Na początku obecnego stulecia SsangYong swoją strategię opierał na samochodach o klasycznej konstrukcji, ale niebanalnej stylistyce. Tyle że takie auta nie sprzedawały się zbyt dobrze – bo ten kto oczekuje solidnej budowy (rama, często sztywny most i najprostszy układ napędowy) niekoniecznie zainteresowany jest awangardowym designem.

Nowe Korando udowadnia, że ta polityka została odwrócona do góry nogami. Projekt auta powierzono znanemu studiu Giorgetto Giugiaro, zaś koncepcja techniczna modelu idealnie wpisuje się w wytyczne klasy SUV. Bo to po prostu model „z Europy, dla Europejczyków”.I jako taki ma wszelkie szanse na powodzenie, które zależy głównie od ceny. Tej niestety jeszcze nie znamy, ale liczymy na rozsądek Koreańczyków. Auto nie musi być tak tanie jak Dacia Duster, ale też nie może cenowo znaleźć się zbyt blisko uznanych konkurentów.

Nadwozie wygląda bardzo przyjemnie i – choć nie ma nadzwyczajnej stylistyki – łatwo wpada w oko i może się podobać. Dobry nastrój zachowano również we wnętrzu. Przesadą byłoby stwierdzenie że materiały lub design to najwyższa półka, ale wszystko jest estetyczne i ergonomiczne. Przełączniki pogrupowano w kilku strefach (ogrzewanie, audio, itp.). Wszystkie auta wyposażono w sterowanie radia na kierownicy, system Bluetooth, port USB a nawet tempomat. Kto oczekuje więcej, będzie musiał sięgnąć po bogatsze pakiety. Ale odnajdzie nawet ogrzewanie tylnych siedzeń, elektrycznie sterowaną klapę tylną czy skórzaną tapicerkę. Właściwie trudno znaleźć punkty ujemne – fotele zapewniają wygodną jazdę, kierownicę można regulować w dwóch płaszczyznach, nawet na tylnej kanapie nie powinno nikomu zabraknąć miejsca. Bagażnik oferuje zupełnie przyzwoite 486 l.

Zadbano odobry poziom wyposażenia odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. Wszystkie auta mają mieć 6 poduszek powietrznych, ESP, system zabezpieczający przed dachowaniem, automatyczne blokowanie drzwi przy 30 km/h i odblokowywanie w razie wypadku oraz wiele innych.

Inżynierowie są dumni ze swojego silnika, specjalnie opracowanego dla tego modelu. Moc 175 KM z 2 l pojemności rzeczywiście robi wrażenie. Auto przyspiesza sprawnie i jest wystarczająco elastyczne. Równie ważna będzie jednak oszczędność – o ile jednak zapewnienia producenta zupełnie nie rozminą się z prawdą (w wersji 4WD ze skrzynią manualną ma to być średnio 6,4 l/100 km), to nie muszą się o to martwić. Napęd jest oczywiście ekologiczny, w standardzie znajdziemy filtr cząstek stałych a najoszczędniejsza wersja (2WD, z manualną skrzynią) emituje tylko 157 g CO2 na km.

W przyszłości ofertę mają uzupełnić też słabsze warianty „dieslowskie” oraz benzynowe. Słowa uznania należą się podwoziu nowego modelu. Zastosowano tam proste, standardowe rozwiązania – kolumny resorujące na przedniej osi i niezależnie pracujący układ wahaczy z tyłu. Dobrze wyważono jednak konieczność zapewnienia stabilności podczas nieco ostrzejszej jazdy oraz przyzwoitego komfortu pracy na wybojach, które przecież – szczególnie poza asflatem – nie stanowią rzadkości.

Nie należy liczyć na zbyt duże własności terenowe pojazdu – nie wykraczają one jednak w żadną stronę poza oczekiwanie stawiane klasie lekkich SUV-ów. Co prawda podczas prezentacji na Majorce nie było żadnych kłopotów nawet jeżdżąc wersją 2WD, jednak południowe, skaliste podłoże stawia znacznie mniejsze wymagania układowi napędowemu niż polska zima czy błoto. Kąty nadwozia są tylko przeciętne, podobnie jak prześwit. Na szczęście zawieszenie wydaje się pracować poprawnie, z uwzględeniem sporego skoku kół. Kierowca może wspomóc się w nieco trudniejszym terenie blokadą miedzyosiowego sprzęgła. Ale przecież i ona ma swoją wytrzymałość, więc nie należy przesadzać…

W polskich salonach auta mają pojawić się w styczniu 2011 r. Z niecierpliwością czekamy na ceny! Sprzedażą będzie zajmować się firma Alcadis – spółka belgijskiej grupy Alcopa, która w Polsce czuwa nad dystrybucją Isuzu.