Teraz rząd spróbuje podobnie zakombinować i oskubać paru podatników. Na podstawie lektury dokumentu, który ma to umożliwić, widzimy, że najwyżej narobi trochę bałaganu. "Auto Świat" dotarł do projektu ustawy regulującej procedurę zwrotu akcyzy. Po przeczytaniu projektu (który oczywiście jest na razie tylko projektem) myśleliśmy, że to prowokacja albo primaaprilisowy żart. Ale to nie żart. Zdobyty przez nas tekst powstał naprawdę w Ministerstwie Finansów, a biuro prasowe MF oficjalnie przyznaje, że pracuje nad projektem takiej ustawy, i że jest on już prawie gotowy. Po co w ogóle ustawa?Trzeba podkreślić, że aby oddawać akcyzę na podstawie wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, niepotrzeba żadnej ustawy, a nawet jest ona niewskazana. Prawo wspólnotowe, jakim jest m.in. wyrok ETS, nie wymaga implementacji (wprowadzenia w życie) i działa bezpośrednio w państwach członkowskich. Ponadto w prawie polskim są wystarczające, czytelne procedury regulujące zwrot nadpłaconych podatków. Jeśli ustawa o zwrocie akcyzy nie weszłaby w życie w ogóle (a to przecież możliwe), to i tak nie zmienia to sytuacji podatników. Urzędy celne mają na rozpatrzenie wniosków miesiąc, i basta! Nie będą rozpatrywać? Komisja Europejska skieruje sprawę do ETS ponownie. Grzywna za niewykonanie wyroku ETS to nawet miliony euro... dziennie!Zwrócimy temu albo tamtemuZwrot akcyzy miałby się należeć albo osobie, która sprowadziła samochód z zagranicy, albo osobie, która ten samochód aktualnie posiada. Jeśli już akcyzę zwrócono importerowi, to trudno - ma szczęście. Ale jeśli nie, akcyzę może odzyskać osoba, która kupiła auto od importera (osoby, która sprowadziła auto), bo autorzy projektu przyjmują, że płacąc pewną cenę importerowi, kolejny nabywca auta już zwrócił mu niesłusznie zapłacony podatek. Przyjmuje się, że gdyby importer nie zapłacił akcyzy, to sprzedałby auto taniej. To jeden z najbardziej kuriozalnych pomysłów, bo: - ustalenie, czy akcyzę zawarto w cenie auta, czy też nie, powoduje kolejne spory. Importer może stwierdzić, że cenę sprzedaży auta w Polsce kształtował w danym momencie rynek. Samochód został sprzedany za najwyższą możliwą cenę, jaką kupujący był gotów zapłacić. Akcyza nie zwiększyła tej ceny, natomiast spowodowała obniżenie marży sprzedawcy; - po drugie, wyobraźmy sobie, że auto, za które zapłaciłem w 2004 roku ponad 7 tys. zł akcyzy (to teraz, po prawie 3 latach, z odsetkami będzie jakieś 10 tys. zł), sprzedam dziś za 6-8 tys. zł, bo tyle jest teraz warte. Kupić to auto, (jeśli pomysł MF wszedłby w życie), to jak wygrać los na loterii: dziś płacisz za auto 8 tys. zł, a jutro odbierasz 10 tysięcy w ramach zwrotu akcyzy! Bzdura? Bzdura!- po trzecie, "Ordynacja podatkowa" (ustawa określająca precyzyjnie stosunki pomiędzy podatnikiem a fiskusem) mówi jasno, że nadpłatę podatku odbiera płatnik, czyli ten, kto zapłacił! Gdyby kontynuować logikę twórców zabawnego projektu, to nadpłatę podatku VAT odbierałby zawsze nie jego płatnik, a konsument towaru! Ale tak chyba nie jest, prawda?- po czwarte, projekt ustawy nie przewiduje, kto i w jakich sytuacjach byłby uprawniony do zwrotu podatku. Kiedy importer, a kiedy aktualny posiadacz? Chyba ten, kto ma potwierdzenie zapłaty podatku (a więc jednak importer?), tylko że z uzasadnienia ustawy wynika, iż autorzy chcieliby, aby jednak pieniądze odzyskał aktualny właściciel. Decyzja o zwrocie za 6 miesięcyZwrot pieniędzy na podstawie ustawy możliwy byłby osobie, która w ciągu 5 lat od wejścia w życie przepisów wystąpiłaby ze stosownym wnioskiem. Termin rozpatrzenia wniosku to 6 miesięcy od dnia jego złożenia, chyba że podatnik przyczyniłby się do powstania opóźnień. To niedopuszczalne, bo:- "Ordynacja podatkowa" mówi, że wnioski o zwrot nadpłaconego podatku rozpatruje się w terminie miesiąca od złożenia wniosku, a w sprawach szczególnie skomplikowanych (jednak zwrot akcyzy po wyroku ETS taką sprawą nie jest) w przeciągu 2 miesięcy; - w Unii Europejskiej obowiązuje tzw. zasada efektywności prawa wspólnotowego. Mówi ona, że uprawnienia wynikające z przepisów prawa wspólnotowego nie mogą być trudniejsze w wyegzekwowaniu niż uprawnienia wynikające z prawa krajowego. A skoro nadpłatę zwykłego podatku odzyskuje się w ciągu miesiąca lub dwóch, to nie można dłużej czekać na pieniądze z akcyzy - ten zwrot należy się na podstawie prawa wspólnotowego! Jeśli jakiś urząd celny dostał wniosek o zwrot akcyzy, to z błogosławieństwem ministra finansów - albo i bez niego - ma obowiązek rozpatrzyć go w terminie. Nie rozpatrzy? Podatnikowi przysługuje prawo złożenia skargi na milczenie administracji, a także skargi do Komisji Europejskiej.Wartość podstawą opodatkowania?Jeden z argumentów MF za koniecznością wprowadzenia specjalnej ustawy: "bo ustawę da się zmienić tylko ustawą". O co chodzi? Obecna ustawa o podatku akcyzowym mówi wyraźnie, że podstawą opodatkowania jest cena pojazdu. A ona w wielu wypadkach jest niska. Za niska? Trudno - państwo nie może powoływać się na niesłuszność swojego prawa i z mocą wsteczną żądać od podatników więcej pieniędzy. Podatnik natomiast może podważać istniejące przepisy z uwagi na swoją korzyść - takie jego prawo. A w ogóle jak można zmieniać ustawę z mocą wsteczną? Jeśli się to uda, to tylko na chwilę, bo Trybunał Konstytucyjny -zwany ostatnio "trzecią izbą parlamentu" - ją podważy. To wszystko trochę potrwa. Wmiędzyczasie sąd unijny może nałożyć na Polskę karę. Odbywa się to z reguły na wniosek Komisji Europejskiej. Czy nie lepiej przeprosić, oddać co się należy, i zapomnieć? Nowe auta rozsadzą budżet?W polskich sądach toczą się obecnie sprawy o zwrot nadpłaconej akcyzy za... nowe auta! Sprawa dotyczy nowych i maksymalnie 2-letnich samochodów z silnikami powyżej 2 litrów. Podatnicy argumentują, że skoro w Polsce produkuje się przede wszystkim samochody osobowe z silnikami do 2 litrów (akcyza 3,1 proc.), to akcyza na auta z większymi silnikami (13,6 proc.) dyskryminuje auta importowane. Co ważne, nabywców nowych aut nie można straszyć groźbą sprawdzania faktur - kupili oni auta (w większości) w salonie. Sprawa ma szanse trafić do sądu unijnego, a tam podatnicy mają szansę wygrać. Jeśli do tego weszłaby w życie ustawa umożliwiająca aktualnym właścicielom tych aut dochodzenie zwrotu akcyzy, to każda z osób, która kupiła po 1 maja 2004 roku nowe lub prawie nowe auto z silnikiem pow. 2.0,zgłosiłaby się do fiskusa po co najmniej 10 tys. zł, aleczęsto więcej! Czemu tak dużo? Bo auta z silnikami pow. 2.0 z reguły kosztują co najmniej 100 tys. zł. Do tego dochodzi VAT od nadpłaconej akcyzy... Wniosek: fiskus brnie w kłopoty! Pytanie tylko: czy będą to kłopoty tego rządu czy już następnego?Same problemyProjekt ustawy o zwrocie akcyzy zawiera szereg rozwiązań, które należy uznać za kuriozalne. Nie wiadomo w zasadzie, po co przygotowywana jest ta ustawa. Zasady zwrotu nadpłaty określone są w sposób wystarczająco precyzyjny w "Ordynacji podatkowej". Jako rozwiązanie wadliwe należy uznać propozycję umożliwienia ubiegania się o zwrot nadpłaty nie tylko podatnikom akcyzy (jak przewiduje to "Ordynacja"), lecz także nabywcom samochodów sprowadzonych z zagranicy. Nie zostało przy tym określone kryterium decydujące, kto (podatnik czy którykolwiek z późniejszych nabywców samochodu) uprawniony jest do zwrotu. Wydaje się, że decydować o tym będzie po prostu posiadanie dokumentów potwierdzających zapłatę podatku, co trudno uznać za rozwiązanie racjonalne z punktu widzenia celu przepisów. Głównie na podatników, lecz również na administrację celną, projekt nakłada bardzo trudne zadanie oszacowania wartości rynkowej sprowadzonego samochodu w Polsce. Musieliby oni uwzględnić historyczną, rynkową wartość pojazdu przy uwzględnieniu takich kryteriów, jak stan techniczny, przebieg, itd. W wielu przypadkach byłoby to praktycznie niemożliwe. Projekt zakłada też niezgodną z prawem wspólnotowym dyskryminację nadpłaty akcyzy, zarówno jeśli chodzi o termin rozpatrzenia wniosku (6 miesięcy zamiast 2, jak przewiduje to "Ordynacja" w stosunku do zwykłej nadpłaty podatku), jak i oprocentowanie nadpłaty. Twórcy omawianego projektu nie pamiętają, że prawo nie może działać wstecz. W ich zamyśle projektowana ustawa ma zmienić z mocą wsteczną zasady zwrotu nadpłaty określone w "Ordynacji podatkowej". Ponieważ jest to jeszcze projekt ustawy, można mieć nadzieję, że jest to jedynie "wypadek przy pracy" i wersja ostateczna przesłana do parlamentu (o ile rzeczywiście rząd zdecyduje się przedstawić ją ustawodawcy), spełniać będzie wymogi przyzwoitej legislacji.Jerzy Martini,doradca podatkowy z firmy Baker & McKenzie