• Realne obniżenie kosztów utrzymania samochodu najbardziej odczują właściciele starszych aut
  • Problemy mogą czekać branżę LPG
  • W krótkim terminie obniżenie cen paliw może zahamować rozwój elektromobilności

Jeszcze w pierwszych dniach stycznia cena baryłki ropy naftowej (1 baryłka = 159 litrów) zbliżała się do 70 dolarów amerykańskich, co i tak – biorąc pod uwagę ceny z przeszłości – można było uznać za notowania bardzo umiarkowane. Dziś baryłka ropy naftowej kosztuje ok. 26 dolarów przy zachowaniu tendencji spadkowej. Czy spadnie do 20 dolarów? Nie można tego wykluczać.

Na polskich stacjach ceny litra oleju napędowego i benzyny spadły o kilkadziesiąt groszy w porównaniu do stanu sprzed kilku tygodni. Po raz pierwszy od lat możliwe stało się zatankowanie samochodu w cenie poniżej 4 zł za litr.

Spadają ceny paliw - jak to działa?

Zgodnie z sugestią WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) bardzo wiele państw, w celu ograniczania rozprzestrzeniania się koronawirusa, nakłada na obywateli ograniczenia w przemieszczaniu się. Zalecana jest praca zdalna, znacznie mniej ludzi przemieszcza się w celach służbowych, a jeszcze mniej wybiera się samochodem na urlop czy choćby na zakupy (co zauważalne jest m.in. w hipermarketach spożywczych – klientów jest mniej, ale kupują oni więcej niż dotychczas).

Oznacza to ni mniej ni więcej tylko oszczędniejsze korzystanie z samochodów. Według danych GDDKiA ruch na drogach krajowych pomiędzy 16 a 22 marca zmalał o 25 proc. w dni powszednie i o 55 proc. w niedzielę. A było to jeszcze przed zaostrzeniem ograniczeń dotyczących przemieszczania się! Podobne tendencje obserwowane są we wszystkich krajach wprowadzających ograniczenia związane z pandemią. Niemal całkowicie zawieszone zostały operacje w lotnictwie pasażerskim. Wiele fabryk nie działa. Efekt? Drastycznie ograniczony popyt na ropę naftową i niższe ceny.

  • Jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń w przemieszczaniu się osób na terytorium kraju ruch na drogach krajowych spadł do 55 proc.
  • Koszt oleju napędowego w rafinerii ma udział w cenie detalicznej na stacji na poziomie 38 proc.
  • Na cenę hurtową paliwa ma wpływ nie tylko cena ropy naftowej na świecie wyrażona w dolarach, lecz także kursy walut

Dlaczego jednak – skoro na światowych rynkach ceny ropy spadły ponad 2,5-krotnie – benzyna i olej napędowy staniały tylko o kilkadziesiąt groszy, docelowo może o złotówkę na litrze? Otóż w cenie paliwa, które kupujemy na stacji benzynowej, cena paliwa w rafinerii to niecałe 25 proc. (benzyna 95) i ok. 38 proc. (ON). Reszta to: akcyza, podatek VAT, opłata paliwowa, opłata emisyjna, marża stacji benzynowej.

A przecież także cena paliwa w rafinerii nie wynika z prostego przelicznika ceny ropy na cenę benzyny czy ON: ropę trzeba przewieźć, przerobić, a wcześniej kupić za dolary. Im niższa wartość złotego, tym więcej (w złotych) płacimy za ropę. A wartość złotego w ostatnich dniach spadła. Cieszmy się więc z tego, że mamy na stacjach paliwo najtańsze od lat i jego cena nie gwałtownie, ale zapewne stopniowo będzie jeszcze maleć. Można w naszym biznesplanie dość bezpiecznie przyjąć, że w najbliższych miesiącach będziemy płacić nawet złotówkę mniej za litr niż na początku stycznia, nie powinno być w najbliższym czasie problemu z zatankowaniem auta w cenie ok. 4 zł za litr paliwa.

Tańsze paliwo – pieniądze w kieszeni. Na początek tylko 50 zł

Dość gwałtowne obniżki na stacjach paliw zachęcają do tankowania – w przypadku niektórych kierowców na zapas. Przed stacjami oferującymi paliwo w najniższych cenach (w niektórych przypadkach blisko granicy 3,5 zł za litr benzyny) ustawiły się kolejki samochodów.

Poniekąd słusznie – nawet jeśli jeździmy niedużo lub prawie wcale, a taki stan może utrzymać się przez kilka tygodni – warto mieć zatankowany samochód. I to nie tylko na wszelki wypadek: z technicznego punktu widzenia, jeśli bak jest pełen, wolniej zachodzą w nim niekorzystne zjawiska jak np. skraplanie się wody na wewnętrznych ściankach zbiornika niż wtedy, gdy bak jest prawie pusty. Niestety, jeśli zatankujemy pusty bak do pełna, zaoszczędzimy – biorąc pod uwagę ceny paliw sprzed kilku tygodni – nie tak wiele: ok. 50 zł.

Tańsze paliwo – czy warto robić duże zapasy paliwa?

Odpowiedź jest prosta: nie, albo w bardzo ograniczonym stopniu! Po pierwsze, w garażu innym niż wolnostojący o powierzchni poniżej 100 m2 przepisy dopuszczają przechowywanie do 60 litrów paliwa (mają one głęboki sens!) i to pod warunkiem, że mamy na to odpowiednie, przeznaczone specjalnie do tego naczynia (np. szczelne kanistry); w garażach wolnostojących do 100 m2 można przechowywać do 200 l paliwa. Ale... powstaje pytanie, czy w ogóle warto. Paliwo się starzeje m.in. za sprawą obowiązkowo dodawanych do niego biokomponentów, stopniowo pogarszają się jego właściwości. Po drugie, paliwo nie powinno być przechowywane w pobliżu żywności. Po trzecie, można liczyć na to, że ceny paliw korzystne – z punktu widzenia kierowcy – utrzymają się i tak jeszcze przez wiele miesięcy.

Ważne: jeśli tankujemy dziś z założeniem, że paliwo (czy w kanistrze, czy w baku) postoi dłużej, lepiej zatankować paliwo premium, które zazwyczaj ma niższy dodatek biokomponentów i starzeje się wolniej niż standardowe.

Tańsze paliwo - kto zaoszczędzi najwięcej i dla kogo ma to znaczenie?

Foto: Auto Świat

Na pozór wydaje się, że największą korzyść wynikającą z niskich cen paliw i zjawisk temu towarzyszących odniosą ci, którzy jeżdżą najwięcej. To jednak nie cała prawda, gdyż cena paliwa ma różny wpływ na całkowity koszt korzystania z samochodu w zależności od tego, co to za samochód i w jaki sposób jest on finansowany. Przy założeniu, że pokonujemy w ciągu roku 20 tys. km, zużywając średnio 8 l paliwa na 100 km, przez cały rok zużyjemy ok. 1600 litrów paliwa.

W czasach sprzed kryzysu – dla ułatwienia obliczeń przyjmijmy, że tankowaliśmy po 5 zł – roczny koszt paliwa w takiej sytuacji to 8000 zł. Gdy cena paliwa spada do 4 zł za litr – roczne wydatki paliwowe spadają do 6400 zł. Paliwo to jednak tylko ułamek kosztów utrzymania samochodu, choć dla wielu najbardziej zauważalny – tankując drogie paliwo, powiększamy zmienne koszty korzystania z auta, na bieżąco ponosimy wydatki.

Ale policzmy: jeśli miesięczna rata leasingowa za samochód wynosi np. 2 tys. zł, koszt pakietu ubezpieczeń 4 tys. zł rocznie, koszt serwisu, opon itp. w ciągu roku to kolejne 2 tys. zł, całkowity koszt użytkowania samochodu wynosił przed spadkiem cen paliw 38 tys. zł w ciągu roku – w tym wszystkim paliwo stanowiło tylko ok. 21 proc. całkowitych kosztów. A przecież w przypadku bardzo wielu nowych samochodów wysokość raty kredytowej czy leasingowej jest znacząco wyższa niż 2000 zł!

Przy cenie benzyny niższej o złotówkę na litrze udział paliwa w naszych kosztach spadł zatem z ok. 21 do ok. 17,6 proc. Jest różnica, ale nieduża. Co innego, jeśli mamy starsze auto tracące relatywnie mało na wartości i nie obciążone ratami kredytu czy leasingu, ubezpieczone tylko w zakresie OC – tu koszt paliwa może stanowić nawet ok. 70 proc. całkowitych kosztów używania samochodu, a jego niższa cena to odczuwalna na co dzień ulga i zachęta do dalszych podróży własnym autem.

  • Udział kosztów paliwa w całkowitych kosztach utrzymania samochodu to od kilku do kilkudziesięciu procent;
  • Im droższy samochód, tym niższy procent udziału paliwa w całości kosztów jego utrzymania
  • Obniżka ceny benzyny o 1 zł na litrze oznacza dla przeciętnego kierowcy oszczędności rzędu 120-150 zł miesięcznie

Tańsze paliwo - mniejsza konkurencyjność pojazdów na prąd?

Foto: Auto Świat

Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa, a na pewno jest wielowątkowa i w każdym kraju może wyglądać inaczej. Niewątpliwie branża motoryzacyjna należy do najbardziej dotkniętych obecnym kryzysem – pamiętajmy, że spadek cen ropy naftowej wynika z kryzysu, on wręcz go wyprzedza.

Dość powiedzieć, że dziś, nawet gdyby ktoś chciał zamówić nowy samochód na prąd, to w wielu wypadkach i tak nie mógłby liczyć na konkretną odpowiedź na pytanie, kiedy zamówiony pojazd zostanie wyprodukowany i dostarczony. Już przed kryzysem wywołanym epidemią koronawirusa wielu producentów miało problemy z zapewnieniem dostaw odpowiedniej liczby akumulatorów, tysiące prawie gotowych aut czekało na placach na brakujące części.

Zerwanie łańcucha dostaw związane z przestojami w fabrykach opóźniło proces produkcji, wiele fabryk zatrzymano nie tylko z powodu braku części, lecz także z powodu konieczności zachowania bezpieczeństwa pracowników. To są jednak problemy przejściowe – fabryki w Chinach już wznawiają produkcję. Tylko czy będą chętni na samochody elektryczne, gdy te będą już całkowicie gotowe? Lepiej zadać pytanie: czy będą chętni na jakiekolwiek nowe samochody w sytuacji, gdy konsumenci zajęci są gromadzeniem zapasów papieru toaletowego i jedzenia?

  • Po pierwsze, tylko część potencjalnych nabywców samochodów elektrycznych decyduje się na zakup, przyjmując jako główny powód koszt paliwa czy prądu w przeliczeniu na każde 100 km. Zwłaszcza że – jak dotąd – całkowity koszt jazdy samochodem elektrycznym, biorąc pod uwagę jego cenę zakupu, nie wypadał dobrze na tle pojazdów z silnikami spalinowymi. Obecnie – zwłaszcza w Polsce – ten przelicznik wypada jeszcze gorzej dla aut elektrycznych niż jeszcze kilka tygodni temu. Staniało paliwo, a prąd nie! Paliwo może być jeszcze tańsze, a prąd – raczej będzie tylko droższy.
  • Po drugie, część ludzi wykazuje jednak wrażliwość dla środowiska naturalnego, niektórym imponują osiągi aut elektrycznych.
  • Po trzecie, nie bez znaczenia są rządowe zachęty dla użytkowników aut na prąd oraz międzynarodowe (dla nas najbardziej istotne: unijne) warunki, w jakich działają producenci samochodów. A warunki są takie, że niezależnie od cen paliw na stacjach do spełnienia są standardy emisji dwutlenku węgla przez floty sprzedawanych w Europie samochodów. Mówią o tym regulacje unijne, które jak dotąd nie zostały odwołane.

Auta na prąd - zbawienie dla środowiska?

Ciekawe zjawisko można zaobserwować, oglądając mapy aktualnego stanu powietrza w różnych miejscach w Europie. Wynika z nich, że kryzys wywołany koronawirusem, skutkujący niemal zatrzymaniem samochodów osobowych, lepiej wpłynął na jakość powietrza niż cokolwiek innego w ostatnich latach – w większości krajów mapy są „zielone”. To, że Polska należy do wyjątków, wynika ze specyficznego miksu energetycznego i opalania domów paliwami stałymi. Wniosek jest jednak taki, że silniki spalinowe mają wpływ na jakość powietrza i to, że w Polsce jest on niewielki, ma minimalne znaczenie dla rozwoju elektromobilności.

W najbliższych miesiącach zapewne spadek sprzedaży wszystkich nowych samochodów będzie znaczący, w tym, może nawet najbardziej, samochodów na prąd. Za to potem... ostatecznie to inwestycje rządowe mogą mieć decydujący wpływ na szybkość i kierunek walki z kryzysem w branży motoryzacyjnej. To, że w Polsce temat dopłat do aut elektrycznych właściwie wygasł jeszcze przed wybuchem obecnego kryzysu, to jedno. Druga rzecz jest taka, że w dłuższej perspektywie, być może nawet wcale nie długiej, bo wywołanej kryzysem, dojdzie do obniżki cen baterii. Wtedy samochody elektryczne mogą stać się niemal z dnia na dzień konkurencyjne „same z siebie”.

Tańsze paliwo - dobry czas dla paliwożernych samochodów, złe dla branży LPG?

Gdyby inwestycję w kupno samochodu planować w perspektywie kilku miesięcy, to tak: im tańsze paliwo, tym mniejsze znaczenie ma poziom spalania. Niskie ceny paliwa sprzyjają zatem silnikom benzynowym (zwłaszcza, że ON jest nieco droższy od benzyny). Planując w dłuższej perspektywie warto jednak brać pod uwagę fakt, iż kryzys minie, a wówczas ceny ropy naftowej – i paliw – znów pójdą w górę.

Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
Gdy cena paliwa zbliża spada do poziomu 4 zł za litr, paliwożerność samochodu schodzi na dalszy plan...

Niskie ceny benzyny tradycyjnie już są niekorzystne dla branży LPG. Owszem, autogaz tanieje wraz z cenami innych paliw (obecnie bez problemu zatankujemy go w cenie poniżej 2 zł za litr), koszt przejazdu 100 km na gazie robi się bardzo niski, ale i oszczędność liczona w złotych na każde 100 km maleje. A to ma wpływ na tempo zwrotu inwestycji w instalację gazową – w końcu koszt montażu pozostaje na mniej więcej stałym poziomie. Jest to znana od lat prawidłowość: im droższe paliwa, tym więcej ludzi pyta o możliwość jazdy na LPG. To działa jednak też w drugą stronę.

Tańsze paliwo, nowe trendy na stacjach paliw

Warto zauważyć, że niemal z dnia na dzień wielokrotnie wzrosło znaczenie technologii umożliwiających zdalną pracę, a także ułatwiających obrót bezgotówkowy, który i tak w naszym kraju stał na wysokim poziomie. Już wcześniej niektóre sieci paliw umożliwiały szybkie płatności dokonywane samodzielnie przez kierowców tankujących paliwo, ale dopiero teraz pojawił się impuls, by zacząć z nich korzystać na szerszą skalę. A kto raz spróbował...

Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat
W czasach tańszego paliwa chętniej kupujemy paliwa premium, co ma sens zwłaszcza, gdy kupujemy na zapas. Przy okazji wygodne i praktyczne okazuje się płacenie za paliwo za pomocą aplikacji

Oprócz zatem tańszego paliwa, jedną ze zmian na stacjach staje się upowszechnienie nowego standardu zachowań kierowców: tankuję paliwo i kupuję coś jeszcze – wchodzę do sklepu, gdzie zamawiam np. kanapkę i płacę cały rachunek.

Tylko tankuję paliwo – wyciągam telefon i za pomocą aplikacji danej sieci płacę przy dystrybutorze. Tak jest o wiele szybciej i wygodniej: bez kolejki, a faktura przychodzi na adres mejlowy – a zatem nigdy nie ginie. Tego rodzaju zmiany organizacyjne dotąd przebijały się powoli, okazują się jednak niezwykle praktyczne i pomocne na co dzień – koniec z utyskiwaniem na kupujących hot-dogi, którym się nie spieszy przy kasie! Oprócz zatem kłopotów wywołanych kryzysem, może on ostatecznie mieć dla kierowców i dobre strony...