Wszystko rozbiło się o 10 zł, które wziął za wymianę żarówki jeden z mechaników z warsztatu pod Bartoszycami i nie wystawił za to paragonu. Został ukarany mandatem w wysokości 500 zł. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie okoliczności i dość niemoralna prowokacja kontrolerek z urzędu skarbowego w Bartoszycach. Po pierwsze kobiety zostały poinformowane przez właściciela warsztatu, że kasa fiskalna została zamknięta i został zrobiony raport dzienny, więc wiedziały, że pracownik nie będzie mógł im już wystawić paragonu. Mimo tego kobiety nalegały na pomoc w wymianie żarówki, tłumacząc się, że czeka je długa trasa do zrobienia. Właściciel warsztatu dał się w końcu namówić i zlecił naprawę pracownikowi. Po drugie warsztat nie prowadził sklepu z częściami, więc mechanik, który pomógł kobietom, oddał im swoją prywatną żarówkę, z czego nie musiał się rozliczać .

Ostatecznie mechanik, za namową właściciela warsztatu, odmówił przyjęcia mandatu, a cała sprawa trafiła do sądu. Mimo że w pierwszej instancji uznano pracownika za winnego, sąd odstąpił od wymierzania mu kary. Jednak naczelnik US w Bartoszycach cały czas próbowała udowodnić, że pobranie 10 zł (w wyniku prowokacji kontrolek skarbówki) miała wysoką szkodliwość społeczną i domagała się ukarania pracownika warsztatu grzywną.

O sprawie zrobiło się głośno w mediach ogólnopolskich, a mechanik i jego pracodawca oraz naczelniczka urzędu skarbowego w Bartoszycach trafili na usta całego kraju. Zapewne tak szerokie zainteresowanie sprawą i liczne komentarze sprawiły, że naczelniczka US, która „przeciągnęła” mechanika przez dwie instancje sądu, wycofała apelację od wyroku korzystnego dla oskarżonego.

W związku z tym sąd okręgowy w Olsztynie pozostawił sprawę bez rozpatrzenia. To oznacza, że uprawomocnił się wyrok sądu rejonowego w Bartoszycach, uznający Cezarego S. za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu, ale odstępujący od karania go grzywną w wysokości 600 zł (takiej kary żądała naczelniczka US). Mechanik został także zwolniony od zapłaty kosztów sądowych, pokryje je Skarb Państwa.

Władysław Suszko, właściciel warsztatu, przypomniał, że dzień po tym, jak urzędniczki ze skarbówki odwiedziły jego warsztat, dokonując tam kontroli, on był u pani naczelnik urzędu skarbowego w Bartoszycach.

– Chciałem to wyjaśnić, ale skierowano mnie do wydziału kontroli, a tam nikt nie chciał mnie wysłuchać. Potem doszło do sprawy sądowej, dziś była piąta rozprawa – powiedział Suszko.

Pracodawca oskarżonego mechanika podkreślił, że mieszkańcy Bartoszyc zaczepiają go teraz na ulicy i opowiadają o podobnych sytuacjach.

– Wiem, że wiele osób płaciło mandaty na podobnych prowokacjach. Nie chcą się przyznać, bo się boją urzędu skarbowego – dodał.

Na rozprawie obecny była także przedstawiciel urzędu skarbowego w Bartoszycach, ale odmówił komentarza mediom.