Poszukiwanie bardziej oszczędnych silników jest naturalnym skutkiem rosnących cen paliw. Bez względu na fakt czy wzrost wynika z kończących się złóż ropy naftowej, czy polityki mocarstw naftowych, skok jest naprawdę potężny. W porównaniu z rokiem 1996 bezołowiowa z 95 oktanami jest aż o 350 procent droższa! W przypadku oleju napędowego podwyżka sięgnęła 380 procent. Pamiętajmy o tym, że wartości te byłyby jeszcze wyższe gdyby nie to, że w tym roku paliwa za sprawą kryzysu rosyjskiego i tak są tanie.

O nagłym wzroście znaczenia ekotechnologii na rynku motoryzacyjnym zaraz obok drożejącej ropy naftowej zadecydował jeszcze jeden czynnik. Mowa o normach emisji spalin nakładanych na producentów. Władze m.in. Unii Europejskiej dostrzegły w autach ogromne zagrożenie dla ekosystemu i mieszkańców miast. Postanowiły zatem nałożyć legislacyjny kaganiec na firmy samochodowe. Zaostrzające się standardy sprawiają, że inżynierowie muszą coraz bardziej dopracowywać silniki pod kątem maksymalnej oszczędności i minimalnej emisji szkodliwych gazów.

Hybryda - idealna w zróżnicowanych warunkach

Jedną z pierwszych sensownych odpowiedzi producentów motoryzacyjnych na drożejące paliwa i proekologiczne tendencje był napęd hybrydowy. Pomysł jest dosyć prosty. Silnik spalinowy łączy się z motorem elektrycznym i zestawem wydajnych baterii. Tak skomponowana jednostka sprawia, że przy niskiej prędkości pojazd porusza się tylko i wyłącznie dzięki sile prądu. W ten sposób nie spala nic, a jednocześnie nie emituje do atmosfery żadnych szkodliwych związków.

W kolejnym trybie rolę przewodnią przejmuje silnik spalinowy. Jazda na tradycjonalnym napędzie przy wyższych prędkościach jest o tyle korzystna, że staje się on wtedy bardziej oszczędny i w większym stopniu można wykorzystać jego potencjał. W czasie, w którym benzyniak lub diesel zasilają pojazd, motor elektryczny zamienia się w prądnicę i rozpoczyna ładowanie akumulatorów. W trzecim trybie pracy możliwości silnika spalinowego i elektrycznego są łączone. Jego uruchomienie jest możliwe chociażby w sytuacji, w której kierowca potrzebuje nagłego i dużego przyrostu mocy.

Napęd hybrydowy naprawdę działa i sprawdza się w realnych warunkach. Dla przykładu o ile Toyota Prius drugiej generacji spala w mieście zaledwie 5 litrów benzyny, o tyle 1,6-litrowy, 100-konny Focus drugiej generacji potrzebuje już prawie 9 litrów. Model jest również zdecydowanie wolniejszy i emituje do atmosfery o połowę więcej dwutlenku węgla. Mniej oszczędne i bardziej szkodliwe dla ekosystemu są nawet wysokoprężne wersje Forda. A to świadczy o wielkiej klasie hybryd.

Co ważne, nowoczesna technologia ukrywająca się pod karoserią hybryd nie oznacza większej ilości problemów eksploatacyjnych. Auta spalinowo-elektryczne zdążyły już udowodnić swoją ogromną wartość. Dla przykładu Toyota Prius każdego roku pojawia się w rankingach najbardziej bezawaryjnych samochodów. Świetne wyniki wynikają w głównej mierze z dopracowania. Hybrydy podlegają długotrwałym testom, w trakcie których wyeliminowane zostały m.in. te elementy, które w standardowych autach najczęściej ulegają awariom. Japończycy pozbyli się sprzęgła, alternatora czy pasków napędowych.

Motoryzacyjna przyszłość? To ogniwo paliwowe!

Znamy już ekologiczną odpowiedź producentów motoryzacyjnych dobrą na dziś. Jak będzie ona wyglądała w przyszłości? Prawdopodobnie przyjmie formę ogniwa paliwowego. W gruncie rzeczy samochód wodorowy jest typowym pojazdem elektrycznym. Pod jego maską spoczywa agregat elektryczny, który zajmuje się napędzaniem kół. Różnica rozbija się o sposób magazynowania energii. W typowym elektryku ta jest kumulowana w akumulatorach. Auto z ogniwem paliwowym wozi na pokładzie elektrownię zasilaną wodorem.

Technologia ta jest najczystszym dotychczas stworzonym sposobem napędzania samochodów. Wewnątrz ogniwa odbywa się łączenie cząstek wodoru z cząsteczkami tlenu. W wyniku reakcji tworzy się energia elektryczna, a jedynym skutkiem ubocznym jest powstanie wody. Nie ma żadnych spalin składających się z toksycznych związków!

{ "copyright": { "note": "Materiały prasowe", "idref": "6accdb4c-efee-53c4-9f58-358f30835e69", "uuid": "6accdb4c-efee-53c4-9f58-358f30835e69" }, "url": "http://ocdn.eu/images/pulscms/MTk7MDA_/e2166846d05567a2a05199879acb19d3.jpg", "available": { "start": "2017-12-14 00:00:00+0100" }, "publicationId": { "type": "ocdn", "ocdn": "e2166846d05567a2a05199879acb19d3", "ocdnExt": "jpg" }, "size": { "bytes": 148301, "width": 1280, "height": 853 }, "uuid": "fc50a731-946e-579c-88f1-1d3daeda5e93", "contentSources": [ { "name": "Materiały prasowe", "idref": "8610981d-049a-5db9-b08c-33751e103483", "uuid": "8610981d-049a-5db9-b08c-33751e103483" } ], "asyncAdSlot": null }  Foto: Materiały prasowe

Aby samochody napędzane ogniwem paliwowym mogły stać się częścią motoryzacyjnej rzeczywistości, należy osiągnąć jeszcze kilka celów. Po pierwsze producenci muszą popracować nad upowszechnieniem technologii. To sprawi, że na rynku zaczną masowo pojawiać się nowe modele, a ich ceny z czasem wyraźnie stopnieją. Po drugie trzeba opracować skuteczną i efektywną metodę uzyskiwana wodoru. Po trzecie konieczne jest stworzenie siatki stacji tankowania.

Wodór powoli wchodzi na rynek

Pierwsze kroki na drodze do popularyzacji napędu wodorowego zostały zrobione w zeszłym roku przez Toyotę. Firma wprowadziła do sprzedaży w Japonii pierwszy, seryjnie produkowany samochód napędzany ogniwem paliwowym. Mowa o modelu Mirai. Informacje dotyczące zainteresowania autem brzmią optymistycznie. Już w pierwszych tygodniach Toyota zebrała 1500 zamówień na sedana wartego w przeliczeniu około 57 tysięcy dolarów. To wymusiło dwukrotne zwiększenie planowanej produkcji! Jeszcze w tym roku Mirai ma wejść do sprzedaży również do Kalifornii oraz niektórych krajów europejskich.

W 1997 roku gdy Toyota zaprezentowała pierwszą hybrydę ludzie przecierali oczy ze zdziwienia. Sądzili że technologia ta ma szansę, jednak w dalszej perspektywie czasowej. Dynamiczna ekspansja napędów spalinowo-elektrycznych w ciągu następnych dwóch dekad pozwala myśleć, że być może marginalizowanie ogniw paliwowych w dniu dzisiejszym wcale nie jest dobrym podejściem do tematu. Być może mają one szansę na popularyzację szybciej niż nam się wydaje. A to dobrze, a nawet bardzo dobrze.