Policja z Korei Północnej domaga się łapówek. Taksówkarze bezradnie rozkładają ręce
Tomasz Gdaniec
Policja drogowa w Korei Północnej coraz częściej wymusza łapówki — donosi Daily NK. Z prawdziwego lub wymyślonego naruszenia prawa kierowcy mogą się wyłgać, płacąc równowartość 280 zł lub oddając mundurowym jednorazowo 13 l paliwa. Kierowcy, którzy się nie podporządkują, nie mają łatwego życia. "To, co zarobiłem, nie starczało na mandaty" — mówi jeden z północnokoreańskich taksówkarzy.
Maxim Tupikov / Shutterstock
Na zdjęciu jedna z głównych ulic Pjongjangu. W kółku policjantka służby drogowej z Korei Północnej (Wikipedia/Cheddaz)
Północnokoreańskich policjantów ruchu drogowego można spotkać głównie na skrzyżowaniach, gdzie kierują ruchem. Jednak tamtejsi stróże prawa mają nagminnie nadużywać władzy dla własnych korzyści. W zamian za "przymknięcie oka" na prawdziwe lub wydumane naruszenia prawa żądają gotówki i innych dóbr. Za łapówki często też puszczają wolno pijanych kierowców.
Policjanci z Korei Północnej domagają się od kierowców łapówek
Policja drogowa żądała od taksówkarzy 200 lub 300 juanów (112-170 zł) lub ok. 13 litrów benzyny raz, lub dwa razy w miesiącu. Teraz stawki wzrosły. Obecnie policjanci chcą 500 juanów (280 zł) dwa lub trzy razy w miesiącu. Płacisz i masz spokój
— mówi w rozmowie z Daily NK jeden z kierowców z Korei Północnej.
Co w przypadku, gdy ktoś ma auto w porządku, nie łamie przepisów i nie chce płacić policji drogowej? Większość zatrzymywanych do kontroli samochodów to stare, nawet ponad 30-letnie chińskie pojazdy.
"Pewnego razu zdenerwowałem się i pokłóciłem z policjantami. W odwecie dogadali się między sobą i kontrolowali mnie wszędzie, gdzie się zatrzymywałem. Każda kontrola trwała z 30 min. Jako taksówkarz myślałem o wzięciu wolnego. To, co zarobiłem, nie starczało na mandaty" — dodaje w rozmowie z Daily NK inny kierowca.
Korea Północna jest krajem wielu tajemnic. Nie wiadomo, ile aut jest tam produkowanych i ilu obywateli "raju Kima" ma swój samochód. Można opierać się tylko na szacunkach, które mówią, że w liczącym ponad 26 mln mieszkańców kraju jest jedynie 300 tys. pojazdów.