Nie da się dobrze umyć felg na myjni automatycznej, bo szczotki obrotowe nie docierają w ich zakamarki – im mniejsze otwory pomiędzy ramionami obręczy, tym mniej skuteczne mycie. Z czasem pojawia się poważny problem, bo pył hamulcowy nanoszony przez dłuższy czas wieloma warstwami na powierzchnię felgi utwardza się, wnika w strukturę lakieru i na pewnym etapie trudno go usunąć.

Mało tego: nie da się umyć zapuszczonych felg bezdotykowo, używając nawet najbardziej żrących środków – konieczne będzie użycie pasty polerskiej (lepiej) lub drapiącej szczotki (gorzej – można porysować powierzchnię). Jednak ręczne polerowanie felg z reguły już wykracza poza poświęcenie, do jakiego zdolny jest przeciętny użytkownik samochodu. Lepiej więc felg nie zapuścić.

Najtańsze, skuteczne, ale na dłuższą metę szkodliwe środki to (w pewnym uproszczeniu) roztwory kwasów z dodatkiem detergentów. W większości przypadków nadają się one do mycia felg lakierowanych (99 proc. felg samochodowych ma na sobie jakiś lakier), nie szkodzą także plastikowym kołpakom, listwom czy malowanym elementom karoserii.

Wady takich środków to agresywne oddziaływanie na niemalowane elementy, np. śruby kół czy hamulce – wystarczy rozpylić mgiełkę środka na tarczę hamulcową, by pokryła się rdzawym nalotem. Z powierzchni roboczej tarczy rdza schodzi po pierwszym hamowaniu, ale w innych miejscach zostaje.

Jest też sporo niedrogich płynów zasadowych przeznaczonych do mycia felg nielakierowanych (ale niektóre są przeznaczone właśnie do felg niepokrytych lakierem). Wiele z nich dość agresywnie działa na plastik, szczególnie pokryty lakierem, niszczy plastikowe emblematy – trzeba stosować je bardzo ostrożnie. Nie ma zagrożenia dla śrub.

Wyższa półka to preparaty o neutralnym pH (czyli nie są to ani kwasy, ani zasady), przy czym ich skuteczność waha się od bardzo dobrej do mizernej. Zazwyczaj są one mniej skuteczne od kwasów, a zatem potrzebują więcej czasu na reakcję z pyłem hamulcowym i na „podniesienie” wżartych zabrudzeń z powierzchni felgi. Stąd dobrze, jeśli taki środek ma konsystencję żelu, który wolniej spływa z felg.

Coraz bardziej modne, oferowane przez rosnącą liczbę producentów są uniwersalne środki typu „krwawiąca felga”. Są one charakterystyczne o tyle, że płyn po naniesieniu na brudne koło reaguje z metalicznym brudem, zmieniając kolor na czerwony. Są to skuteczne preparaty i stosunkowo bezpieczne dla powierzchni. Są też drogie (14-40 zł za 0,5 l).

Nie mając pod ręką specjalnego płynu do mycia felg, można śmiało użyć... preparatu do mycia silników, przy czym należy wybierać płyny mniej agresywne, co rozpoznamy po treści instrukcji obsługi: jeśli płyn wymaga spłukania po kilkudziesięciu sekundach od aplikacji, lepiej być ostrożnym; jeżeli należy pozostawić go na mytej powierzchni choć 2-3 minuty, można przyjąć, że jest bezpieczny.

Jeśli producent ostrzega, że płyn niszczy gumowe i lakierowane elementy, nie używamy go. Generalna zasada: lepiej czegoś nie domyć lub umyć dwa razy, niż zepsuć – a o to podczas używania agresywnej chemii – łatwo! Gdyby jednak felgi myć regularnie (np. raz w tygodniu przy okazji mycia karoserii), można by całkiem zrezygnować z silnych środków myjących. Przy założeniu, że raz na pół roku każdą obręcz nawoskujemy, gąbka nasączona szamponem do karoserii w zupełności wystarczy do dokładnego umycia kół! I to jest najlepsze rozwiązanie.