Influencer od Corvetty nad Morskim Okiem wyjechał z Polski. Przez 5 lat nie wjedzie do Strefy Schengen

Wszystko wskazuje na to, że ukraiński internauta, który chwalił się w sieci wycieczką nad Morskie Oko luksusowym, sportowym autem, opuścił już terytorium Polski. Przedstawiciele policji tłumaczą, że niska kara wynikała z tego, że kierowca oszukał funkcjonariuszy, którzy go zatrzymali. Do kontroli miało dojść nie przy samym Morskim Oku, ale tuż przy szlabanie, za którym zaczyna się zamknięty dla normalnego ruchu odcinek drogi.
Zatłoczona droga w kierunku Morskiego Oka
Zatłoczona droga w kierunku Morskiego OkaGrzegorz Momot / PAP
Przejazd nie jest fizycznie zamknięty w związku z trwającym remontem drogi, a kierowca miał powiedzieć policjantom, że przejechał za szlaban tylko po to, żeby zawrócić – stąd bulwersująco niska kara, choć urzędowe "widełki" pozwalają nałożyć za takie wykroczenie mandat do 5 tys. złotych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dopiero później, kiedy influencer opublikował w sieci materiały, którymi sam się pogrążył, wydało się, że wjechał dalej, niż tylko tuż za szlaban. Za to samo wykroczenie policja nie może go już ukarać, ale gdyby sprawca wybryku wciąż był w Polsce, mógłby dostać znacznie wyższą karę – tym razem już nie od policji, ale od Straży Tatrzańskiego Parku Narodowego i z inną kwalifikacją prawną.

Influencer chwali się w sieci wykroczeniem. Rząd reaguje

Tyle że spawa zrobiła się tak głośna, że doszło do reakcji na szczeblu rządowym. „
– "Rajd ukraińskiego kierowcy na drodze do Morskiego Oka budzi zrozumiałe oburzenie. Zwróciłem się do MSWiA o pilne ustalenie wszystkich szczegółów tego zdarzenia i wyciągnięcie surowych konsekwencji” – napisał premier Donald Tusk na platformie X, a minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marcin Kierwiński zapowiedział, że obywatel Ukrainy, który popełnił wykroczenie i jeszcze chwalił się nim w sieci, zostanie wpisany na listę osób niepożądanych, z zakazem wjazdu na teren RP na pięć lat.
Według informacji opublikowanych przez Polską Agencję Prasową, wiceszef MSWiA Maciej Duszczyk w niedzielę (24 maja) poinformował, że kierowca Corvetty dostał już zakaz wjazdu na 5 lat nie tylko do Polski, ale i do pozostałych krajów Strefy Schengen.

Dostał zakaz wjazdu. Wyższej kary już nie będzie

To oznacza, że nakładanie na niego kolejnych mandatów karnych czy grzywien nie ma już sensu, bo szanse na ich ściągnięcie są znikome. Polska nie ma z Ukrainą tak rozwiniętej współpracy w egzekwowaniu mandatów administracyjnych, jak np. między krajami UE, w których funkcjonują tzw. Krajowe Punkty Kontaktowe i obowiązują umowy międzynarodowe, które ułatwiają służbom transgraniczną egzekucję kar. Ukraińskie organy nie ściągają w imieniu polskich służb mandatów i grzywien za wykroczenia popełniane w Polsce przez swoich obywateli. Mandat, np. nałożony przez Straż TPN, mógłby zostać wyegzekwowany przy okazji kolejnej wizyty obcokrajowca w Polsce, bo takie informacje trafiają do systemów straży granicznej – ale na to nie zapowiada się przez następnych 5 lat.

Ukraina nie pomaga w ściąganiu mandatów z Polski

To powszechnie znany problem, przez lata w Polsce, przy wykroczeniach rejestrowanych przez fotoradary, wielu nieuczciwych kierowców stosowało metodę "na Ukraińca" – odpowiadając na wezwanie z CANARD-u deklarowali, że w momencie wykroczenia auto miał prowadzić kierowca będący obywatelem Ukrainy, który w międzyczasie opuścił Polskę. W wielu przypadkach to nie pomagało, szczególnie jeśli na zdjęciach kierowca był wyraźnie widoczny, albo z danych straży granicznej wynikało, że nikt o wskazanych personaliach nie wjeżdżał ani nie wyjeżdżał z Polski.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu