Dlatego lepiej nie liczyć, że tanio kupimy limuzynę, którą bezproblemowo będziemy cieszyć się wiele lat. Debiutująca w końcu lat 70. druga generacja aut nazywanych klasą S nie miała wtedy zbyt wielu godnych rywali. Zaliczyć można do nich BMW serii 7 czy Jaguara XJ. Czym zasłużyła sobie na miano jednego z najlepszych aut? Długość nadwozia limuzyny to prawie 5 m. Ale wnętrze nie jest ani rekordowo przestronne, ani funkcjonalne. Oczywiście, nie brak miejsca na nogi, ale żeby wygodnie założyć nogę na nogę na tylnej kanapie za rosłym kierowcą, lepiej wybrać wariant przedłużony. Nie spotkamy tu również wielu schowków. Ten na desce przed pasażerem ma niewielką pojemność, pod podłokietnikiem znajdziemy tylkopółeczkę, do tego kieszenie w drzwiach przednich. Bagażnik też nie należy do wzorowych - pojemność jest bez zarzutu, choć krawędź załadunku przebiega wysoko, a kształtom daleko do optymalnych.Zaletą klasy S jest wysoki komfortJednak to nie walory przewozowe zapewniły temu modelowi sławę. To zasługa wysokiego komfortu jazdy i solidnych rozwiązań mechanicznych. Utrzymany w dobrym stanie egzemplarz i dziś zabierze na pokład bez kompleksów ważne osobistości. Zawieszenie okazuje się doskonale wyważone pomiędzy komfortem a trzymaniem się drogi. Większość egzemplarzy z początku lat 80. korzysta ze standardowych amortyzatorów, choć w opcji oferowano hydropneumatykę. Silnik odmiany 280 występował w dwóch wersjach: z gaźnikiem lub wtryskiem mechanicznym. Słabsza odmiana gaźnikowa (156 KM) oferowała nieco gorsze osiągi, ale nawet ona mogła zaspokoić oczekiwania większości klientów odnośnie dynamiki czy prędkości maksymalnej. W układzie przeniesienia napędu znajdziemy skrzynie manualne (4- lub 5-biegowe) oraz przyjemny automat (4-biegowy).Na amatorów lepszych osiągów czekały odmiany 380 i 500. Ciekawostką jest silnik wysokoprężny, który proponowano głównie w salonach... amerykańskich. Firma bała się wprowadzić go w Europie, bo tu kierowcy lubią jeździć szybko, a tamte jednostki, na dłuższą metę, tego nie tolerowały.Gdybym był bogaty, czyli: dla kogo to auto?Choć bez trudu znajdziemy ogłoszenia o sprzedaży jeżdżącej klasy S za rozsądne pieniądze, lepiej nie decydować się na nią pochopnie. To nic, że auto jest trwałe, podstawowe części eksploatacyjne nie kosztują dużo, a niedaleko mamy szrot. Eksploatacja do tanich nie należy, chyba że zdecydujemy się "zajeździć" auto, pomijając droższe naprawy (tę taktykę stosuje wielu użytkowników).Jak przystało na model wysokiej klasy, ma on dość skomplikowaną budowę. A to oznacza, że aby np. uszczelnić silnik (mankamentem są wycieki oleju przy obudowie wałków rozrządu), potrzeba... około 1000 zł! Nawet dla wprawnego mechanika to ponad dzień pracy (rozpiąć trzeba nawet napęd rozrządu)! Wiedza przydaje się też przy ocenie samochodu. Bo wycieki spod głowicy zdarzają się rzadko, a plamy, które tam znajdziemy, pochodzą ze wspomnianego wcześniej miejsca. Nawet sprawdzenie zawieszenia, np. przed zakupem, wymaga wiedzy. Większość egzemplarzy ma założoną instalację gazową. Z gaźnikiem działa ona jako tako, w przypadku wtrysku łatwo o uszkodzenia. Do gaźnika trudno znaleźć porządnego fachowca... Aby uniknąć wysokich wydatków, lepiej pozostać przy manualnej skrzyni oraz standardowym zawieszeniu (jeden amortyzator z "kulą" hydropneumatyczną kosztuje ponad 1000 zł). Spalanie łatwoprzekracza 15 l/100 km. Zdaniem fachowca- Nawet doskonałe technicznie konstrukcje się starzeją. A to oznacza, że znalezienie dobrze utrzymanego W 126 za rozsądne pieniądze raczej się nie uda. Z jednej strony spotkamy atrakcyjne ceny wielu części zamiennych, z drugiej jednak - każda poważna naprawa "podwaja" wartość samochodu. Dlatego zakup trzeba rozważyć.Piotr Machaj,szef serwisu MB Serwis Zbigniew BrolerNASZ WERDYKTPo 20 latach od wejścia na scenę gwiazda klasy S nie błyszczy już tak dobrze. Samochód w dobrym stanie nadal imponuje dostojnym wyglądem, bez problemów spełnia też wymagania odnośnie komfortu. Ale nie ma co liczyć na tysiące kilometrów pokonywanych bez awarii. Opisywana klasa S powoli będzie stawała się już raczej skarbonką. A po pierwszej poważnej awarii postawimy sobie pytanie: czy warto ją naprawiaç? Kolejny nabywca raczej już tych nakładów nie zwróci. Jednak jeśli zakochamy się w aucie (i postanowimy zawrzeć z nim dłuższą znajomość), można inwestować - klasa S odwdzięczy się na drodze. A za kilka lat stanie się już klasykiem, którym będziemy mogli wybrać się na rajd czy zlot.