Handlarze jak doskonale wiecie są świetnie przygotowani. I chociaż często twierdzą, że auto wstawił do komisu kolega i nic o nim nie wiedzą, prawda jest taka, że mają bardzo dużą wiedzę, tylko zwykle, aby zarobić nie na rękę jest nią dzielić się z kupującym. Do tego wiedzą jak przygotować auto do sprzedaży a do tego mają całe zaplecze służące temu, by ukryć jego najpoważniejsze wady. Ale na tym nie koniec – często stykacie się z osobami, które mają duże pojęcie o psychologii i wiedzą jak podejść was tak, aby trafić w wasze oczekiwania i zagrać na uczuciach. Prawda jest jednak taka, że was nie interesują uczucia (i kolor samochodu, to oczywiście żart), tylko fakty. Pytanie jednak jak do nich dojść?

Po numerze VIN

Czasem nie trzeba jechać na drugi koniec Polski, aby dowiedzieć się sporo o samochodzie. Wystarczy numer identyfikacyjny, który otwiera wam ogromne możliwości weryfikacji samochodu. Najprostszym z nich jest wpisanie go w internet, lub na fora samochodowe, często bowiem interesujące was auto było przez kogoś już sprawdzane. Czasem wpisy mogą też pojawić się na zagranicznych stronach. Od kilku lat polski CEPIK udostępnia informacje na temat przebiegu podczas kolejnych badań technicznych, ale warunkiem, aby uzyskać tu informacje jest to, że auto musi być już od kilku lat zarejestrowane w Polsce.

To ostatnie nie zawsze jest niestety możliwe – tylko w zeszłym roku do naszego kraju trafiło ponad milion samochodów osobowych. Dość proste w sprawdzaniu są auta z USA, w przypadku których za kilka dolarów można sprawdzić ich historię ubezpieczeniową. Dodajmy, że zwykle w ich przypadku jest o czym czytać! Często są również zdjęcia uszkodzeń. Nieźle wygląda też sprawa samochodów importowanych np. ze Szwecji, w przypadku których można otrzymać raport dotyczący przebiegu i to nawet bez numeru VIN – wystarczy sam numer rejestracyjny.

Numer identyfikacyjny przyda się zaś w przypadku samochodów z Norwegii, bo pozawala on na weryfikację wielu ciekawych informacji w tym np. przebiegu. Prawda jest jednak taka, że nieuczciwi sprzedawcy nie sprowadzają oszukanych aut z krajów, w których łatwo można zweryfikować ich historię.

Za drobną opłatą

Sporo można dowiedzieć się, gdy samochodem pojedziemy do autoryzowanej stacji obsługi. Niestety wymaga to obecności właściciela i samochodu, co utrudnia sprawdzenie. Do tego trzeba za nie zapłacić, często sporo, a nie zawsze będą rekordy na temat danego auta. Wciąż nie wszyscy producenci mają bazy danych, albo zapisują w nich np. tylko wizyty gwarancyjne lub akcje serwisowe, a nie standardowe przeglądy. Jest też w miarę prosty sposób, który nie wymaga obecności samochodu z właścicielem – internetowe wyszukiwarki informacji o danym egzemplarzu auta.

Tak działa np. autobaza.pl. Która pozawala na szybkie wyszukanie cennych danych. Dobrą wiadomością jest to, że nie trzeba tutaj kupować kota w worku, bo po podaniu numeru identyfikacyjnego samochodu dostajemy darmową informację, czy są jakieś rekordy na jego temat. My wpisaliśmy numer Volkswagena Golfa 1.9 TDI z 2008 roku. Okazało się, że są dostępne rekordy na jego temat i za ok. 40 zł zakupiliśmy je. Dowiedzieliśmy się, że pojazd ten miał w Polsce dwie szkody – jedną w 2012 i drugą w 2016, ale na szczęście nie były one duże.

Przydatną informacją była także ta, że pod maską tego egzemplarza pracuje silnik 1.9 TDI o kodzie BXE, który należy do ryzykownych silników wysokoprężnych, z uwagi na potencjalne awarie. Ostatnią z ważnych informacji było to, że sprawdzany pojazd nie figuruje w żadnej bazie danych skradzionych samochodów w Europie. To też ma ogromne znaczenie!

Jak widać więc, nie jesteśmy pozostawieni sami sobie w nierównej walce z nieuczciwymi handlarzami i nawet z pozycji domowej bez konieczności oględzin samochodu na miejscu sprzedaży, możemy sporo się o nim dowiedzieć.