Małe weekendowe zakupy: wchodzisz do sklepu, wybierasz towar, po chwili płacisz i wychodzisz. „Pożyczanie” nowoczesnych aut bez zgody ich właścicieli bywa równie szybkie, różnica polega na tym, że tu sklepem jest parking z postawionym na nim samochodem, a osobnik, który go sobie upatrzył, wcale nie ma zamiaru płacić rachunku. Złodziej z reguły potrzebuje: jednej osoby do pomocy, auta z bezkluczykowym otwieraniem drzwi i trochę niedrogiej elektroniki.

Wraz z kolegami z „Auto Bilda” postanowiliśmy więc udowodnić kilku przypadkowo napotkanym na parkingu osobom, jak prosta jest to operacja. Pan Quack, właściciel Forda Galaxy, początkowo był nieco zaskoczony, ale szybko się zgodził. Zamierzaliśmy otworzyć jego auto bez kluczyka – ten, jak sądzi pan Quack, jest bezpiecznie schowany w jego kieszeni – i wybijania szyby.

Oprócz dziennikarza w teście uczestniczyło dwóch hakerów amatorów z informatycznego klubu CCCAC z Akwizgranu (Chaos Computer Club Aachen). Jeden z nich ustawił się bezpośrednio obok auta i chwycił za klamkę, drugi, trzymając w ręku torbę na zakupy wypchaną sprzętem elektronicznym, zajął pozycję bezpośrednio obok – jeszcze zadowolonego – właściciela Forda. I nagle – cud! Haker pociągnął za klamkę, kierunkowskazy zamigały, drzwi otwarte. Wsiedliśmy do samochodu, nacisnęliśmy guzik „start” i silnik natychmiast zaskoczył. Wystarczyło odjechać, bo raz uruchomione auto „samo z siebie” nie zgaśnie, co najwyżej będzie informowało o braku kluczyka. Potem wystarczy już tylko zaprogramować nowy klucz/pilot i gotowe! Pan Quack: Tak przecież nie można. Producenci powinni coś z tym zrobić!

Na razie jednak nic nie robią. Jak wyjaśnia przedstawiciel niemieckiej centrali Forda: Chwilowo nie istnieją rozwiązania, które pozwoliłyby skutecznie przeciwdziałać kradzieżom przy użyciu wzmacniacza sygnału wysyłanego przez pilota/kluczyk. Tymczasem skonstruowanie i zbudowanie amatorskiego sprzętu pozwalającego otworzyć większość aut stojących na parkingu (ramka obok) kosztowało chłopaków z CCCAC około 90 euro.

Zasada działania systemów bezkluczykowych jest stosunkowo prosta: w chwili, gdy ktoś pociąga za klamkę (lub dotyka specjalnego czujnika), centralka wysyła sygnał – tzw. zapytanie – do pilota. Ten, gdy zapytanie odbierze, wysyła zezwolenie na otwarcie drzwi. Wystarczy tę komunikację wzmocnić/przedłużyć, wsiąść i jechać. Samochód sądzi, że kluczyk jest w pobliżu, a gdy przedłużony sygnał zniknie, silnik i tak nie zgaśnie, bo byłoby to zagrożeniem dla bezpieczeństwa ruchu.

Żeby uniknąć problemów, możecie np. zaopatrzyć się w specjalny futerał na kluczyk, dzięki któremu sygnał nie będzie się wydostawał na zewnątrz. Albo też zawinąć pilota w inny izolator, np. alufolię. Gdy jesteście w domu, dla bezpieczeństwa nie powinniście też wieszać lub chować pilota zbyt blisko drzwi wejściowych i okien. Zapobieganie jest konieczne, bo – jak podaje „Auto Bild” – w samej Kolonii w tym roku metodą „na przedłużacz” ukradziono już co najmniej 50 samochodów.

Na razie otworzyliśmy jednak tylko jeden samochód, pora na kolejne. Na parkingu pojawiła się właścicielka czarnego Renault Mégane’a CC i również ona zgodziła się wziąć udział w naszej próbie. Gdy po kilku chwilach otworzyliśmy drzwi, pani Froesch nie kryła oburzenia: To bardzo rozczarowujące. Skoro ta metoda jest wszystkim tak dobrze znana, to ja, jako klientka, oczekuję, że producenci samochodów w końcu coś z tym zrobią. Przedstawiciel Renault był oszczędny w słowach: Cały czas pracujemy nad tym, żeby nasze rozwiązania techniczne były coraz bezpieczniejsze. Poza tym klient ma możliwość wyłączenia funkcji bezkluczykowego dostępu.

Następnie na celownik wzięliśmy właściciela Kii. I tu pozytywne zaskoczenie, bo miły pan znał już problem: Dostęp bezkluczykowy? Nie, dziękuję. Wybrałem tradycyjnego pilota z guzikiem do odblokowywania zamka. Tak samo drzwi otwiera w swojej Toyocie Auris pan Rockel, jednak w tym wypadku udało nam się spłatać figla, bo gdy właściciel stał obok samochodu, nasi hakerzy odpalili silnik. Spodziewałem się tego – z frustracją przyznał właściciel japońskiego samochodu. Elektroniczny guzik zamiast tradycyjnej stacyjki też więc daje pole do popisu złodziejom.

Naszym zdaniem

Test przeprowadzony przez naszych kolegów z Auto Bilda dowodzi, że systemy bezkluczykowe są wygodne, ale głównie dla złodziei. Jeżeli macie pojazd z tym rozwiązaniem, korzystajcie z niego rozważnie. A jeśli nie macie, to... na razie nie kupujcie.