chwilami aż szkoda, bo nie da się zapiszczeć kołami przy ruszaniu czy zarzucić tyłem na zakręcie. A powyżej 120 km/h pęd powietrza zaczyna urywać głowę. W pierwszej chwili nie jest to miłe, ale w końcu po co kupować kabriolet, jeśli nie dla wiatru we włosach?

O ile BMW zachwyca erotyką w typie wysportowanej piękności, o tyle Maserati przypomina włoski ideał kobiecości

Ze wspaniale narysowanymi krągłościami wszędzie, gdzie trzeba, z talią osy, wydatną piersią i szerokimi biodrami.. Może nawet zbyt szerokimi, ale to już kwestia smaku - Włosi nigdy nie gustowali w zbyt smukłych kobietach, natomiast inne nacje często na pierwszy rzut oka twierdziły, że Włoszki są zbyt pulchne.

Podobnie jest ze Spyderem: wydaje się trochę za ciężki w rysunku. Ale już drugi rzut oka pozwala zauważyć cudowne elementy designerskie - słowem: typowe dzieło Giugiaro.

Widać to po pachnącym skórą kokpicie o nieomylnie włoskiej stylistyce, nawet po "opakowaniu" fantastycznego silnika V8 ze stajni Ferrari

A właśnie ów silnik dopełnia wrażenia, że mamy do czynienia z Włoszką z krwi i kości. Zbudzony do życia, jest przyjazny i mile mruczy, ale podrażniony pokazuje cały temperament. Wypisz, wymaluj, Sophia Loren w kłótni z Marcello Mastroiannim: w uniesieniu jeszcze piękniejsza, kąśliwa jak szerszeń, zda się, że po prostu dyszy ogniem.

Ale ta wściekłość jest pozorna, bo pochodzący wprost z działu rozwojowego silników wyścigowych 390-konny motor jest stworzony właśnie do takich gniewnych ataków. Niczym w operze, aż po 7600 obr./min można tu słuchać całej koloratury, od granicy poddźwięków po tony wyższe od sopranu - za to zawsze o wiele potężniejsze.

Maria Callas nie miałaby szans!

Gęsia skóra od samych doznań słuchowych gwarantowana. Perfekcyjnie do tego charakteru pasuje 6-stopniowa, zautomatyzowana skrzynia sekwencyjna Cambiocorsa, szczególnie ustawiona w trybie Sport.

Krótkie pociągnięcie prawej łopatki pod kierownicą i w 0,3 s, niemal jak Schumacher, włączamy bieg wyższy. Redukcja (lewą łopatką) trwa nieco dłużej, bo elektronika silnika wykonuje między przełożeniami dramatycznie błyskawiczny międzygaz.

Coś fantastycznego!

"Włoskości" charakteru i temperamentu dopełniają własności jezdne: Maserati jest nerwowe i narowiste, tańczy niecierpliwie po zakrętach jak Joe di Maggio na ringu, leciutko, neurotycznie.

To wymagające auto potrafiące stanąć w łuku bokiem albo i wykręcić piruet. Do ostrej jazdy konieczna jest pewna ręka. Za to frajda nieporównywalna z niczym innym.

Tym bardziej że Spyder jako jedyny w tej trójcy nie ma elektronicznych ograniczeń szybkości do 250 km/h i - jeśli jeździec potrafi mocno trzymać wodze, rozpędza się do 283 km/h! Taaak, z pewnością Z8 i Spyder wywołują skojarzenia typowo damsko-męskie, ale równie silnie oddziałują na wyobraźnię motoryzacyjną.

Co na ich tle ma do zaoferowania Mercedes SL, najnowszy samochód w tej klasie?

Od razu trzeba sobie powiedzieć jasno: nie jest to pojazd apelujący do instynktów związanych z zachowaniem gatunku. Co prawda, jak i w przypadku Z8 jego praprzodkiem jest auto z panteonu samochodowych bóstw, które kiedyś (konkretnie w roku 1954) rzuciło na kolana cały świat motoryzacyjny: 300 SL.

Ale w przeciwieństwie do BMW 507 tamten Mercedes miał być nie tylko piękny i szybki, jego głównym zadaniem było osiągnięcie perfekcji formalnej i konstrukcyjnej.

I to się udało stuttgartczykom i wówczas, i dziś. Ale - jak uczy doświadczenie życiowe - nie ma takiego wzorca, którego nie można jeszcze poprawić. Dlatego właśnie Mercedes ma w rodzinie firmę AMG. A testowane auto ma na bagażniku te trzy czarodziejskie literki.

Testowany SL 55 AMG ma silnik V8 o pojemności 5,5 l, kompresor i 476 KM

Potęga absolutna, choć od czasu jego wypuszczenia na rynek podniesiono mu moc jeszcze bardziej: do 500 KM. Ale i 476 wystarczy, by zabrakło nam słów na opisanie szybkości, zrywności i spontaniczności tego pojazdu.

Gdy przemieszcza się po mieście, nie jedzie, lecz przemyka się jak cień, niczym śmiertelnie groźny w swym pozornym chłodzie rekin przez ławicę makreli. Przepotworny silnik głucho dudni, co jednak wówczas słychać tylko z bardzo bliska - za to ma się wrażenie, iż właśnie nadciąga trzęsienie ziemi.

I jest ono nieuchronne, gdy tylko o kilka stopni bardziej wciśniemy gaz. Prawie dwie tony rzucają się do przodu, a kierowca i pasażer są wciskani w fotele niczym podczas katapultowania się z uszkodzonego myśliwca.

Co jednak ciekawe, owo wciskanie w oparcie jest jedyną niedogodnością, na jaką SL wystawia wiezionych przez siebie ludzi

Bo układ jezdny, systemy stabilizowania i aerodynamika doprowadzone są po prostu do poziomu ideału. Wiatr we włosach jest możliwy tylko po wybiciu przedniej szyby - nawet powyżej 200 km/h powietrze przepływa z cichym szumem ponad głową. I tak SL w tym porównaniu jawi się jako jedyny "mężczyzna": Mr Perfect.