Czy jest tu ktoś, kto nie lubi czasem „pójść bokiem”? Sami wiecie ile dostarcza to radochy. Nie trzeba dysponować olbrzymią mocą pod maską. Do dobrej zabawy wystarczy śliska nawierzchnia, napęd na przód i ostry jak brzytwa hamulec ręczny. A korzystając z wyobraźni i znalezionych dwóch kołpaków, wejdziemy na inny poziom rozrywki.

Nie zmienia to faktu, że najlepiej driftuje się samochodem z klasycznym napędem na tył i odpowiednim zapasem mocy. Ooo tak, to jest to! Wybraliśmy dziewięć aut, które są do tego stworzone. Pięć z nich można kupić w salonie w przedziale cenowym 120 – 640 tys. zł. Pięć pozostałych to auta używane, w tym pomysł na driftowóz Kena Blocka. Zapraszamy do galerii.