Burgery w USA można zjeść dosłownie na każdym skrzyżowaniu, fot. AK
Burgery w USA można zjeść dosłownie na każdym skrzyżowaniu, fot. AK

Perspektywa pobytu w USA jest jednak tak ekscytująca, że myśli nie pozwalają mi usnąć. Już za kilka dni zasiądę bowiem za sterami wyjątkowego auta. Zdaję sobie sprawę, że Porsche Carrera w wersji GTS niebawem będzie dostępne w Europie, także u nas w Polsce i że bez problemu również w Warszawie mogę umówić się na jazdę testową, ale… no właśnie, tym ALE jest pogoda. Kiedy u nas dominuje deszczowa i słotna pogoda, tutaj w południowej Kalifornii niezmiennie świeci słońce i jest ponad 20 stopni (sorry, 70 stopni farenheita). A ten samochód wymaga przyczepności.

Pierwszych kilka dni spędzam na dość swobodnej i pięknej podróży przez Południową Kalifornię. Środek transportu? Volkswagen Jetta z wypożyczalni! Pojazd bez tempomatu, z manualną klimatyzacją i z wyjącym benzynowym silnikiem połączonym oczywiście z automatyczną skrzynią biegów. W sumie do ociężałej amerykańskiej jazdy nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne, ale w zderzeniu z fantastycznymi pikapami, wielkimi SUV’ami i policyjnymi limuzynami, mój VW prezentuje się więcej niż skromnie. W perspektywie mam oczywiście motoryzacyjny deser, więc swoje emocje kieruję na to, co zachwyca mnie w Stanach. Czyli wszystko. Każde skrzyżowanie, dom, bar, chodnik, promenada, molo, nawet takie rzeczy, jak sygnalizatory, hydranty, krawężniki niezmiennie przykuwają moją uwagę. Dziwne? Nie do końca, bo amerykański klimat tworzy życie, a nie zabytki, czy cuda natury. I to jest piękne. Huntington Beach - Santa Monica -Santa Barbara - Pasadena. Oto moja trasa. Po czwartej nocy w USA, kiedy to organizm przestał się czasowo kolebać, punktualnie o 8 rano otrzymałem kluczyki do testowej Carrery. Niestety. Nie dość, że wersja cabrio, za którą nie przepadam, to jeszcze w kolorze jaskrawożółtym. Uśmiech i tak nie znika z mojej twarzy, bo zdaję sobie sprawę, że mechanika i trakcja nowego GTS-a zrekompensuje mi straty estetyczne.

Ciemne wnętrze reflektorów, to znak rozpoznawczy wersji GTS, fot. Porsche
Ciemne wnętrze reflektorów, to znak rozpoznawczy wersji GTS, fot. Porsche

Ruszam przez willowe tereny Pasadeny, po 20 znakach STOP i kilkudziesięciu sygnalizacjach świetlnych wjeżdżam na autostradę. Oczywiście z otwartym dachem. Do 70 mil na godzinę jest OK, ale im dłuższa droga, tym wiatr jest bardziej odczuwalny. Silnik ma 430 koni – o 30 więcej niż Carrera S, wyraźnie czuć większą lekkość prowadzenia. Pokryta zamszem kierownica, kubełkowe fotele i ten piękny śpiewny dźwięk na wysokich obrotach przywodzą na myśl wersję GT3 - jeszcze bardziej sportową i narowistą.

Nowego GTS-a sprawdziłem gruntownie podczas szybkich okrążeń toru Willows Spring - najstarszego obiektu wyścigowego w Kaliforni. Stary asfalt i kamieniste pobocza okazały się idealnym poligonem dla tego wozu, a najszybszy zakręt pokonywany z prędkością ponad 200 km/h dobitnie pokazał, że wiele można z tego auta wykrzesać. I dowiozłem mój egzemplarz do mety w jednym kawałku.

Z kim/czym kojarzy mi się Porsche Carrera GTS:

Postać

Chętnie wsiądą do niego gwiazdy snujące się niespiesznie po Beverly Hills. Za jego kierownicą na pewno dobrze poczuje się też mieszkaniec LA Magnus Walker. www.magnuswalker.com

Potrawa

To auto w kolorze żółtym kojarzy mi się z amerykańskim śniadaniem, a dokładnie omletem, który kompletnie nie ma smaku. W przeciwieństwie do auta! www.dennys.com

Utwór muzyczny:

Niemieckie auto, niemiecka piosenka. Zespół Accept i kompozycja „Fast as a shark” Proszę nie zrażać się kontrowersyjnym melodyjnym początkiem!

https://www.youtube.com/watch?v=SKml8LwF_0M

Miejsce:

Tor wyścigowy Lausitzring w byłej DDR, położony na terenach dawnych kopalni odkrywkowych. Na jego śliskiej nawierzchni to auto powinno pokazać w czym jest mocne. www.lausitzring.de

Podsumowanie:

Jeszcze bardziej drapieżny niż Carrera S, ale nie tak bezkompromisowy, jak GT3. Szybkie auto na każdą pogodę!

Adam Kornacki TVN TURBO