Rekwizyt w skradzionym Mercedesie przestraszył złodziei i mundurowych. Fałszywy alarm

Jeśli ktoś uważa, że praca w Straży Granicznej jest nieciekawa, powinien przeczytać historię, która przydarzyła się ostatnio funkcjonariuszom z Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej. Początkowo scenariusz toczył się zgodnie z typowym schematem — mundurowi wytypowali busa Mercedesa do kontroli i próbowali wylegitymować osoby znajdujące się w pojeździe. Z auta w popłochu wybiegli dwaj mężczyźni i rozpoczął się pościg. Potem funkcjonariusze zajrzeli do przestrzeni ładunkowej i to dopiero wtedy sytuacja zaczęła iść w niespodziewanym kierunku.

Gdzie Straż Graniczna namierzyła skradzionego Mercedesa?

Do opisywanej sytuacji doszło we wtorek 5 maja br. Mobilny zespół z placówki w Tuplicach podczas patrolowania okolicy zwrócił uwagę na Mercedesa Sprintera. Pojazd stał w zagajniku przy stacji paliw i sprawiał wrażenie porzuconego. Funkcjonariusze podjechali bliżej i wtedy z auta wybiegli dwaj mężczyźni, podejmując próbę pieszej ucieczki.
Porzucony w lesie skradziony w Niemczech Mercedes Sprinter
Porzucony w lesie skradziony w Niemczech Mercedes SprinterNadodrzański OSG
Sytuacja nabrała dynamiki, ale tylko na chwilę, bo pościg trwał krótko. Szybko okazało się, że obaj mężczyźni to Polacy. Samochód nie był jednak zarejestrowany na żadnego z nich — nie mógł, bo chwilę wcześniej został skradziony na terenie Niemiec. Zatrzymani początkowo nie chcieli współpracować, ale ostatecznie przyznali się do kradzieży busa. Mężczyźni zostali przekazani policjantom z Żar, którzy prowadzą teraz dalsze postępowanie w tej sprawie. Bus o wartości około 65000 zł zostanie zwrócony właścicielowi z Niemiec.

Co Straż Graniczna znalazła w skradzionym Mercedesie?

Sensacyjnym wątkiem tej historii jest to, co znajdowało się w środku Sprintera. W przestrzeni ładunkowej busa mundurowi zauważyli... ludzkie zwłoki. Opanowanie uchroniło ich przed podjęciem pochopnych kroków. I dobrze, bo chwilę później było już jasne, że to tylko bardzo realistyczna imitacja ciała.
Dokładna i ostrożna weryfikacja pozwoliła ustalić, że "zwłoki" wiezione przez uciekających w popłochu złodziei były rekwizytem filmowym należącym do prawowitego właściciela pojazdu. Takie znaleziska rzeczywiście mogą w pierwszej chwili zaskoczyć — realistyczne odwzorowanie anatomii człowieka jest standardem w wysokobudżetowych produkcjach filmowych czy telewizyjnych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Funkcjonariusze Straży Granicznej muszą być gotowi na wszystko

Porzucone "ciało", próba ucieczki podejrzanych i fakt kradzieży auta brzmiały niezwykle groźnie. Wyglądało to na porachunki gangów albo wykonanie zlecenia kradzieży busa bez względu na jakiekolwiek przeszkody. Mundurowi z Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej zachowali zimną krew, bo w takiej pracy trzeba być gotowym na każdy scenariusz — czasami nawet z pogranicza kryminału lub filmu akcji. To sytuacja wybiegająca daleko poza ramy standardowej kontroli pojazdu na przejściu granicznym.
Skradziony bus z imitacją zwłok na pewno plasuje się wysoko na liście niecodziennych przypadków, ale to niejedyny przykład zaskakujących interwencji w ostatnim czasie. Niedawno głośno było o innej sprawie — zatrzymaniu kobiety, która próbowała wwieźć do Polski napromieniowaną gotówkę. Jak informowaliśmy w Auto Świecie, planowała za nią kupić używany samochód, ale została zawrócona na granicy. Tutaj potencjalne zagrożenie nie było widoczne gołym okiem — alarm podniosły specjalne czujniki w bramkach na granicy. To drugi dowód na to, że polskie służby muszą być gotowe naprawdę na wszystko.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu