Prawdopodobnie 300 (!) oszukanych klientów raciborskiego komisu zostanie z autami, które będzie można jedynie oddać na złom lub sprzedać na części. Wszystko przez zachłanność jednego handlarza.

Przekręt (nie)doskonały

W 2009 roku niemiecki rząd przeprowadził głośną akcję dopłat dla osób, które zdecydowały się oddać na szrot swoje stare samochody. Ci, którzy zezłomowali co najmniej dziewięcioletnie pojazdy, otrzymali premię w wysokości 2500 euro na zakup nowego lub młodszego niż rok pojazdu. Wszystko wskazuje na to, że na akcji skorzystali nie tylko Niemcy, lecz także polscy handlarze.

Pomysł był genialnie prosty: wystarczyło za ułamek wartości kupić auta zezłomowane przez Niemców, ale sprawne i – jak na polskie warunki – całkiem przyzwoite. Interes szybko się rozkręcił. Zgodnie z ustaleniami prokuratury w Gliwicach w ten sposób mogło zostać sprzedanych ok. 300 aut – i to tylko w jednym komisie!

Oszukani nie cieszyli się zbyt długo nowymi nabytkami. Pół roku później policja zatrzymała część samochodów. Podejrzewano, że mogą być kradzione, po tym, jak wyszło na jaw, że ich dokumenty zostały sfałszowane. Wykluczono jednak ten scenariusz i pojazdy zwrócono właścicielom, ale to nie był koniec sprawy. Odkryto, że auta mogły trafić do Polski z niemieckich złomowisk.

Sądy są wyjątkowo wyrozumiałe

Sprawa ciągnie się od 2010 r. Dwie osoby zostały już skazane, jednak wyroki są śmiesznie niskie. Skandalem według Józefa Koguta, prezesa Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw, które zaangażowało się w całą sprawę, wydaje się wyrok Sądu Okręgowego w Raciborzu dla kobiety, która sfałszowała 196 umów. Karą była grzywna w wysokości 1000 zł – wyrok nie został zaskarżony! Głównemu oskarżonemu Tomaszowi M. postawiono 168 zarzutów o oszustwo i fałszerstwo, ale wyroku wciąż nie ma.

Właściciel komisu dostarcza zwolnienia, a do momentu, kiedy nie zostanie skazany, poszkodowani klienci nie mogą domagać się od niego zwrotu pieniędzy. Jednak już dziś wiadomo, że będzie to trudne, bo z informacji podanych przez prokuraturę wynika, że Tomasz M. obecnie nie posiada żadnego majątku, a roszczenia mogą sięgać kilku milionów złotych!

Mimo to urzędnicy na mocy decyzji prokuratury wyrejestrowali już wiele aut kupionych w trefnym komisie. Część osób sprzedała pojazdy na części, inni grają na zwłokę i piszą odwołania od decyzji urzędników. Wszystkie jednak są z automatu odrzucane, bo auta mają wadę prawną.

Czy można się ustrzec takich oszustów?

Jak się zatem zabezpieczyć przed podobnymi sytuacjami, skoro fałszerstwa nie wykryły od razu urzędy celne ani wydziały komunikacji? Odpowiedzi nie potrafi udzielić nawet resort transportu, który twierdzi, że nie ma odpowiednich narzędzi do tego. Radzi jedynie zachować ostrożność.

Auto na części

Tanie auta z Anglii bardzo często trafiają do Polski jako źródło części. Handlarze sprzedają takie samochody bez umowy lub proponują zakup na lipne dane. W każdym przypadku ryzyko jest duże. Wystarczy życzliwy sąsiad, który zawiadomi Inspekcję Ochrony Środowiska, i już można wpaść w poważne kłopoty.

Jeśli urzędnicy uznają auto za odpad sprowadzony bez zgody Głównej Inspekcji Ochrony Środowiska, mogą nałożyć karę od 10 000 do 300 000 zł. Podobne problemy mogą spotkać osoby sprowadzające rozbite auta ze Stanów. Jeśli urzędnicy uznają, że to złom, pojazdu nie da się już zarejestrować – nawet jeśli zostanie naprawiony.