Po pierwsze, nie wiadomo, kiedy rozpocznie się zbieranie wniosków o dopłaty. A to podstawowy warunek, by skorzystać z dopłaty, gdy kupi się "elektryka" po ogłoszeniu naboru wniosków.

Po drugie, kupując auto elektryczne trzeba będzie wyłożyć całą sumę, a dopiero potem ubiegać się o dopłatę.

Po trzecie, skorzystać z dopłat mogą wyłącznie tzw. osoby fizyczne, czyli mówiąc prościej klienci indywidualni, nie prowadzący działalności gospodarczej. Na firmę elektryka nie kupisz! Co więcej, jeśli osoba prowadząca firmę będzie chciała kupić auto elektryczne z dotacją do celów prywatnych – nie może tego zrobić. Taki zapis w rozporządzeniu ministra energii w sprawie dotacji do elektryków znacznie zawęża grupę osób, które mogłyby na tym skorzystać.

Po czwarte, ceny "elektryków" po uwzględnieniu maksymalnej dotacji, czyli 37,5 tys. zł, nadal są wysokie – znacznie większe niż wersji z silnikiem benzynowym czy Diesla.

Jakie modele aut elektrycznych kwalifikują się do dotacji?

Jest 8 takich samochodów. Podane ceny już po uwzględnieniu dotacji:

  • Opel Corsa-e: 87 143 zł,
  • Peugeot e-208: 87 430 zł,
  • Renault Zoe: 87 400 zł,
  • Nissan Leaf: 82 600 zł,
  • Volkswagen e-up!: 67 403 zł,
  • Smart ForFour: 67 200 zł,
  • Smart ForTwo: 66 150 zł,
  • Skoda Citigo e iV: 51 310 zł.

Trzy z tych modeli mają odpowiedniki z silnikami spalinowymi. Są one znacznie tańsze od "elektryków" po dotacji. Np. najtańszy Opel Corsa z silnikiem benzynowym kosztuje 49 900 zł, a z dieslem pod maską – 65 350 zł. Peugeot 208 z silnikiem benzynowym kosztuje 63 400 zł, a z dieslem – 71 900 zł. Volkswagen up! z benzyniakiem pod maską kosztuje 35 590 zł (wersji z dieslem nie ma).

Różnica w cenie – zwrot po 11 latach!

Firma Carsmile, zajmująca się leasingiem samochodów, porównała koszty użytkowania samochodów elektrycznych i ich odpowiedników z silnikami benzynowymi i Diesla. Na przykładzie Peugeota 208 wynika, że wyższa cena elektryka (z dotacją) w porównaniu z wersją benzynową zwróci się dopiero po 11 latach użytkowania, a z silnikiem Diesla po prawie 10 latach. I to przy założeniu, że cena prądu nie zwiększy się w tym czasie radykalnie (czego nie można być pewnym).

Pociechą dla przyszłych właścicieli aut elektrycznych pozostaje więc, że ich pojazdy nie będą w czasie jazdy zatruwały środowiska i zapłacą znacznie mniej za serwisowanie swoich pojazdów. Elektryki mają znacznie prostszą budowę w porównaniu z autami z silnikami spalinowymi, mniej elementów podlega w nich serwisowaniu i ewentualnej wymianie. Koszt serwisu elektryka wynosi rocznie kilkaset złotych, a więc nawet 5 razy mniej niż auta z tradycyjnym silnikiem.