Maserati bardzo głośno chwali się tym, że nowa jednostka jest w 100 proc. ich własną konstrukcją. Dlaczego ludzie z Modeny aż tak mocno to podkreślają? Ano dlatego, że dziś kupując Maserati np. z silnikami V6 lub V8 dostajemy tak naprawdę konstrukcje z genami Ferrari. A kto chciałby mieć geny Ferrari w Maserati?! No właśnie... Choć współpraca obu firm w ramach jednego koncernu (FCA) układa się dobrze, to jednak tym razem inżynierowie Maserati postanowili podkreślić oryginalność swojego dzieła. A jest się czym chwalić, poza tym „Nettuno” to po włosku Neptun, a – jak wszyscy dobrze wiedzą – bóg ten dzierżył w ręku trójząb, będący, zupełnie przypadkowo, częścią herbu marki. Włosi lubią takie smaczki, a my lubimy ich za to.

Przede wszystkim, w silniku zastosowano „rozwiązania rodem z F1”. Najciekawsze jest jednak to, że w tym wypadku to nie puste marketingowe przechwałki, a szczera prawda – mamy tu więc więc komorę wstępną, umożliwiającą tzw. spalanie dwukomorowe. A że Maserati chwilowo w F1 nie startuje, a robi to Ferrari? Cóż, to już inna sprawa... Do tego inne warte uwagi rozwiązania, czyli np.: technologia dwóch świec na cylinder (od czasów silników Twin Spark Alfy Romeo raczej rzadko widywana!; tu obecność drugiej świecy podyktowana jest właśnie obecnością komory wstępnej), sucha miska olejowa, podwójny układ wtryskowy (pośredni i bezpośredni) i dwie turbosprężarki. Silnik ma trzy litry pojemności, kąt rozwarcia wynoszący 90 stopni (tak jak kiedyś w Maserati) i maksymalnie może rozwinąć 630 KM i 750 Nm. Jednostka waży ok. 220 kg, co na dzisiejsze czasy i takie parametry jest bardzo dobrym wynikiem.