- Polski MSZ ostrzega: wyjazdy do Czech samochodem w leasingu lub na kredyt mogą być ryzykowne. Czeska policja ma w rękach nietypowe narzędzie prawne
- Kierowca Audi przekonał się, że nawet bez popełnienia wykroczenia drogowego można stracić tablice rejestracyjne. Opowiedział o tym w rolce na Instagramie
- W komunikacie dla kierowców resort doradza, by przed wyjazdem do Czech sprawdzić długi firmy leasingowej lub banku. Niestety, to nie takie łatwe
- Zachęcamy do oddawania głosów w ankiecie, która znajduje się na końcu artykułu
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Użytkownik serwisu Instagram z pewnością nie spodziewał się, że jednym z jego pierwszych doświadczeń w nowym roku będzie powrót do kraju bez samochodu. Jak wynika z relacji Polaka o nickname’ie @toma_sch, podczas rutynowej kontroli drogowej czeska policja zarekwirowała mu tablice rejestracyjne i uniemożliwiła tym samym powrót na kołach do Polski. Zrobiła to w pełni legalnie, a uzasadnieniem tej decyzji była działalność firmy leasingowej. Też finansujesz samochód w ten sposób? Lepiej przemyśl wycieczkę autem do Czech.
Poznaj kontekst z AI
Czeska policja zabrała tablice polskiemu kierowcy, choć nic nie zrobił
Chociaż tak to brzmi, to nie jest żart! Jeśli nie wierzycie, obejrzyjcie poniższą rolkę, w której kierowca Audi A4 pokazuje cały proces i dokładnie wyjaśnia, co się wydarzyło:
Na jakiej podstawie czescy funkcjonariusze pozbawili Audi tablic rejestracyjnych? Kierowca nie miał sobie nic do zarzucenia — nie popełnił żadnego wykroczenia i miał wszystkie niezbędne dokumenty. Mógłby jechać dalej, ale policja sprawdziła pojazd w czeskim systemie i... Nie, nie był kradziony! Mimo to policjanci podjęli decyzję o uniemożliwieniu dalszej jazdy Polakowi.
Sprawdź: Podwyżki dla kierowców w 2026 r. Najwięcej zapłacą ci, którzy mają starsze pojazdy
Dlaczego czeska policja sprawdza polskie auta w leasingu?
Polskie Ministerstwo Spraw Zewnętrznych (MSZ) już od dawna ostrzega przed wyjazdem samochodem w leasingu do Czech i oficjalnie tłumaczy to narzędziem prawnym stosowanym przez policjantów. Powodem zatrzymania tablic rejestracyjnych były bowiem... zaległości mandatowe — nie kierowcy, lecz właściciela pojazdu, czyli firmy leasingowej. Poniżej znajdziecie treść komunikatu z polskiej strony rządowej:
[...] czeska policja jest upoważniona do ściągania długów powstałych z tytułu nieopłacenia mandatów za naruszenie przepisów drogowych. Odzyskiwanie należności dotyczy mandatu nałożonego zarówno na kierowcę, jak i właściciela pojazdu i następuje w miejscu kontroli drogowej. Jeśli korzystasz z auta w leasingu od firmy leasingowej, która nie opłaciła zaległych kar z tytułu przekroczenia prędkości zarejestrowanych przez fotoradary w Czechach, policja może nałożyć mandat karny obejmujący całościowe zadłużenie danej firmy leasingowej. W przypadku nieuregulowania zaległej należności w miejscu kontroli, policjant ma prawo uniemożliwić kierowcy dalszą jazdę i zatrzymać dokumenty lub tablice rejestracyjne pojazdu.
Przeczytaj też: Pan Artur dowiedział się z listu, że ma dwa ubezpieczenia. To nie błąd
MSZ ostrzega przed wyjazdem do Czech autem w leasingu
Wielu polskich kierowców z pewnością nawet nie zdawało sobie sprawy z tej "czeskiej pułapki". A jednak taki mechanizm działa, czego dobitnym przykładem jest kierowca białego Audi A4, który musiał zostawić samochód na parkingu i wracać do Polski w inny sposób.
Jak nie podzielić jego losu i nie zostać ukaranym za cudze długi? "Przed wyjazdem do Czech upewnij się, że firma leasingowa, z której usług korzystasz, ma uregulowane zobowiązania" — zaleca polski MSZ. Problem w tym, że tego nie da się tak łatwo zrobić. Nie istnieje żaden system, w którym kierowca mógłby samodzielnie zweryfikować, czy formalny właściciel jego auta nie zalega z płatnościami za mandaty w Czechach.
Rozwiązaniem jest więc albo wystosowanie oficjalnego pisma do firmy leasingowej, albo podjęcie ryzyka. A jeśli już dojdzie do kontroli i okaże się, że firma ma w Czechach dług? Kontynuowanie jazdy będzie możliwe wyłącznie po uregulowaniu należności na miejscu, podczas kontroli. Jeśli dług nie przekracza możliwości finansowych kierowcy, można to zrobić i ubiegać się później o zwrot kosztów, bo innej opcji po prostu nie ma. Nie zapłacisz — nie pojedziesz.