Raport VIN za darmo – tak "Historia pojazdu" psuje interes handlarzom. Pan Jan skorzystał i się zdziwił

To, że prywatna osoba zamieszczająca ogłoszenie na Otomoto oferuje fakturę VAT, nikogo już nie dziwi i pan Jan wiedział, że nie należy się dziwić. Po prostu cennik ogłoszeń dla firm jest tak wyśrubowany, że handlarze występują jako osoby prywatne, by było choć trochę taniej. Może nieuczciwe, ale tak już jest, w każdym razie to nie przesądza jeszcze, że mamy do czynienia z podejrzaną ofertą.
W krótkim opisie auta było tylko tyle, że samochód jest zadbany, serwisowany regularnie w ASO, że niewiele ponad 2000 km temu miał zrobiony przegląd. Najważniejsza rubryka — "stan i historia" — wyglądała obiecująco: samochód od pierwszego właściciela, zarejestrowany w Polsce, bezwypadkowy — wszędzie: tak, tak, tak.

Handlarz tylko kliknie — i już ma samochód bezwypadkowy

Problem z ogłoszeniami — z punktu widzenia kupującego — jest taki, że najważniejszych cech samochodu sprzedawca nie musi nawet opisywać, wystarczy, że zaznaczy odpowiednie okienka w formularzu: bezwypadkowy — tak, serwisowany — tak, pierwszy właściciel od nowości — tak...
W przypadku Mercedesa, którego chciał kupić pan Jan, system serwisu ogłoszeniowego wyświetlał wprawdzie jedno ostrzeżenie: w odniesieniu do liczby właścicieli "informacje zawarte w ogłoszeniu nie zgadzają się z informacjami w rządowej bazie danych". Ale — wiadomo — pewnie samochód był leasingowany i wykupiony z leasingu, formalnie mógł zmieniać właściciela, a realnie niekoniecznie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
System wyświetla dane o ubezpieczeniu, dopuszczeniu auta do ruchu, ale już danych o wypadkach i kolizjach nie podaje.
Sprzedawca jednak — widać "ten z uczciwszych" — podał numer VIN oraz datę pierwszej rejestracji, numery rejestracyjne widoczne były na zdjęciach samochodu.

Historia pojazdu powie ci więcej o używanym aucie, niż się spodziewasz. Nie musisz za to płacić.

Jedną z możliwości sprawdzenia samochodu, jakie ma kupujący, jest zamówienie komercyjnego tzw. "raportu VIN" – w tym przypadku za 72 zł. Z takiego raportu czasem coś wynika, a czasem nic. Najgorzej, że jeśli nic w raporcie nie ma, to wcale nie ma pewności, że auto jest w porządku. Wtedy dowiadujemy się jedynie, że w dostępnych dla dostawcy usługi bazach danych nie zachowały się żadne informacje o kolizjach, wypadkach czy naprawach.
Okazuje się jednak, że — zwłaszcza w przypadku samochodów z polskiego rynku — technicznie równie dobre, a czasem wręcz bardziej szczegółowe informacje zawiera rządowa strona "historia pojazdu". To baza danych o samochodach, do której dostęp jest bezpłatny. Jedynym ograniczeniem jest to, że nie można od tak, sprawdzić informacji o samochodzie sąsiada na podstawie numeru rejestracyjnego. Trzeba mieć jeszcze numer VIN (w przypadku niektórych aut jest on widoczny na zewnątrz) i datę pierwszej rejestracji w Polsce (jest podana w dowodzie rejestracyjnym – a więc w praktyce możemy ją poznać jedynie za zgodą właściciela). W Otomoto jest taka rubryka do wypełnienia przez sprzedawcę i w tym przypadku handlarz udostępnił tę datę.
Rada: jeśli interesujesz się samochodem pochodzącym z polskiego rynku, a w ogłoszeniu nie ma daty pierwszej rejestracji w Polsce, zapytaj o nią sprzedawcę, zanim pojedziesz oglądać samochód. To może zaoszczędzić ci niepotrzebnej drogi.
A zatem, mając numer rejestracyjny, numer VIN oraz datę pierwszej rejestracji, możemy dowiedzieć się następujących rzeczy o samochodzie:
  • czy ma ważne badania techniczne
  • czy posiada ważne ubezpieczenie OC i do kiedy
  • poznamy kolejne wpisy dotyczące stanu licznika — umieszczane przez stacje kontroli pojazdów podczas obowiązkowych badań technicznych oraz przez policję przy okazji kontroli drogowych.
  • poznamy informacje o szkodach i kolizjach — jeśli w związku z nimi zaangażowane były środki ubezpieczycieli.

Pan Jan zagląda do historii pojazdu. Ile tam ciekawych rzeczy o "jego" Mercedesie!

Historia pojazdu to źródło darmowych inflormacji o samochodzie, ktory chcesz kupić
Historia pojazdu to źródło darmowych inflormacji o samochodzie, ktory chcesz kupićŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Pan Jan wpisał więc wyszukiwarkę hasło "historia pojazdu", kliknął w odpowiedni link, a następnie w odpowiednie pola formularza wpisał wymagane dane: numer rejestracyjny, numer VIN i datę pierwszej rejestracji. Już po chwili miał dostęp do danych. W kwestiach podstawowych wszystko się zgadza: auto jest zarejestrowane, ma OC, ma ważne badania techniczne, ostatni dowód rejestracyjny wydano w 2024 r. A teraz pora na ciekawsze rzeczy — pan Jan kliknął w "oś czasu". A tam...
  • Po pierwsze, dużo wpisów z informacją o stanie licznika — okazuje się, że kierowca tego samochodu dość często był kontrolowany przez policję, można się domyślić, że ten samochód trochę "latał"; dobra wiadomość: nikt nie majstrował przy liczniku.
  • Niestety, już pod koniec 2022 r. samochód miał na koncie "szkodę istotną". System zakwalifikował szkodę do kategorii "uszkodzenie elementów układu nośnego".
Nie należy wykluczyć, że auto — w oczekiwaniu na części i naprawę — spędziło kilka miesięcy w warsztacie, ponieważ kolejne badanie techniczne miało miejsce dwa miesiące po terminie.
Ale potem samochód znów "latał" — o czym świadczą kolejne kontrole drogowe. Ktoś chyba jeździł nim tak, jakby miał nieograniczony limit punktów karnych....
W każdym razie z tą "bezwypadkowością", o której zapewniał sprzedawca w ogłoszeniu, to nie do końca prawda.

Mercedes jednak po wypadku — a co na to sprzedawca?

Pan Jan mimo wszystko, będąc pod wrażeniem efektownego lakieru i ogólnie schludnego wyglądu auta, zadzwonił do sprzedawcy, dopytując, o co chodzi z tą "szkodą istotną". Okazuje się, że na tym etapie sprzedawca niczego już nie ukrywał: proszę bardzo, oto lista części zakwalifikowanych do wymiany w związku z kolizją i kosztorys tej naprawy (skromne 45 tys. zł, co jednak w przypadku tego modelu wcale nie oznacza, że szkoda była bardzo poważna; poduszki powietrzne ocalały), oto faktura za naprawę klimatyzacji ("jedynie" 27 tys. zł). Sprzedawca dobrowolnie przyznał też, że stłuczona jest przednia szybą w aucie (w ogłoszeniu o tym ani słowa) i właściwie wypadałoby ją wymienić, no i efektowne obręcze kół wypadałoby odświeżyć, bo mają porysowane ranty...
W tym momencie warto wyjaśnić, że handlarz zachował się profesjonalnie: udostępniając szczegółowe informacje o naprawach auta, może być spokojny, że klient nie wróci do niego z roszczeniami. A że trochę nakłamał w ogłoszeniu... no cóż, nakłamał, ale teraz mówi, jak jest naprawdę.
Pan Jan teraz się zastanawia, czy warto kupić efektowny, szybki i świetnie wyglądający samochód, który po drobnych zabiegach mógłby wyglądać jak nowy, ale jednak nie jest tak dziewiczy, jak wynika z ogłoszenia. W każdym razie, jeśli pojedzie po ten samochód, to już z grubsza nastawiony na to, czego się spodziewać. Jeśłi będzie miał potem pretensje, to tylko do siebie.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Pokaż listę wszystkich publikacji

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu