Zazwyczaj w takich sytuacjach mijają lata, aż samochód biorący aktywny udział w filmie trafi na sprzedaż. Tak było choćby w przypadku Mitsubishi Lancera czy czy Nissana Skyline R34 z drugiej części Szybkich i Wściekłych. Czyżby Baby Driver nie przyniósł takich zysków jak zakładano? Raczej nie, a sama specyfikacja drugoplanowego bohatera jest warta poświęcenia przysłowiowych 5 min.

Z pewnością dla maniaków motoryzacji sam fakt, że dany samochód odegrał rolę w kinowej produkcji, zwłaszcza w scenie „otwarcia”, jest powodem dla którego warto go mieć. Co prawda nie jest to topowa wersja STi, a nadwozie było całe malowane, ale czy to stanowi problem?

Nie wiadomo co było prawdziwym powodem zmiany koloru z szarego na czerwony, ale nie można zaprzeczyć, że w czerwieni również wygląda dobrze. W kwestii filmowej na pewno zdecydowanie bardziej przykuwa uwagę i zapada w pamięć. Do tego inny spec efektów specjalnych zdemontował cały układ przenoszenia napędu na przednią oś, w związku z czym jest to rasowa tylnonapędówka z plejadą w logo i w stosunku do BRZ z odpowiedniejszym do tego silnikiem.

Przebieg dzisiejszej gwiazdy to 158 000 mil czyli ok. 254 000 km, a z informacji podanych przez właściciela wynika, że karoseria nosi ślady użytkowania. Czyli nie igła... Te informacje działają lekko na niekorzyść, ponieważ samochód został wystawiony za 50 000 $ a to nie mała kwota, za którą możemy kupić fabrycznie nowy egzemplarz w najświeższej odsłonie WRX STI.

Zgodzicie się z nami? Zapraszamy do komentowania.