Samochód kosztujący tyle co niezłe mieszkanie w stolicy musi proponować coś ekstra. Cayenne Turbo wywiązuje sie z takiego zadania znakomicie – osiągi, jakie oferuje, zapierają dech w piersiach. Ważący ponad 2 t kolos przyspieszający do „setki” w mniej niż 5 s musi robić wrażenie. W zasadzie, wciskając pedał gazu np. przy 50 i 150 km/h, przyspieszenie wiele się nie różni…

Ale osiągi to nie wszystko. Nowe Porsche doskonale radzi sobie z przekazaniem tej mocy na koła oraz z utrzymaniem auta na jezdni. Zawieszenie (w Turbo seryjna pneumatyka) i układ napędowy to prawdziwy majstersztyk!

Emocje nie maleją po zajęciu miejsca wewnątrz. Pierwszy rzut oka wychwytuje doskonałe dopracowanie detali oraz sporą liczbę przełączników na tunelu centralnym. Po bliższym zapoznaniu się mnogość guziczków jednak nie przeszkadza, bo nie są one przeładowane funkcjami.

Ograniczenie zdolności terenowych w tym przypadku chyba nikogo nie zaboli. Faktem jest, że pierwsza generacja modelu dysponująca reduktorem potrafiła więcej. Teraz odmiany benzynowe (poza hybrydą) nie mają już centralnego dyferencjału, którego rolę przejęło – wzorem aut osobowych Porsche – międzyosiowe sprzęgło. Rzeczywiście na szosie czy na w miarę równej nawierzchni przyczepności nie brak, jednak w zaawansowany teren lepiej się nie zapuszczać. Ale ile osób chciałoby tego dokonać tak pięknym wozem…

Jeśli zakup Cayenne’a Turbo miałby być sfinansowany 30-letnim kredytem (jak mieszkanie), to zakup nie ma sensu. Ale jeśli nadwyżki finansowe pozwalają, to gorąco polecamy! Poza tym można jeszcze skorzystać (niestety, to rozwiązanie w cenie dobrej kawalerki) ze słabszych wariantów – modelu S (400--konny silnik V8 bez doładowania), z naprawdę zadowalającym przyspieszeniem, zaawansowanej technologicznie hybrydy lub diesla. Co ciekawe nie zastosowano tu wersji V8 (którą znajdziemy w VW Touaregu), lecz jedynie dotychczas znane 3.0 V6.

Jak tłumaczyli przedstawiciele firmy: kto szuka w Cayenne osiągów, i tak nie wybierze diesla. Chyba coś w tym jest… Przewidziano jeszcze benzynowy wariant podstawowy V6 – nie było go w czasie jazd testowych, ale można się domyślać, że dla wielu kierowców również w zupełności wystarczy. Wersję tą (jako jedyną) można kupić ze skrzynią manualną. Wszystkie pozostałe łaczone są tylko z „aksamitnym”, 8-biegowym „automatem”.