• Małe miejskie elektryki są bezpieczniejsze od spalinowych odpowiedników - zarejestrowano o ok. 10 proc. mniej szkód
  • Szkodowość w przypadku dużych, luksusowych aut na prąd (w tym SUV-ów) jest aż o 40 proc. wyższa niż spalinowych porównywalnych modeli
  • Badacze wypadków przestrzegają, że kierujący zaczynają zbyt nadmiernie polegać na technice - aż 99 na 100 badanych kierowców przyznało, że często korzysta z funkcji automatycznej jazdy

To już nieuniknione – będzie przybywać samochodów elektrycznych na naszych drogach. Jednak to, co cieszy ekologów, stanowi poważne zmartwienie dla branży ubezpieczeniowej i badaczy zajmujących się wypadkami drogowymi. Okazuje się, że większe samochody elektryczne (w tym SUV-y) są bardziej narażone na wypadki, niż ich odpowiedniki spalinowe.

Auta na prąd kontra spalinowe - zdaniem ubezpieczyciela

Według szwajcarskiego oddziału firmy ubezpieczeniowej AXA, szkodowość rośnie aż o 40 proc. w przypadku luksusowych elektryków (w Szwajcarii zarejestrowano łącznie już ponad 25 tys. aut elektrycznych i zelektryfikowanych). Dla porównania, sprawdzono m.in. także statystyki małych miejskich aut elektrycznych - zarejestrowano o ok. 10 proc. mniej szkód w porównaniu ze spalinowymi odpowiednikami. Niemniej zanim wyciągnięcie pierwsze wnioski, warto zwrócić uwagę na jedno: AXA podkreśla bowiem, że w przypadku samochodów pozostałych klas, szkodowość jest właściwie porównywalna z konwencjonalnymi autami.

Wydawać by się mogło, że im bardziej luksusowe auto, tym jest bezpieczniej. Niemniej badacze zajmujący się wypadkami zwracają uwagę na jeden istotny problem. Okazuje się, że wyposażenie w liczne i zaawansowane systemy asystujące wpływa ujemnie na czujność kierujących. Funkcje automatyzacji jazdy (ze słynnym Autopilotem Tesli na czele) sprawiają, że kierujący zaczynają zbyt nadmiernie polegać na technice (aż 99 na 100 badanych kierowców przyznało, że często korzysta z funkcji automatycznej jazdy). A to prowadzi w konsekwencji do bardzo przykrych skutków, co wykazano podczas testów.

Nie uważasz – ryzykujesz

W bazie lotniczej Dubendorf przeprowadzono kilka testów elektrycznych aut (AXA co roku przeprowadza testy zderzeniowe). Jednym z nich była symulacja jazdy po autostradzie i konieczności przejęcia kierowania podczas zbliżania się do węzła drogowego. Według testujących, kierowca może zbyt późno zareagować w chwili odwrócenia uwagi od sytuacji na drodze. W praktyce oznacza to ogromne ryzyko kolizji np. z barierami ochronnymi. Z pewnością obrażenia podróżujących będą mniejsze, niż po uderzeniu w betonowy słup. Nikt jednak nie wyjdzie w pełni bez szwanku. A to nie koniec problemów.

Choć eksperci w raporcie podkreślają, że wypadek autem elektrycznym jest podobnie niebezpieczny, jak w przypadku aut spalinowych, to przy okazji wskazują na inny problem. Mimo rygorystycznych testów bezpieczeństwa, trudno wyeliminować jedno zagrożenie – pożar.

Choć może do niego dojść także w przypadku jazdy autem z dieslem czy benzyną pod maską, to jednak w samochodzie na prąd rozprzestrzenianie się ognia postępuje szybciej. Na dodatek dłużej trwa gaszenie auta. Innymi słowy, po wypadku elektrykiem, gdy dojdzie do uszkodzenia baterii, podróżni mają mniej czasu na opuszczenie wraku a służby muszą dłużej zabezpieczać miejsce kolizji.

To nie tylko problem elektryków – gdy auto przerasta kierowcę

Badacze wskazują na kolejne zagrożenie dotyczące aut elektrycznych – przyspieszenie i hamowanie. Ponad połowa ankietowanych kierowców przyznała, że musiała zmienić swój styl jazdy ze względu na imponujące przyspieszenie i hamowanie wymagające przyzwyczajenia. Niedoświadczony kierowca może łatwiej stracić panowanie nad autem w chwili wciśnięcia pedału gazu do podłogi. Na zamkniętym lotnisku symulowano nawet scenariusz podczas jazdy po łuku drogi, co skończyło się czołowym zderzeniem przy prędkości ok. 70 km/h.

Nietrudno jednak o wrażenie, że eksperci AXA prawie zapomnieli, że o podobne zagrożenie równie łatwo, gdy niedoświadczony kierujący przesiądzie się z auta o niewielkiej mocy do samochodu ze znacznie potężniejszym silnikiem (nie wspominając już o zmianie napędu z przedniego na tylny). Trudno zatem winić wyłącznie auta elektryczne. Niemniej Bettina Zahnd zajmująca się w AXA badaniem wypadków podkreśliła, że – „możliwość prowadzenia samochodu nie oznacza, że możemy kierować każdym autem”. Ekspert przypomina o potrzebie dodatkowego szkolenia nie tylko z techniki jazdy, ale także wzbogacenia wiedzy na temat poszczególnych typów aut.

Groźna cisza

Jako poważne zagrożenie traktuje się także to, że auta elektryczne i zelektryfikowane są bardzo ciche. W praktyce oznacza to tyle, że z pozoru niegroźny manewr może się skończyć tragedią, gdy kierowca i pieszy mogą siebie nie dostrzec. Jako przykład podawane jest potrącenie starszej osoby na parkingu. Upadek na skutek potrącenia bywa dużo groźniejszy w przypadku seniorów (szczególnie w przypadku osób cierpiących na osteoporozę) niż młodszych roczników.

Wbrew pozorom mimo zmian w prawie (w UE od lipca 2019 roku wymagany jest odpowiedni dźwiękowy układ ostrzegania) problem jest wciąż dość poważny. Na drogach jest bowiem mnóstwo samochodów, których nie dotyczy nakaz instalacji odpowiedniego zestawu dźwiękowego. Stąd apel ze strony badaczy. Bettina Zahnd proponuje – „Zalecamy właścicielom cichych e-samochodów, aby dobrowolnie wyposażyli swoje pojazdy w generatory efektów dźwiękowych, aby inni użytkownicy dróg mogli usłyszeć”.

Otwartą kwestią pozostaje jedno – ilu właścicieli aut zelektryfikowanych posłucha apelu. O ile w ogóle go usłyszą….