Jeden z głównych punktów regulaminu mówi, że do zawodów wraków nie są dopuszczone samochody z napędem 4x4. Jednak nawet przypadkowa wizyta na Wrak Race pokazuje, że impreza ma z off-roadem wiele wspólnego. Spora część toru ma zazwyczaj gruntową nawierzchnię. Nie trzeba dużej wyobraźni, żeby domyślić się, jak wygląda ona po deszczu – tworzy się wielkie błoto.

Foto: Jedynak Andrzej / Auto Świat

Choć główną ideą zawodów jest dobra zabawa, nie może zabraknąć regulaminu. Kto i czym może więc startować w takich zawodach? Dopuszczeni są pełnoletni kierowcy z prawem jazdy kat. B.

Z licencją lub bez – to nie ma znaczenia.

Wartość aut nie powinna przekraczać 1000 zł – silnik i wersja nie mają znaczenia, wszyscy i tak startują w tej samej klasie. Można pojechać vanem, ale SUV-y i terenówki są zabronione, podobnie jak napęd 4x4 – taka masa i technika dawałaby kierowcy zbyt dużą przewagę, zresztą jeżdżących „czteronapędówek” w takiej cenie po prostu nie ma.

Auto nie musi być zarejestrowane, mieć przeglądu, ubezpieczenia itp. Zresztą to nic dziwnego – wiele pojazdów trafia na tor tuż przed wydaniem ostatniego tchnienia w stacjach demontażu pojazdów. W przypadku instalacji gazowej trzeba mieć całkowicie opróżnioną butlę.

Samochód nie musi też mieć dodatkowego wyposażenia. Choć wg regulaminu klatki są wskazane, nie jest to wymóg formalny (bądźmy szczerzy: w praktyce też niezbyt potrzebny), wystarczy dobrze zamontowany fotel. Warto wyjąć reflektory (bo po co szkło na torze) i usunąć zbędną tapicerkę.

Nie ma reguły, jakie konstrukcje najlepiej sprawdzają się na zawodach wraków. W czołówce można spotkać zarówno małe auta z niewielkimi silnikami, diesle, jak i duże mocniejsze pojazdy.

Z pewnością trudno o zwycięstwo w przypadku aut z tylnym napędem. Co prawda dają one dużo frajdy, na śliskim torze gorzej jednak zapanować nad „tańczącym” tyłem.

Foto: Jedynak Andrzej / Auto Świat

Poza tym w przypadku uderzenia trudniej utrzymać pojazd na torze. Istotne są prosta budowa i wytrzymałość, a dopiero podczas rywalizacji na czystym, mało zabłoconym torze moc może nabrać większego znaczenia. Często wygrywają stare Astry i Golfy.

Auto nie powinno być droższe niż… 1000 zł.

Organizatorzy proponują też wynajem własnych pojazdów („wypożyczanych” ze szrotów). Koszt – około 500 zł – jest bardzo atrakcyjny, za własnym pojazdem przemawia jednak możliwość znacznie lepszego przygotowania do zawodów.

Choć wartość auta nie powinna przekraczać 1000 zł (nie liczy się wyposażenie bezpieczeństwa – kubełkowe fotele, szerokie pasy), to jednak można wprowadzić drobne modyfikacje. Warto np. przenieść chłodnicę z przodu, gdzie może grozić jej zalepienie błotem, nad silnik. Sami zadbamy też o zapasowe koła, skontrolujemy przewody gumowe itp.

Foto: Jedynak Andrzej / Auto Świat

Jednocześnie nie ma co liczyć, że auto wytrzyma np. cały sezon rozgrywek. Zazwyczaj i tak nie będzie w stanie uczestniczyć w więcej niż czterech zawodach, więc posiadanie własnego wraka nie wyjdzie dużo taniej niż wynajem. Jeśli auto już się nie nadaje do reanimacji, na torze może zostać odkupione przez firmę utylizacyjną.

Kilkaset metrów toru, a zabawa wyśmienita!

Choć może się wydawać, że jazda staruszkami jest powolna, zupełnie inaczej odbieramy to, siedząc za kierownicą. Podczas wiosennych zawodów na torze w Mysiadle pod Warszawą zasiadłem za kierownicą Opla Vectry A.

Foto: Jedynak Andrzej / Auto Świat

Silnik? Benzynowa ośmiozaworówka, ale bez szczegółów – nie miało to większego znaczenia. Samochód nieźle się prowadził, z podwozia nie dochodziły niebezpieczne odgłosy, więc szybko się „zaprzyjaźniliśmy”.

Początek to biegi eliminacyjne, dalej przechodzi sześciu kierowców z największą liczbą okrążeń pokonanych w czasie około pół godziny.

Trzeba uważać, bo na tym etapie w zawodach można spotkać wielu kierowców z gorącą głową. Efekt? Szybko dochodzi do kontaktu, gną się blachy, choć oczywiście nic się nikomu nie dzieje. Zabronione jest bezmyślne napadanie na konkurentów i organizatorzy starają się wyłapywać agresywne "jednostki". Przed ciasnymi zakrętami dochodzi do przepychanek.

Parę razy – po uderzeniu – musiałem się pozbierać i poczekać, aż wszyscy pojadą, by kontynuować jazdę. Po kolejnym obrocie wszystko jednak gaśnie – czyżby przedwczesny koniec zabawy? Szybko podjeżdża terenówka i spycha auto poza tor. Spojrzenie pod maskę – może to tylko klema? Diagnoza okazuje się trafna i wracam do rywalizacji. Wielu zawodników kończy jazdę przedwcześnie na poboczu, kilku łapie kapcie, co ich znacznie spowalnia.

Mimo paru minut straty liczba kółek okazuje się wystarczająca, by przejść do następnego etapu. To dobrze, bo już udało się złapać bakcyla i szkoda byłoby zakończyć walkę na tym etapie.

Można startować samemu lub z pilotem.

Półfinał to szybsza, równiejsza jazda i awans do finału. Niestety, już na starcie do finałowej rozgrywki pojawia się wyciek benzyny, co oznacza koniec jazdy. Szkoda, ale to i tak była naprawdę udana sobota!

Ze względu na zbyt duże błoto na „domowym” torze w Mysiadle marcowe zawody były rozgrywane kilkaset metrów dalej, na pętli liczącej kilkaset metrów.

Gdzie szukać zawodów wraków? Odwiedziliśmy najbardziej profesjonalny tor pod Warszawą (www.mazowieckiwrakrace.pl), który powstał dzięki uprzejmości władz gminy Lesznowola. Tor ma zmienną nawierzchnię betonowo-gruntową, są uformowane bandy, znalazła się „hopka”. Nie jest to jednak jedyne miejsce, gdzie można ścigać się „złomami”.

Podobne zawody rozgrywają się np. w okolicy Łasku (www.parszywa.pl), gdyńskich Kolibkach (www.adventurepark.pl) czy np. w Katowicach (www.wrak-race.pl).

Organizatorzy według uznania układają regulamin (tu posłużyliśmy się zasadami obowiązującymi na mazowieckich zawodach), a także ustalają wysokość wpisowego. Mogą również zażądać uiszczenia opłaty przez kibiców.

Jacek Soboń, Mazowiecki Wrak Race - organizator

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że podczas naszych zawodów liczy się przede wszystkim dobra zabawa. Sam biorę udział w rajdach terenowych, więc doskonale wiem, ile pieniędzy trzeba wydać na profesjonalne przygotowanie sprzętu i start w imprezie – na torze można pobawić się za nieporównywalnie mniejszą kwotę, co nie oznacza, że brakuje tu adrenaliny. Nieduże prędkości gwarantują z kolei bezpieczeństwo mimo kiepskiego stanu „rajdówek”.