• Odpowiednie opony to podstawa – na oponach zimowych od biedy da się jeździć latem, na letnich zimą – absolutnie nie!
  • Zły płyn w układzie chłodzenia może zniszczyć silnik
  • Bez zimowego płynu do spryskiwaczy nie ma mowy o bezpiecznej jeździe zimą

Zanim biały puch przykryje maskę

Stop! Śnieg na aucie powinien oznaczać, że stojący pod białą pierzynką pojazd jest w pełni gotowy do takiej aury. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że spóźniliśmy się z najbardziej kluczowymi przygotowaniami. W takim wypadku lepiej w ogóle nie ruszajmy z parkingu.

1. Zmiana opon

Nie każdy kierowca zastanawia się, co tak naprawdę różni opony letnie od tych, które dedykowane są na sezon zimowy. Warto zacząć od uważnego przyjrzenia się oznaczeniom na ich bokach:

– Oponę letnią od zimowej rozpoznać możemy na dwa sposoby. Zimowa na bocznej ściance ma wybity tzw. symbol alpejski. Jest to śnieżynka na tle szczytów górskich. Oponie zimowej, ale nie tylko (i tu trzeba być czujnym), towarzyszy również inny charakterystyczny symbol M+S, który oznacza gumę nadającą się do jazdy po śniegu i błocie pośniegowym. Trzeba jednak wiedzieć, że ta informacja często jest widoczna również na oponach terenowych i całorocznych, dlatego M+S w oponie zimowej musi występować wraz z wspomnianym płatkiem śniegu i górami, czyli piktogramami potwierdzającymi możliwość korzystania z danej opony w sezonie zimowym. Innym elementem odróżniającym oponę letnią od zimowej jest struktura bieżnika. Zimowa wyposażona jest w charakterystyczne lamele – poprzeczne nacięcia, które sprawiają, że bieżnik wbija się w śnieg, stabilizując tor jazdy. Dzięki nim samochód może skutecznie ruszyć i zatrzymać się na zaśnieżonej i oblodzonej nawierzchni. Bieżnik opony zimowej jest także wyższy i bardziej agresywny. Głębsze rowki wzdłużne zapewniają lepsze odprowadzanie błota pośniegowego i wody. Ogumienie letnie jest nieco płytsze i ma zdecydowanie więcej kanałów wzdłuż bieżnika, które zapewnia optymalną trakcję na suchej i mokrej nawierzchni – precyzuje Mariusz Maksym, ekspert z serwisu ProfiAuto

Foto: Materiał powstał we współpracy z marką ProfiAuto.pl
Wymiana opon

Zimowe opony, wbrew swej nazwie, „obowiązują” już od momentu, gdy temperatura na zewnątrz spada do +7 stopni Celsjusza, a nie od pierwszych opadów śniegu oraz przymrozków. Niestety, zwlekanie z wizytą u wulkanizatora do pierwszych przymrozków to jeden z głównych grzechów właścicieli pojazdów. Efekty takiej opieszałości bywają tragiczne nie tylko dla niefrasobliwego kierowcy, lecz dla wszystkich uczestników ruchu, którzy mieli niefart znaleźć się w jego pobliżu. Parametry opon zimowych pozwalają zachować większą przyczepność podczas jazdy na w niskich temperaturach, a nawet na śniegu i lodzie. Różnica jest naprawdę duża, co łatwo można zaobserwować podczas podjazdu pod zaśnieżone wzniesienia (np. wiadukt).

Na zimówkach bez trudu pokonamy ośnieżone podjazdy garażowe czy „ślimaki” przy mostach i wiaduktach, podczas gdy pojazd na letnich oponach zaczyna sprawiać problemy już przy minimalnym nachyleniu. Im wyższy wznios, tym większe ryzyko, że samochód zacznie się zsuwać w niekontrolowany sposób. Często wprost na sznur pojazdów jadących tuż za nim.

Niestety, nie zawsze kończy się tylko na uszkodzonej karoserii. Często brak kontroli nad nieprzygotowanym do zimy pojazdem może mieć dużo gorsze konsekwencje. Zwłaszcza, gdy na drodze jego poślizgu staną piesi.

Planując wyjazd w góry, koniecznie trzeba zaopatrzyć się w łańcuchy śniegowe. Dodatkowo – można na wszelki wypadek wozić w aucie trochę żwiru, choćby kociego. Wysypany pod buksujące w śniegu koła ułatwia złapanie przyczepności. To bardziej komfortowy sposób niż podkładanie pod koła desek, dywaników samochodowych czy (w ostateczności) własnej kurtki.

Foto: Auto Świat
Łańcuchy śniegowe przydają się w górach

2. Płyny eksploatacyjne

Podstawowy zakres – płyn do spryskiwaczy oraz płyn chłodniczy. Dodatkowo – olej i płyn hamulcowy.

Letni płyn do spryskiwaczy od zimowego różni się nie tylko zapachem, lecz przede wszystkim znacznie niższą temperaturą zamarzania. Dlatego absolutnie nie należy zwlekać z wlaniem płynu zimowego do zbiorniczka. A co jeśli znajduje się w nim jeszcze dużo płynu letniego? Nie, nie trzeba go wcale wylewać, wystarczy dolać koncentratu płynu zimowego. Trzeba tylko pamiętać, żeby pi takiej dolewce prysnąć kilka razy na szybę, po to, żeby z pompki, przewodów i dysz wypłukać resztki letniego płynu, który mógłby w nich zamarznąć. Zamarznięty letni płyn w układzie spryskiwaczy może prowadzić do uszkodzeń zbiornika oraz końcówek spryskiwaczy. Ta drobna usterka jest bardzo niebezpieczna zimą, gdy błoto pośniegowe brudzi szybę redukując widoczność niemalże do zera i praktycznie uniemożliwiając dalszą jazdę.

Foto: Materiał powstał we współpracy z marką ProfiAuto.pl
Dolewka płynu do spryskiwaczy

Temperatura krzepnięcia płynu chłodniczego – na to hasło powinni być wyczuleni zwłaszcza właściciele aut z rynku wtórnego. Tutaj prawidłową wartością jest -37 stopni Celsjusza. Jeśli nie jesteśmy pewni, czy układ chłodzenia w naszym aucie jest w pełni sprawny, lepiej to sprawdzić.

Parametry płynu chłodzącego, a w szczególności jego temperatura zamarzania, zapewniają bezproblemową eksploatację twojego samochodu zimą. Zbyt wysoka może doprowadzić do zablokowania przepływu cieczy lub nawet zniszczenia chłodnicy, obudowy termostatu, a w skrajnych przypadkach, jeżeli w układzie znajduje się woda, wręcz do uszkodzenia bloku silnika. Woda w trakcie procesu krzepnięcia zwiększa swoja objętość, a co za tym idzie – może poważnie uszkodzić silnik w twoim samochodzie – podkreśla ekspert.

Warto skontrolować również poziom oleju oraz (ewentualnie) zimą używać cieczy o niższej lepkości, gdyż ułatwia ona rozruch w niskich temperaturach.