W jakim kierunku pójdzie motoryzacja jeżeli chodzi o instrumenty obsługiwane przez kierowcę? Czy będziemy prowadzili auta jednym centralnym dżojstikiem, a resztę ogarniemy za pomocą komend głosowych i gestów?

To, jak będzie za powiedzmy dziesięć lat, znakomicie wiedzą już w działach badawczo-rozwojowych globalnych koncernów motoryzacyjnych. Tam to, co będzie na drodze jutro, testowane jest już dziś.

Na nas natomiast – a szczególnie na kierowcach, którzy mają to szczęście, że stać ich na fabrycznie nowe samochody – testowane jest to, co wymyślono kilka lub kilkanaście lat temu. I najczęściej nie są to rozwiązania, które mają dokonać jakiegoś spektakularnego przełomu, czy ułatwić nam jazdę, tylko pomysły wspierane przez nowoczesny marketing.

Inaczej mówiąc: jeżeli ktoś zadecyduje, że teraz napędem marketingowym modelu będzie pozbawiony pokręteł i przycisków kokpit albo centralnie umieszczony ekran wielkości małego telewizora, to tak się stanie. Inżynierowie będą musieli sprostać zadaniu od strony technologicznej, a my, kierowcy – poradzić sobie z obsługą.

Zegary nad kierownicą. Jedna wskazówka obraca się w lewo, druga w prawo. Do tego jesteśmy zmuszeni do obsługi prawie wszystkiego przez ekran dotykowy. Nie za dużo tego?

Nigdy nie ukrywałem i nadal nie ukrywam, że byłem i jestem zdecydowanym orędownikiem bezpośredniego dostępu do najczęściej używanych funkcji auta za pomocą dedykowanych przycisków i pokręteł. Hołduję przy tym zasadzie: jeden przycisk – jedna funkcja. I doświadczenie uczy mnie, że to najbezpieczniejszy sposób na obsługę instrumentów samochodu.

Jeżeli samochód jest na tyle bogato wyposażony, że przycisków musiałoby być kilkadziesiąt, to nie widzę przeszkód, aby większość funkcji, których ustawianie nie jest niezbędne w czasie jazdy, obsługiwać za pomocą wielkiego ekranu dotykowego czy touchpada. Profil oparcia fotela, wysokość zagłówka, pochylenie siedziska, stacje radiowe, brzmienie zestawu nagłaśniającego, preferencje nawigacji – to wszystko można ogarnąć na postoju.

Jaki jest najważniejszy (czytaj: największy) z instrumentów w tym kokpicie? Chyba... Ekran.

Ale temperatura w kabinie, poszczególne zaprogramowane stacje radiowe, natężenie wentylacji czy intensywność podświetlenia instrumentów – te funkcje zasługują na oddzielne przyciski i pokrętła. Bo podczas jazdy liczy się każda sekunda, na jaką kierowca musi oderwać wzrok od drogi.

Jest też inny temat, o którym praktycznie się nie słyszy. To wymuszenie na producentach standaryzacji podstawowych instrumentów. Dlaczego w każdym aucie, niezależnie od producenta, kierunkowskazy i światła nie są włączane tak samo? Albo wycieraczki? Raz dźwignią, raz pokrętłem w dźwigni, innym razem pokrętłem pod zegarami – ile marek, tyle sposobów. Nawet światła drogowe na mijania przełączane są na różne sposoby.

Złoty środek: trochę przycisków i pokręteł np. do obsługi klimatyzacji, a do tego ekran obsługiwany dedykowanym manipulatorem. Dla chętnych.

Chyba najgłupszy z możliwych jest taki, że przyciągamy do siebie dźwignię kierunkowskazów, aby włączyć lub wyłączyć światła drogowe. W efekcie po obu tych czynnościach dźwignia zajmuje identyczne położenie, nie dając kierowcy informacji zwrotnej. Podobnie działają dźwigienki kierunkowskazów w niektórych autach – zajmują identyczne położenie kiedy je puszczamy niezależnie od tego, czy migacz działa, czy nie. Komunikatywność takich przełączników jest bardzo niska.

Jako dziennikarz mogę piętnować jedne rozwiązania, a promować inne. Prywatnie jako kierowca mógłbym unikać pojazdów, których obsługa zanadto odwraca uwagę od drogi. Nie zmuszę producentów, aby podczas projektowania kokpitów kierowali się zdrowym rozsądkiem, a nie trendami do zamiany wszystkiego w tablety i smartfony.

Finalnie na drodze najważniejszy jest człowiek – to Wy, kierowcy, macie największy wpływ na bezpieczeństwo swoje i innych uczestników ruchu. Mając to na uwadze, o ile to możliwe eksplorujcie multimedia swoich samochodów na postoju, a nie podczas jazdy. Wasz rozsądek i świadomość tego, jaką cenę może mieć długie wpatrywanie się w wyświetlacz i przełączanie kolejnych pozycji menu podczas gdy auto pędzi do przodu, mogą komuś uratować życie lub zdrowie. Gadżety są fajne. Ale auto to nie tablet, tylko półtorej tony rozpędzonego metalu. To czyni różnicę.

Tradycyjnie - zapraszam do komentowania.