Logo
Hyundai ix35 Fuel Cell (pierwsza jazda)

Hyundai ix35 Fuel Cell (pierwsza jazda)

Hyundai ix35 Fuel Cell to pierwszy seryjnie produkowany samochód wykorzystujący technologię wodorowych ogniw paliwowych, która w praktyce łączy zalety pojazdów spalinowych i elektrycznych. Jako pierwsza redakcja w Polsce przetestowaliśmy ten samochód! Gdyby nie oznaczenie na klapie bagażnika oraz okleiny na nadwoziu seryjny Hyundai ix35 Fuel Cell jest niemal nie do odróżnienia od klasycznego odpowiednika z silnikiem spalinowym. Zasadnicze zmiany odkryjemy dopiero gdy zajrzymy do bagażnika i pod maskę. W okolicach tylnej osi i pod podłogą bagażnika zamontowano dwa zbiorniki na wodór o pojemności 144 litrów, które mogą pomieścić 5,64 kg tego gazu (pod ciśnieniem 700 bar, 70 MPa). Prowadzenie Hyundaia ix35 Fuel Cell nie różni się niczym od jazdy samochodami na prąd, ponieważ do wprawiania pojazdu w ruch służy motor elektryczny o mocy 100 kW (136 KM). Po ruszeniu towarzyszy nam więc głównie cisza lub niewielki szum toczących się opon i powietrza opływającego nadwozie. Z racji zastosowanych technologii samochód waży 1830 kg, czyli od 200 do 500 kg więcej niż klasyczny odpowiednik zasilany benzyną lub olejem napędowym. Mimo to Hyundai ix35 Fuel Cell okazuje się żwawy przy niskich prędkościach, w czym zasługa maksymalnego momentu obrotowego 300 Nm dostępnego natychmiast po naciśnięciu pedału gazu. Rzut oka w dane katalogowe: samochód rozpędza się do setki w 12,5 sekundy i osiąga maksymalnie 160 km/h. To w rodzinnym crossoverze w zupełności wystarczy. Zasięg pojazdu jest zbliżony do tego jaki mają klasyczne modele spalinowe - ok. 600 km. Poza tym tankowanie wodoru nie trwa wieki jak w przypadku elektryków, ale zaledwie trzy minuty. Jazda Hyundaiem uzyskującym energię z wodoru, nie jest jednak tak tania jak pojazdami elektrycznymi. Samochód zużywa średnio ok. 1 kg tego gazu na 100 km. Kilogram wodoru na stacjach w Europie Zachodniej kosztuje 8-9 Euro. Musimy się też pogodzić z bardzo ograniczoną liczbą stacji jego tankowania. W Europie otwarto ich na razie 79, z czego najwięcej bo aż 33 działa w Niemczech. W Polsce nie ma póki co ani jednej takiej stacji. Hyundai nie ujawnia cen za jakie dostarcza Hyundaie ix35 Fuel Cell, jednak pojazd dostępny w salonach ma kosztować niewiele więcej niż współczesne samochody hybrydowe. Wówczas, zwłaszcza w porównaniu z klasycznymi autami elektrycznymi zasilanymi z gniazdka, koreańska oferta może się okazać bardzo atrakcyjna.
Ford Fiesta eWheelDrive

Ford Fiesta eWheelDrive

Ford Motor Company i Schaeffler zademonstrowały samochód eWheelDrive zbudowany w oparciu o Forda Fiesta. Ten w pełni sprawny pojazd testowy ma pomóc ekspertom w opracowaniu mniejszych i bardziej zwrotnych aut, które przyczynią się do zmniejszenia problemów związanych z mobilnością w mieście oraz z parkowaniem. Źródłem napędu modelu eWheelDrive są dwa niezależne silniki elektryczne montowane w każdym z tylnych kół. Taki układ pozwala zwolnić miejsce pod maską silnika, gdzie w przypadku konwencjonalnych samochodów znajduje się jednostka napędowa i przekładnia, a w autach elektrycznych centralnie umieszczony silnik elektryczny. W przyszłości technologia eWheelDrive przyczyni się do opracowania czteroosobowego pojazdu, który będzie zajmował na drodze tyle samo miejsca, co obecnie produkowane samochody dwuosobowe. Jednocześnie, układ kierowniczy tego modelu umożliwi poruszanie się pojazdu w bok podczas parkowania - cecha ta może się okazać przełomowym osiągnięciem w branży motoryzacyjnej, ponieważ obecnie w miastach notuje się coraz większe zaludnienie i natężenie ruchu. - Ten ekscytujący projekt realizowany przy współpracy z firmą Schaeffler może przyczynić się do rozwoju koncepcji zeroemisyjnych pojazdów poprzez tworzenie konstrukcji o mniejszych gabarytach i doskonałej zwrotności, - powiedział Pim van der Jagt, dyrektor ds. badań i zaawansowanej inżynierii w Ford of Europe.  - Na tym etapie możemy ocenić możliwości takiego pojazdu oraz określić wpływ zastosowanej technologii na niektóre aspekty związane z eksploatacją samochodu w mieście. Podzespoły odpowiedzialne za napędzanie pojazdu i hamowanie, a także technologie wspomagające kierowcę zostały zainstalowane w zintegrowanym układzie napędowym w piaście kół, łącznie z silnikami elektrycznymi oraz układami hamowania i chłodzenia. - Koncepcja napędu zintegrowanego w piaście koła umożliwia zaprojektowanie nowych typów samochodów miejskich oraz nowych platform motoryzacyjnych, których nie ograniczają obostrzenia dotyczące pojazdów produkowanych dziś, - powiedział Peter Gutzmer, dyrektor ds. technicznych w firmie Schaeffler. Ford dołączył do projektu prowadzonego przez niemiecką firmę Schaeffler, wiodącego na rynku producenta i dostawcę części motoryzacyjnych, w celu zbadania potencjału zeroemisyjnych samochodów przyszłości, które będą oferowały więcej miejsca na takie elementy, jak na przykład dodatkowe strefy ochronne.
Smart ForJeremy na zdjęciach

Smart ForJeremy na zdjęciach

Podczas salonu samochodowego w Shanghaju Smart prezentuje limitowaną wersję modelu ForJeremy, stworzonego we współpracy ze znanym projektantem Jeremym Scottem. Jego produkcja ruszy jeszcze w tym miesiącu. "Skrzydlaty" Smart dostępny jest jako coupe, w bezemisyjnych odmianach: electric drive o mocy 55 kW, Brabus electric drive (60 kW) oraz w wersji Brabus z benzynowym silnikiem o mocy 75 kW. Jeremy Scott dodaje Smartowi skrzydeł - znakiem rozpoznawczym nowej edycji Smarta ForTwo są pionowe skrzydła nad tylnymi lampami. - Chciałem stworzyć coś niezwykłego. Coś, co wyraża moje marzenia i przenosi modowe wizje do świata motoryzacji. Widzę siebie podczas jazdy tym autem i wyobrażam sobie ludzi z całego świata, którzy pokochają jego design - wyjaśnia Jeremy Scott. Tridion, obudowy bocznych lusterek i wlot powietrza limitowanego Smarta ForJeremy pokrywa lakier Alubeam. Kontrastują z nim panele nadwozia oraz obręcze Monoblock o średnicy 16 oraz 17 cali w kolorze śnieżnej bieli. Kąciki lusterek i tylną lotkę zdobią emblematy z podpisem "by Jeremy Scott". Biel dominuje również w kabinie - fotele i panele drzwi, gałkę zmiany biegów (wersja benzynowa), kierownicę oraz elementy konsoli środkowej obszyto białą skórą, na siedzeniach i drzwiach wzbogaconą o diamentowe przeszycia. Dla odmiany, górną część deski rozdzielczej pokrywa czarna skóra, kontrastująca z białą nicią. Elegancki wystrój podkreślają tworzywa w kolorze Alubeam oraz welurowe dywaniki z podpisem "Jeremy Scott". Wszystkie egzemplarze modelu zostaną wyprodukowane przez Smart-Brabus GmbH, w procesie zamówień indywidualnych. Skrzydła to jeden z ulubionych motywów Jeremy'ego Scotta, regularnie pojawiający się w jego kolekcjach - na bluzach, trampkach czy oprawkach okularów. Scott uchodzi za ostatniego buntownika modowej sceny, który w swojej dziedzinie nie uznaje granic, ani konwencji. Właśnie ten styl uczynił go popową ikoną i twórcą wyjątkowych projektów, które noszą takie gwiazdy jak Lady Gaga, Madonna, Katy Perry, Rihanna, Björk i Kanye West. Urodzony w Kansas w stanie Missouri, Jeremy Scott przyjechał w 1992 roku do Nowego Jorku, by studiować projektowanie odzieży w Instytucie Pratt. Po ukończeniu studiów w 1996 roku Scott udał się prosto do Paryża, gdzie jako 21-latek zaczął karierę projektanta. W 2001 roku, jako cudowne dziecko świata mody, powrócił do USA i osiedlił się w Los Angeles.
Chiny - poza targami w Szanghaju

Chiny - poza targami w Szanghaju

Chiny to w naszych kryteriach, bardzo dziwny rynek. Chłonny jak mało który na świecie. Właściwie, porównywalny jedynie z rynkiem amerykańskim, choć też nie do końca. Każdego roku powstają nowe marki, które pochłaniają tradycyjne, drogie i luksusowe marki europejskie (jak choćby Volvo należące do Geely). Dla wielu naszych marek, Chiny to obecnie miejsce, gdzie być trzeba, powinno się zaistnieć, bo w innym przypadku czeka stagnacja, spadek sprzedaży, bądź… bankructwo. Dla takich producentów jak Ferrari, Lamborghini, Aston Martin, Porsche, Rolls-Royce czy Bentley to miejsce, gdzie cały czas odnotowują rekordowe wzrosty sprzedaży! Ale nie tylko ekskluzywność się sprzedaje. Audi, BMW czy Mercedes, czyli auta premium, także przedstawiają specjalne wersje modeli - niekiedy są to po prostu wersje przedłużone (zamożni Chińczycy kochają być wożeni!), albo opracowywane są specjalne, absolutnie odmienne samochody tylko i wyłącznie dla Chin. A propos "bycia wożonym", nie jest to takie dziwne, i nie jest to wcale wymysł. Społeczeństwo - na przykład w takim Szanghaju - jest jak rollercoaster, część stanowią potwornie zamożni, rządzący tysiącami pracowników. A część to absolutna bieda, która żyje z dnia na dzień, nie tak rzadko stołując się w okolicznych koszach na śmieci, zamiast w restauracjach, w których danie kosztuje setki dolarów! Kolejna sprawa, to odległości. O jednej porze dnia trzypasmowe ulice (które wydają się tutaj absolutnym minimum) są puste niczym po apokaliptycznej zarazie, z kolei w godzinach szczytu, wylegają, nie wiadomo skąd, tysiące, dziesiątki tysięcy aut! Stoją, trąbią, machają wszystkim czym mogą, poruszają się z prędkością jaka sugeruje, że do miejsca docelowego ich właściciel dotrze z pewnością spóźniony! Dlatego tak wiele aut tutaj wyposażonych w standardzie w… szofera. A osoba na tylnej kanapie zajmuje się w tym czasie tym, co potrafi najlepiej, czyli swoją pracą. Zatem przedłużane auta mają sens. Przynajmniej tutaj. Samo tylko Porsche z obecnymi 50 salonami, w najbliższym czasie chce postawić… kolejne 50. A te przecież do tanich nie należą. W Polsce mamy, jeżeli się nie mylę, pięć. Oczywiście, nasz kraj jest mniejszy, ale pokazuje to, z jakim tworem mamy do czynienia. Przejeżdżając przez kosmicznie czyste (na każdej ulicy śródmieścia spotkamy pracowników utrzymania czystości i choć brudno nie jest, oni są, na wszelki wypadek, gdyby zrobiło się brudno!), centrum Szanghaju nie sposób nie zauważyć salonów BMW, Ferrari, Maserati etc. Każdy musi tu być, bo jak nie będzie, to znaczy że jest biznesowym partaczem. I Europejczycy zdają sobie z tego sprawę, dlatego każdy, dosłownie każdy prezes wielkich motoryzacyjnych koncernów był na tych targach, i każdy mówił o Chinach, o ludziach, o rynku w najprzyjemniejszy, najmilszy i najbardziej jak to możliwe sposób aby się przypodobać. Czy zarządzasz marką Bentley (chylisz czoła), czy Rolls-Royce (chylisz czoła) czy Ferrari, Bugatti, Porsche bądź Lamborghini - wszyscy nie chcą popełnić gafy (co ostatnio się nie udało Ferrari, w trakcie promocji na Wielkim Murze Chińskim), i wszyscy zabiegają o względy.
Supersportowe, luksusowe, najdroższe (Szanghaj 2013)

Supersportowe, luksusowe, najdroższe (Szanghaj 2013)

W Szanghaju nie zabrakło także przedstawicieli aut dla najbardziej wymagających - supersportowych, luksusowych i piekielnie drogich... Najważniejszą premierą jest bezapelacyjnie model Lamborghini Aventador LP720-4 50 Anniversario, czyli limitowana wersja powstała, aby uczcić 50 rocznicę marki Lamborghini. Wyprodukowanych zostanie tylko 100 sztuk tego modelu, z czego zapewne większość, jeżeli nie wszystkie, są już zarezerwowane, bądź sprzedane. Jak wskazuje sama nazwa, Anniversario otrzymało dodatkowy zastrzyk mocy, która wynosi teraz dokładnie 720KM, choć silnik pozostał ten sam - V12 o pojemności 6,5 litra. Osiągi właściwie także pozostały na tym samym poziomie, czyli pierwsza setka pojawia się po około 3 sekundach, a prędkość maksymalna ociera się o granicę 350 km/h. Wygląd zewnętrzny, w bardzo jaskrawym, żółtym kolorze, dopełniają nowe agresywne dodatki aerodynamiczne, które zainspirowane były przez pokazany w Genewie model Veneno. Jako ciekawostkę, dodać można, że wszystkie 100 sztuk będzie właśnie dostępne tylko i wyłącznie w kolorze żółtym (Giallo Magio), a to z tego prostego powodu, iż żółty, to najchętniej wybierany kolor przez klientów Lamborghini... Na azjatyckich targach obecni byli także inni producenci: Aston Martin, Rolls-Royce, który przedstawił model Ghost Alpine Trial Cenetenary - także limitowaną wersję. Co tym razem upamiętniającą? Ukończenie okrągłe 100 lat temu morderczej imprezy pod nazwą Alpine Trial (o dystansie 1820 mil, czyli 3000 kilometrów!). Na i w aucie znaleźć można liczne grafiki z przebiegiem trasy rajdu. Nie brakowało również Bentley'a, który przywiózł znany już z Genewy nowy model Flying Spur, a także Ferrari, które oprócz swoich starszych modeli, po raz pierwszy w Chinach zaprezentowało, jeszcze świeży, model LaFerrari. Do tego Maserati, Koennisgegg, Range Rover, Jaguar z modelem F-Type oraz wspaniałą kolekcją aut historycznych, czy genialny tuner Mercedesa, Brabus. Wisienką na torcie jest stoisko Bugatti, nieco schowane i stosunkowo niewielkie, prezentujące model Veyron 16.4 Grand Sport Vitesse, które jest najszybszym otwartym samochodem na świecie (408,84 km/h). A jak istotnym rynkiem dla Bugatti są Chiny, niech świadczy fakt, że rekordową próbę wykonał... chiński kierowca i "przyjeciel marki" Anthony Liu!  Najciekawszym z "egzotyków" jest Icona Vulcano, czyli włoskie studio stylistyczne Vulcano, wsparte technologią Maserati. Dostępne będą dwie wersje - jedna z silnikiem V12 o pojemności 6-litrów połączonym z jednostką elektryczną (H-Turismo) o mocy 870 KM, druga mocniejsza z podwójnie doładowanym motorem V6 i dwoma silnikami elektrycznymi (H-Competizione), które łącznie generują uwaga - 950 KM!. Obie rozpędzają się do 350 km/h i przyspieszają do pierwszej setki w okolicach 3 sekund. Chińczycy kochają drogie auta, i mają pieniądze aby je masowo, kupować...
Volkswagen Jetta Hybrid (test)

Volkswagen Jetta Hybrid (test)

Z zewnątrz hybrydowa odmiana różni się kilkoma elementami od klasycznej Jetty. Na pierwszy rzut oka widać zmienioną atrapę chłodnicy, przemodelowany zderzak oraz nowość - biksenonowe reflektory. Ciężko zatem pomylić oba auta. Linia boczna pozostała niezmieniona. Inny wzór mają tylko aluminiowe felgi, których zadaniem jest zoptymalizowanie oporów powietrza - oczywiście opony również obniżają opory toczenia. Z tyłu zauważamy od razu delikatny spojler na tylnej klapie oraz brak końcówki układu wydechowego - schowana pod zderzakiem. Całość sprawia, że auto jest klasyczne, bez futurystycznych smaczków. Dodatkowo na błotnikach, klapie z tyłu oraz osłonie chłodnicy pojawiły się znaczki Hybrid, a emblematy marki mają delikatną otoczkę w kolorze niebieskim - pomysł zaczerpnięty z Toyoty. Prawdziwą rewolucję w klasie hybryd możemy spotkać pod maską. Konkurencja Volkswagena Jetty Hybrid oferuje skromne 136 KM. Pod maską niemieckiego auta nie mogło zabraknąć silnika oznaczonego literkami TSI. Jednostka benzynowa, wspomagana turbosprężarką, generuje moc 150 KM. Silnik elektryczny dokłada od siebie 27 KM. Pełny zakres mocy z którego może korzystać kierowca to 170 KM i 250 Nm momentu obrotowego. Napęd przenoszony jest za pomocą 7-biegowej skrzyni DSG. Całość rozpędza auto do pierwszych 100 km/h w czasie 8,6 sekundy, a prędkość maksymalna to ponad 210 km/h -  knockout dla hybryd Toyoty. Napęd hybrydowy Volkswagena jest dość prosty - pod maską znajdują się dwa silniki z wbudowanym pomiędzy nimi modułem hybrydowym, a w bagażniku wspomniane akumulatory. Za ładowanie baterii odpowiada system odzyskiwania energii podczas hamowania - hamując silnik elektryczny zamienia się w alternator ładujący baterie. Jetta Hybrid pozwala na jazdę bez włączonego silnika spalinowego. Co prawda przy pełnym naładowaniu baterii zasięg oscyluje w okolicach 2 km, ale prędkość maksymalna to już 70 km/h. Można zatem stwierdzić, że konstruktorzy Volkswagena stworzyli auto zarazem ekologiczne, jak i dynamiczne. Podczas jazd testowych dynamika ujawniała swoje oblicze wiele razy. Po mocniejszym wciśnięciu pedału gazu samochód bez protestów przyspieszał, a zawsze w zapasie pozostawała moc. Najważniejsze w samochodach hybrydowych pozostaje spalanie. Producent deklaruje średnie spalanie, w cyklu mieszanym, na poziomie 4,1 l/100 km. Podczas krótkiego testu spalanie oscylowało na poziomie 5,5 l/100 km. Ekonomiczna jazda potrafiła obniżyć podane wartości nawet do poziomu 3,8 l/100 km co pokazuje, że Jetta Hybrid jest bardzo ekonomicznym samochodem. Dodatkowe kilogramy w bagażniku ujawniają się jednak podczas dynamiczniejszej jazdy. Szybkie pokonywanie zakrętów powoduje wrażenie ociężałości, oraz ukazuje lekkie braki w precyzji prowadzenia - nie oszukujmy się; Volkswagen Jetta Hybrid to nie jest auto do przejeżdżania rajdowych odcinków specjalnych. To auto ma być wygodnym i oszczędnym sedanem i tę rolę spełnia wyśmienicie. Warto na koniec wspomnieć o cenach Volkswagena Jetty Hybrid. Niestety okazuje się, że tak zielono tutaj nie jest. Dokładne cenniki nie są jeszcze znane, ale kwota 118 990 zł za wersję podstawową jest, mówiąc potocznie, kosmiczną kwotą jak na możliwości finansowe przeciętnego Kowalskiego. Dynamika, którą oferuje nowa Jetta Hybrid powoduje jednak, że rywalizacja w klasie aut hybrydowych nabiera rumieńców.
Hong Qi - Red Flag (Szanghaj 2013)

Hong Qi - Red Flag (Szanghaj 2013)

Chiny to nie tylko tanie, masowe auta "dla ludu". To również marka, która spełnia najwyższe oczekiwania najzamożniejszych obywateli tego ogromnego kraju - auta Hong Qi! Przechadzając się po prawie dwudziestu halach wystawowych szanghajskich targów motoryzacyjnych, w jednej z nich trafiliśmy na zaskakujące stoisko - to producent skrywający się pod nazwą Hong Qi (Red Flag, czyli Czerwona Flaga), czyli w wolnym tłumaczeniu... Bentley i Rolls-Royce w wydaniu chińskim! Firma jest częścią grupy FAW. Słynęła dotychczas z tego, że produkowała auta dla rządu. A jak wiadomo, możnowładcy nie lubią byle czego. To najbardziej wyjątkowa i luksusowa chińska marka produkująca samochody osobowe! Znaleźć w tym miejscu można tylko kilka samochodów i kilka modeli, ale za to jakich. Ogólnodostępne były zaledwie trzy, które sprawiają wrażenie aut po prostu luksusowych, nawet nowoczesnych, i o dość zwykłych kształtach. Z pewnością rozpoznacie je w galerii. Pozostałe, które dla Was sfotografowaliśmy, to... cóż, bardzo niecodzienne okazy motoryzacyjnego luksusu! Ukryte skrzętniej i z mniejszym dostępem do nich, niż można to było zaobserwować na stoiskach Rolls-Royce'a! Olbrzymie, potężne, oblane chromem, o tak niecodziennych kształtach i detalach, że sprawiały wrażenia aut koncepcyjnych, albo stworzonych dla potrzeb filmu. Niewiele więcej można o nich powiedzieć, przedstawiciele marki właściwie nie zdradzali żadnych informacji, zatem za ich wizytówkę niech poświadczą obrazy... Topowy, największy i najdroższy model, czyli L9, posiada wymiary Rolls-Royce'a Phantoma. Pod maską kryje się około 400-konny silnik V12 o pojemności 6 litrów. Nie było możliwe niestety wykonanie zdjęć wnętrza. Cena? Nie za bardzo wiadomo - jak udało się ustalić, gdzieś w granicach pomiędzy 800 tys. a ponad milionem dolarów. Ile ponad? Tego nie wiadomo! Nie wiadomo nawet, czy to auto można kupić, jakie są kryteria zamówienia, i czy możliwe jest nabycie egzemplarza przez obcokrajowca i wyprowadzenie go poza terytorium Chin.  Reszcie pozostaje "popularny" model H7...
Unimog U 500: jeszcze samochód czy już traktor?

Unimog U 500: jeszcze samochód czy już traktor?

Unimog U 500: jeszcze samochód czy już traktor? To pytanie jest jak najbardziej na miejscu, bowiem pojazdy mercedesa, których początek sięga jesieni 1945 roku, od samego początku zaprojektowano jako pojazdy wspierające prace rolnicze. Silnik o mocy 25 KM (czyli tyle ile w Maluchu), prędkość max 50 km/h i rozstaw kół równy dwóm zagonom w polu ziemniaczanego pola. Takie były początki. Obecnie, do Unimoga pasuje nazwa "nośnik osprzętu", bowiem osiągi trakcyjne (wcale nie małe), podporządkowane są zadaniom, które wypełnić musi auto w zależności od rodzaju dźwiganej na ramie zabudowy. U 5000 to największy przedstawiciel rodziny Unimoga. Silnik Prawie 5 litrowy silnik generuje moc prawie 220 KM, co jest zupełnie wystarczające nawet jeśli weźmie się pod uwagę, że DMC wynosi 13,8 tony, masa własna ponad 9 ton, a ładowność ponad 4,5 tony. Nie chodzi bowiem o wyścigi na drodze lecz zdolność pokonania ciężkiego terenu i napędzenie przystawek odbioru mocy, dzięki którym pracować mogą różnorodne narzędzia o napędzie hydraulicznym (wywrotka, żuraw zakabinowy, kosiarka, wyciągarka, pług śnieżny, pompa strażacka czy zamiatarka). Układ jezdny Skrzynia biegów z 8 przełożeniami (sterowanie elektropneumatyczne Telligent) oraz reduktorem i rewersem (możliwość uzyskania 8 biegów do do jazdy wstecz), skrzynia rozdzielcza, blokady mostów napędowych, mosty napędowe ze zwolnicami (redukuję naprężenia i obciążenia w układzie napędowym), typu portalowego (podwyższają prześwit nawet nawet do 0,5 m, a także jest to jeden ze znaków rozpoznawczych Unimogów). Dołączany napęd przedniej osi. Wały napędowe w teleskopowych osłonach rurowych. Rama Profilowana, z profili ceowych o grubości ścianki 8 mm, półki 12 mm (wys. profilu prawie 20cm). Jest to jeden z niewielu pojazdów z ramą profilowana, obniżającą środek ciężkości auta. Elastyczna i odporna na odkształcenia skrętne w terenie. Zawieszenie Wahacze trójkątne, na sprężynach (średnica pręta 4 cm), drążki Panharda, stabilizatory przechyłów, teleskopy, Możliwość krzyżowania osi 30 st. Koła w rozmiarze 365/85R20. Kabina Brygadowa, 7 osobowa, unoszona, mocowana w trzech punktach, wysokość wewn kabiny 146 cm, szerokość wewn 172 cm. Wysokość przedniej szyby, zaledwie 62 cm. Pierwszy stopień wejściowy na wysokości 60 cm, ostatni - 130 cm (w ciągniku siodłowym 20 cm wyżej). Wchodzenie bardzo wygodne, dzięki szerokim stopniom. Klimatyzacja. Osiągi Prędkość maksymalna 90 km/h, ograniczona elektronicznie, zgodnie z przepisami, prędkość ekonomiczna ok. 75km/h (1800 obr/min). Spalanie ok. 30 l/100 km przy temp -15, -18 stC. Pojemność zbiornika paliwa 145l. Brodzenie 120 cm. Zabudowa Skrzyniowa, z żurawiem zakabinowym HMF, oraz dołączanym koszem roboczym do pracy na wysokości. Podsumowanie Auto o minimalnym komforcie jazdy, z przestarzałym wnętrzem, archaiczną deską rozdzielczą, aerodynamiką skrzynki ziemniaków. Pojazd o kiepskiej widoczności z miejsca kierowcy. Wszędołaz niezwykły, król bezdroży, dzielny w terenie, prosty i trwały, po prostu LEGENDA! Mimo niemal chałupniczej produkcji (ledwie parę tys egz w roku), auto nieustannie kupowane, mimo wysokiej ceny zakupu. Kształt rozpoznawalny na całym świecie: od śnieżnej Norwegii, po słoneczną Italę. Podobnie jak G Klasa, konstruowany przez inżynierów, a nie księgowych. Auto bez kompromisów. T.Szramkiewicz / Onet
Audi S3 (pierwsza jazda)

Audi S3: sleeper z Ingolstadt (pierwsza jazda)

Gdzie jest granica mocy w kompakcie? Kiedy skończy się wzmacnianie silników? Po prezentacji Audi S3 są odpowiedzi na oba pytania - wydaje się, że bardzo daleko, i że nigdy! Jeździliśmy potwornie szybkim kompaktem, i niech nikt się z niego nie śmieje, bo ugryzie… Cała sytuacja miała miejsce tego samego dnia. W towarzystwie Audi RS6, niewielki, kompaktowy model S3 wygląda niczym 5-latek przy 16-latku. Jest po prostu dzieciakiem, jest śmieszny i nie traktujemy go poważnie, co chwilę poklepując i głaszcząc po głowie, i mówiąc "jak dorośniesz, będziesz mógł wracać tak późno jak Twój starszy brat". Otóż, nie! Audi S3 wcale nie musi się prężyć, udawać mocniejszego i szybszego niż jest, bo… po kilkudziesięciu kilometrach nie byłem w stanie z niego wysiąść. Z własnej woli. Dlaczego? Taki jest akuratny, taki rasowy, choć wygląda bardzo niepozornie. Ale, ale - czy niepozorne może być stado 300 koni mechanicznych, w samochodzie któremu do całkiem dynamicznego funkcjonowania wystarczyłoby jakieś 150KM? Czy przyspieszenie do pierwszej setki w 5 sekund z małym haczykiem to przeciętność? Właśnie. Amerykanie mają określenie "sleeper", Brytyjczycy "Q-car", to określenia aut, które wyglądają jak rozsądny ojciec rodziny, a jeżdżą jak gwiazda rocka. Są przeciętne, ale mają nieprzeciętną moc, i nieprzeciętne osiągi. S3-ka spełnia każdy warunek aby otrzymać takie miano. Poprzednik miał 265KM, a był napakowany jakby stał na środku ulicy i krzyczał "jestem potwornie szybki, tylko patrzcie na mnie jaki to jestem rasowy!". Nowa odsłona S3-ki jest jak cichy zabójca - nie zdajesz sobie sprawy z szybkości, dopóki nie zmierzysz się z nim podczas ostrej sprzeczki na torze, albo drodze, a wtedy dotrze do Ciebie, że masz sztylet wbity pod żebrem! Wygląda, cóż, zwyczajnie. To jeden z najlepszych samochodów typu hot-hatch jakie możesz kupić. Niestety, będzie… drogi. Ale czy bogatego to obchodzi? Obchodzić go będzie całkiem coś innego, mianowicie przyjemnie brzmiące 300KM pod prawą stopą… Niebawem pełne wrażenia z jazdy nowym Audi S3, samochodem, który zaskakuje, zadziwia, a wszystko to robi z miną pokerzysty, udając niepozornego pazia o nieco głupkowatej twarzy. 300 koni, skrzynia manualna, napęd quattro, niemieckie kręte drogi i wyrzuty sumienia… już niebawem. Michał Grygier / Onet
Syrena Sport w nowym wcieleniu

Syrena Sport w nowym wcieleniu

W Kanadzie zwana polską Corvettą, we Włoszech "najpiękniejszym autem zza żelaznej kurtyny". Mowa o Syrenie Sport, samochodzie legendzie, aucie które do dziś zadziwia i powala swoim nowoczesnym, odważnym i śmiałym designem jak na lata 60. To auto wyprzedzało swoją epokę i być może dlatego nigdy nie weszło do produkcji. Samochód owiany legendą, prezentujący najbardziej nowoczesny, elegancki i sportowy produkt z branży motoryzacyjnej powstały za żelazną kurtyną. Legenda Syreny Sport ma szansę na kontynuację w nowym wcieleniu. Klasyczna Syrena Sport była napędzana dwucylindrowym, chłodzonym powietrzem silnikiem o pojemności 700 cm3. Moc 35 KM nie była szokująco wysoka, ale przy masie auta wynoszącej około 710 kg osiągi były wystarczające. Dziś, po ponad 50 latach, na światło dzienne wychodzi nowe wcielenie legendy polskiej motoryzacji. Z założenia auto ma nie odbiegać wyposażeniem i osiągami od sportowych aut coupe klasy premium. A, co najlepsze, swoim designem nawiązywać do poprzedniczki. Nadwozie ręcznie wykonane z lekkich i wytrzymałych tworzyw sztucznych, minimalistyczne i ergonomiczne wnętrze wykończone najwyższej jakości materiałami. Sercem nowej Syreny Sport będzie silnik V6 o pojemności 3,7 litra, w dwóch wersjach - wolnossącej o mocy 330 KM oraz turbodoładowanej o mocy 450 KM, co przy masie poniżej 1300 kg pozwoli na rozpędzenie auta w około 4,5 sekundy do 100 km/h oraz rozwinięcie maksymalnej prędkości oscylującej w granicach nawet 290 km/h. "Syrena sport w latach 60. ubiegłego wieku wyprzedzała swoją epokę. Po 50 latach od zaprezentowania Syreny Sport, możemy dogonić naszą epokę wydając jej nowe wcielenie" - czytamy na stronie internetowej projektu. Pomysłodawcami projektu są: Rafał Czubaj, student wydziału Mechanicznego, Politechniki Wrocławskiej. Projektant, konstruktor, pracował przy projekcie New Warsaw; Pavlo Burkatskyy, projektant samochodowy, designer.  Zaprojektował wygląd karoserii i wnętrza pierwszego polskiego supersamochodu ARRINERA HUSSARYA oraz torowego samochodu wyścigowego STEALTH B7; Maciej Marcinkowski, grafik komputerowy. Obecnie samochód jest jedynie projektem, ale rozważana jest krótkoseryjna produkcja.
Poszukiwane w Holandii auta w rękach polskiej policji

Poszukiwane w Holandii auta w rękach polskiej policji

Korzyści z funkcjonowania bazy SIS oraz bardzo dobrą współpracę polskiej i holenderskiej policji pokazała dzisiejsza akcja zatrzymania poszukiwanych samochodów. Polscy policjanci zakończyli podróż dwóch samochodów, w tym Land Rovera używanego przez przestępców napadających na bankomaty przy użyciu materiałów wybuchowych. Mimo schowania samochodów pomiędzy meblami w tirze, zostały one znalezione i zabezpieczone przez policję. Biuro Międzynarodowej Współpracy Policji KGP otrzymało pilną informację od policji holenderskiej, że na terenie Polski może znajdować się samochód Land Rover, z którego przestępcy korzystali podczas napadów na bankomaty. W napadach na bankomaty przestępcy używali materiałów wybuchowych. Informacja z Holandii była sygnałem dla polskich policjantów, że samochód należy jak najszybciej "namierzyć" i zatrzymać poruszające się nim osoby. Policyjne ustalenia wskazywały na lokalizację samochodu i wynikało z nich, że auto przemieszcza się przez terytorium Polski, od zachodniej granicy w Słubicach, przez centrum Polski w kierunku Białegostoku. Kierunek przemieszczania się sugerował policjantom, że auto może poruszać się na litewskich numerach rejestracyjnych. Jednocześnie ustalenia wskazywały, że kierowca samochodu co jakiś czas odpoczywa na parkingach dla tirów. Policjanci nie wykluczali, że samochód mógł zostać ukryty w innym, dużym samochodzie. Ta wersja okazała się strzałem w dziesiątkę. Podczas jednej z kontroli drogowych, które w tym czasie i miejscu były przeprowadzane na wiekszą skalę, zatrzymany został kierowca tira. Podczas kontroli był bardzo zdenerwowany i za wszelką cenę starał się przekonywać policjantów, że nie ma sensu zaglądać do zaplombowanego ładunku, w którym były przewożone z Rotterdamu na Litwę meble. Mimo pokazania dokumentów przewozowych, nie przekonał policjantów do odstąpienia od czynnosci. W efekcie, w naczepie samochodu ciężarowego DAF, znaleziono poszukiwany samochodu marki Land Rover oraz dodatkowo jeszcze jedno auto - Lexus - także poszukiwane przez holenderską policję. Samochody były ukryte pomiędzy meblami. Zostały one zabezpieczone do badań kryminalistycznych, natomiast kierowca DAF-a został zatrzymany przez policję. Okazało się, że jest to osoba, która już wcześniej wchodziła w konflikt z prawem i była notowana przez polską i francuską policję. Podczas całej operacji polscy policjanci, za pośrednictwem BMWK KGP kontaktowali się na bieżąco z policją holenderską i przekazywali istotne informacje. Za sprawną akcję znalezienia samochodów funkcjonariusze holenderscy podziękowali polskim kolegom.
Volvo serii 60 w wersji R-Design

Volvo pokazało nowe modele serii R-Design

Volvo pokazało usportowione wersje nowych modeli XC60, S60 i V60. Pakiet R-Design obejmie zmiany stylistyczne oraz mechaniczne. W ofercie pozostaje lakier Rebel Blue, jednak tym razem szwedzkie nowości zostały pokazane w intensywnej czerwieni. Najbardziej charakterystycznym elementem nowych aut Volvo są pięcioramienne felgi ze stopów lekkich o wzorze dostępnym wyłącznie z pakietem R-Design. W modelach S60 i V60 ich maksymalny rozmiar to 19 cali, a w XC60 - 20 cali. We wszystkich modelach serii 60 zniknęły pionowe światła do jazdy dziennej umieszczone obok reflektorów. Teraz lampy przednie są szersze, a wspomniane światła zamontowane są poziomo w zderzaku przednim. Nowością jest także czarny, błyszczący grill chłodnicy i nowe przetłoczenia na masce. Z maski znikły spryskiwacze przedniej szyby, ukryte teraz pod jej krawędzią. W wersji R-Design nie zabrakło także wkomponowanych w karoserię spojlerów i dyfuzorów. W środku wersję R-Design poznamy po sportowych fotelach kubełkowych - znacznie mocniej wyprofilowanych niż dotąd. Także tapicerki są zaprojektowane specjalnie dla tej wersji. W standardzie R-Design fotele obito materiałem o fakturze Nubuku ze wstawkami z perforowanej skóry. Za dopłatą oferowane będą fotele z pełnymi obiciami skórzanymi. Każde z siedzeń, niezależnie od tkaniny, będzie miało grubszy sportowy szew i będzie ozdobione logotypem R-Design. Będzie on też widoczny na grillu chłodnicy, na sportowej kierownicy i na innych elementach wnętrza. Analogowe zegary zostaną zastąpione wyświetlaczami TFT. Samochody z pakietem R-Design otrzymają usportowione zawieszenie z twardszymi sprężynami i amortyzatorami. Modele S60 i V60 będą obniżone o 15 mm.  Zastosowano amortyzatory typu monotube o szybszym czasie reakcji na nierówności. Usztywniono tuleje mocujące amortyzatory do nadwozia: z tyłu o 20%, a z przodu aż o 400%. Zmiany miały na celu bardziej bezpośrednie odczucie prowadzenia i wyeliminowanie tendencji do odrywania się kół od nawierzchni, niepożądanych wibracji, etc. W wersjach R-Design zastosowano także rozpórkę pomiędzy kielichami przednich amortyzatorów. W modelu XC60 zawieszenie także jest wyraźnie utwardzone, jednak nie na tyle, by ucierpiał na tym komfort jazdy. W wersjach z automatycznymi skrzyniami biegów pojawią się łopatki przy kierownicy służące do sekwencyjnej zmiany przełożeń. Dzięki nim zmiana przełożeń będzie następowała szybciej. W modelu S60 T6 AWD o mocy 304 KM sprint do setki zostanie skrócony z 6,1 do 5,9 sek. Osiągi da się jeszcze bardziej poprawić po wgraniu fabrycznego programu Polestar podnoszącego moc do 329 KM i moment obrotowy z 440 na 480 Nm. Pakiet Polestar będzie dostępny także do innych odmian silników benzynowych i Diesla. Wersję R-Design będzie można łączyć z każdą wersją silnikową modeli S60, V60 i XC60.
Renault Clio R.S. (test)

Renault Clio R.S. (test)

Chcesz poczuć się jak w legendarnym Alpine A110 z 1969 roku, chwilę później jak w rajdówce R8 Gordini, a za moment jak w Nissanie GT-R, i to nie wysiadając z jednego auta? To możliwe tylko w R.S. - Renault Clio R.S. W nowej generacji RS-a Renault zrezygnowało z 2-litrowego wolnossącego silnika na rzecz mniejszej 1,6-litrowej jednostki turbodoładowanej, zastosowanej już w Nissanie Juke Nismo. Clio z tą jednostką może się pochwalić lepszymi osiągami niż poprzednik. Choć ma tę samą moc 200 KM to przyśpiesza od zera do setki w czasie 6,7 sek. (0,2 szybciej niż w modelu trzeciej generacji) i osiąga większą o 5 km/h prędkość maksymalną (230 km/h). Największe różnice występują w zakresie parametrów pracy silnika. W poprzedniku maksymalny moment obrotowy 215 Nm był osiągany dopiero przy 5400 obr./min. W obecnej generacji dzięki turbosprężarce maksymalne 240 Nm mamy już przy 1750 obr./min. Możemy więc liczyć na dobre przyśpieszenia już od niskich obrotów, a nie dopiero po wkręceniu się w górne rejestry obrotomierza jak w poprzedniku. Efektowne ruszenie i przyśpieszanie może nam zapewnić funkcja Launch Control. Przy jej użyciu samochód jest w stanie rozpędzać się z maksymalną dla niego skutecznością, której nie byłby w stanie osiągnąć nawet najlepszy kierowca rajdowy. Zawieszenie wariantu R.S., mimo że np. sztywniejsze o 60% niż w zwykłym Clio, nie jest całkowicie pozbawione komfortu dzięki czemu wariant ten możemy użytkować na co dzień. Z drugiej strony w szybkiej jeździe docenimy dobre rozłożenie masy oraz przewidywalne i łatwe w kontrolowaniu zachowaniem w szybko pokonywanych zakrętach. Oczywistym i pożądanym atutem Clio R.S. jest wysoka precyzja układu kierowniczego. Fani doznań ze sportowej jazdy za jedynie słuszny mogą uznać tryb Race, w którym układy ESP i ASR są całkowicie wyłączone a zmiany biegów można dokonywać wyłącznie manetkami pod kierownicą. Jeśli oczekujemy jeszcze lepszego panowania nad pojazdem powinniśmy się zainteresować pakietem Cup, w którym dostajemy m.in. obniżony prześwit, jeszcze bardziej bezpośredni układ kierowniczy oraz usztywnione o kolejne 15% zawieszenie. I ciekawostka. Gdyby ktoś chciał od święta podłączyć do Clio R.S. przyczepę spotka go przykra niespodzianka. Samochód nie jest do jej ciągnięcia przystosowany. Aby wyjechać z salonu Clio R.S. 200 EDC potrzebujemy 89 900 zł. To sporo, bo za świetnego Volkswagena Polo GTI z motorem 1.4TSI/180 KM sprzężonego z 7-biegową skrzynią DSG wydamy 79 940 zł. Jego wyposażenie jest jednak wyraźnie uboższe niż w Clio. Więcej zapłacimy za to w salonie Citroena za limitowany model DS3 Racing z 1,6-litrowym motorem o mocy 207 KM - 125 090 zł. Więcej o nowym Renault Clio R.S. w naszym teście