• Na drogach w okresie PRL najłatwiej było o niezwykłe mikropojazdy z których część specjalnie stworzono dla osób z różnymi dysfunkcjami
  • Jednym z popularnych motoryzacyjnych produktów był produkowany w NRD trójkołowiec Simson Duo
  • W ZSRR budowano mikrosamochód SMZ S-3D w którym wykorzystano silnik motocyklowy z zakładów w Iżewsku

Z czym zwykle kojarzy się samochód dla niepełnosprawnego kierowcy? Przede wszystkim z popularnym autem z dość charakterystycznym odpowiednim sterowaniem przystosowanym do różnych dysfunkcji kierującej osoby. Innymi słowy z tradycyjnym samochodem poddanym stosowanym modyfikacjom. Kto jednak dobrze pamięta czasy PRL z pewnością może inaczej opisać typowy środek transportu dla osób niepełnosprawnych.

Przed laty bowiem na drogach najłatwiej było o niezwykłe mikropojazdy z których część specjalnie stworzono dla osób z różnymi dysfunkcjami. Jednym z popularnych motoryzacyjnych produktów był produkowany w NRD trójkołowiec Simson Duo (napędzane tylko jedno tylne koło), czyli charakterystyczna konstrukcja z rurek i brezentu (który niestety dość marnie chronił podróżujących przed kiepską pogodą). Do naszego redakcyjnego garażu trafił nawet jeden z egzemplarzy odkupiony od pasjonata socjalistycznej motoryzacji.

Na Simsonach nie kończył się jednak świat pojazdów dla inwalidów. Na naszych drogach nie brak było bowiem także Velorexów z Czechosłowacji, czyli trójkołowców z silnikami motocyklowymi (moc od 8 KM do 16 KM). Pojawiały się także konstrukcje zza naszej wschodniej granicy. W ZSRR prężnie bowiem działała Sierpuchowska Fabryka Motocykli SMZ (położona w Sierpuchowie w obwodzie moskiewskim), która stworzyła dość niezwykły mikrosamochód SMZ S-3D (powstało ponad 220 tys. egzemplarzy).

Pierwotnie planowano stworzenie uniwersalnego pojazdu terenowego, który miał służyć wszędzie tam, gdzie próżno było oczekiwać dobrych dróg. Stąd nikt nie silił się na wyrafinowane kształty nadwozia. Wszystko miało być tak proste jak to możliwe ze względu na użytkowy charakter pojazdu (zakładano bowiem pickupa). Kiedy jednak koncepcję auta użytkowego zarzucono to wówczas szanse zyskał projekt pojazdu dostosowanego do potrzeb osób niepełnosprawnych. Pozostawiono zatem dwusuwowy jednocylindrowy silnik motocyklowy (dzieło Iż o pojemności 0,34 l) i stosowną skrzynię biegów (do cofania można było sięgnąć do każdego z czterech biegów po użyciu osobnej dźwigni).

Prawie pół tony i maksymalnie 14 KM

Niestety żaden z zastosowanych silników (12 i 14 KM) nie był dobrym źródłem napędu dla mikrosamochodu o masie niemal 0,5 tony (całkowicie metalowe zamknięte nadwozie). Według rosyjskich źródeł narzekano nie tylko na wysoki hałas, ale także skromne osiągi (rozpędzał się do 55 km/h) i wysokie zużycie paliwa (to mieszkanka oleju z benzyną). Niemniej trudno było wybrzydzać, skoro wybór był i tak dość ograniczony a co poniektórzy (np. niepełnosprawni weterani tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej, czyli uczestnicy walk ZSRR z hitlerowskimi Niemcami i jej sojusznikami) otrzymywali pojazd bezpłatnie. Według rosyjskich źródeł użytkownicy mogli liczyć na bezpłatną naprawę i wymianę pojazdu na nowy po kilku latach eksploatacji. Starsze egzemplarze trafiały natomiast do różnych domów opieki.

W historii pojazdów dla niepełnosprawnych nie sposób zapomnieć o polskich projektach z okresu PRL. Jednym z nich było dzieło WSK w Świdniku, które skończyło się tylko na fazie prototypu. To spalinowy Gacek z 2-cylindrowym silnikiem Jawa (wykorzystano także komponenty z Trabanta i trójkołowca Junak) przystosowanym do przewozu dwóch osób dorosłych i dwójki dzieci. Niestety mimo udanych testów oraz aprobaty ośrodków rehabilitacyjnych z Konstancina i Warszawy nigdy nie trafił do produkcji. Ocalał jednak egzemplarz, który można obejrzeć w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie.