Pozwoliło to us-prawnić ruch na trasie Grójec-Góra Kalwaria w dniu trwania giełdy. Jednak mimo to, aby się na nią dostać o wczesnej porze, nadal trzeba odstać kilkadziesiąt minut w długim korku. Potem wystarczy już tylko znaleźć miejsce na jednym z licznych prywatnych parkingów zlokalizowanych blisko targowiska, zapłacić 6 zł za postój i można udać się na zakupy. Przeglądając ofertę kilkuset zgromadzonych samochodów osobowych, wyraźnie widać, że preferencje Polaków w dalszym ciągu pozostają bez zmian. Klienci poszukują głównie aut niemieckich z silnikiem Diesla, i takie też najłatwiej na giełdzie w Słomczynie kupić. Przeważają produkty koncernu Volkswagena - są to najczęściej modele Golf III, IV i Passat oraz Audi A4. Dużo jest też Opli - w szczególności Astr I, II i Vectr. Znacznie mniej BMW i Mercedesów. Samochody japońskie i francuskie oferowane są zdecydowanie rzadziej, a włoskie stanowią zupełny margines. Wiek sprzedawanych aut to najczęściej od 5 do 12 lat. Tendencje na giełdzie nie ulegają zmianomDo Słomczyna warto przyjechać, chcąc sprzedać niemieckie auto. W innym przypadku chyba lepiej zostać w domu, zaoszczędzić 60 zł na bilecie i zainwestować je w ogłoszenia. Kto jednak zamierza kupić cztery kółka, ten może trochę powybierać. Większość aut to egzemplarze świeżo sprowadzone - duża część tych, które mają polskie tablice rejestracyjne, została zarejestrowana zaledwie kilka tygodni wcześniej. Prawie wszystkie auta są profesjonalnie przygotowane do sprzedaży, można powiedzieć: przeżywają drugą młodość - są umyte, nawoskowane, czyste silniki nie mają najmniejszych wycieków. Jednak pozbądźmy się złudzeń - to tak naprawdę próba ukrycia wad. Niestety, na giełdzie już od dawna panuje taka moda, umacniana zresztą przez klientów, którym najwyraźniej wcale to nie przeszkadza. Po prostu większość zainteresowanych chyba lubi żyć złudzeniami. Jednak zachowując rozsądek i mając trochę doświadczenia, można tu znaleźć przyzwoite auto, które daje nadzieję na mało kłopotliwą eksploatację. Trzeba tylko zwracać uwagę na szczegóły i z dystansem podchodzić do tego, co mówią sprzedawcy i do podawanych przebiegów - nawet popartych książką serwisową!Największy wybór wśród niemieckich Duże możliwości wyboru mają osoby, które chcą wydać na samochód do 20 tys. zł. Za tę kwotę można było kupić np. Audi A3 1.9 TDI z 1997 r. Auto wyglądało na zadbane i nie nosiło śladów napraw powypadkowych. Wszystko wskazywało też na autentyczny przebieg 191 tys. km. Z kolei około 18 tys. zł wystarczyło, aby opuścić giełdę VW Passatem z 1998 r., wyposażonym w silnik benzynowy 1.8 o mocy 125 KM (109 tys. km przebiegu). Podobne auta, ale z silnikiem Diesla były droższe o co najmniej 2 tys. zł. Ceny ulubionych przez Polaków Golfów III wahały się od 5 tys. zł do 16 tys. zł. Budzący zaufanie egzemplarz Golfa kombi 1.9 TDI z 1997 r., sprowadzony z Niemiec, wyceniono na 14,5 tys. zł (plus koszty rejestracji). Dysponując podobną kwotą, można było dowolnie wybierać spośród Opli z końca lat 90.: np. Vectrę B kombi 2.0 DTi z 1997 r. można było kupić już za 15 tys. zł. Mały wybór miały osoby chcące przeznaczyć na samochód zaledwie kilka tys. zł. Aut w tej cenie było niedużo i wiele z nich wyglądało na bardzo wyeksploatowane. Również rzadko spotykaliśmy na giełdzie samochody w wieku do dwóch lat, ale i liczba osób zainteresowanych autami z tego przedziału wiekowego była niewielka.Liczba zdecydowanych klientów rozczarowujeJak zawsze na atrakcyjne ceny można było liczyć w przypadku aut francuskich. Kupiony w polskim salonie Renault Laguna 1.9 DCi z 2003 r. o przebiegu 72 tys. km na giełdzie był do nabycia już za 29 tys. zł. Mimo to zainteresowanie autami z Francji było małe. Na giełdzie w Słomczynie osób oglądających było naprawdę dużo, ale transakcji przeprowadzono niewiele. Wskazywała na to duża liczba samochodów wciąż czekających na nabywcę pod koniec giełdy. Na brak zainteresowania na pewno nie narzekali za to sprzedawcy używanych części. Ich wybór jest bogaty, a ceny na ogół atrakcyjniejsze od spotykanych w ogłoszeniach internetowych.Uwaga na książki serwisoweCzęsto spotyka się samochody, których przebieg potwierdza książka serwisowa. Dla kupującego to duża zachęta. Niestety, zdarzają się też fałszerstwa, a na giełdzie trudno sprawdzić, czy dokument jest autentyczny. Trzeba z uwagą przyjrzeć się każdej książce serwisowej, zwracając uwagę na sensowność wpisów i sposób ich wykonania, np. czy ktoś nie wypełnił połowy stron w przeddzień sprzedaży auta. Oczywiście, profesjonalny fałszerz zrobi to tak, że kupujący niczego nie zauważy. Aby się uchronić przed skutkami takiej sytuacji, umowę kupna należy zawierać zawsze z osobą, która sprzedaje samochód. Jeśli okaże się, że książka serwisowa jest nieprawdziwa lub samochód ma ukryte wady, na podstawie ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej można odstąpić od umowy, domagać się zmniejszenia ceny lub zwrotu kosztów napraw. Jest to szczególnie przydatne, jeśli kupujemy auto od handlarza. Odpowiada on za ukryte wady, które ujawnią się w ciągu dwóch lat od zawarcia umowy. Jeśli podpiszemy umowę z Niemcem, od którego pośrednik kupił samochód, a my nigdy go nie widzieliśmy, nie będziemy mogli niczego wyegzekwować.