Jeśli chcesz dużo zobaczyć w krótkim czasie, na Islandii musisz wynająć samochód. Dobra wiadomość: jazda samochodem w tym zasadniczo koszmarnie drogim kraju jest jedną z najtańszych dostępnych rozrywek. I druga dobra wiadomość: jeśli zdecydujesz się na dobrą wypożyczalnię aut (co łatwo sprawdzić po ocenach użytkowników), zdziwisz się, jak doskonale wyspiarze potrafią zorganizować ten interes. Zła wiadomość: kierując samochodem, trzeba troszkę się dostosować i zmienić przyzwyczajenia, bo na Islandii obowiązują dość unikalne przepisy drogowe, wyjątkowe są też warunki, z jakimi możemy się spotkać. Trzeba też ciągle prosić pasażerów o ostrożność, by np. nie stracić drzwi.
Jak wynająć samochód na Islandii?
Dużo przestrzeni, niezwykłe krajobrazy, mały ruch samochodowy – tak jeździ się po IslandiiŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Zasadniczo jest to banalnie proste. Można skorzystać z jednej z firm proponowanych przez stronę, na której kupujemy bilety lotnicze, albo — i to jest lepsza metoda — "wyguglać" sobie dobrze ocenianą firmę wynajmującą samochody, w miarę możliwości działającą na lotnisku. Wypełniasz formularz w Internecie, wpłacasz zadatek i masz.
Okazuje się, że wynajem samochodu – zwłaszcza w wersji budżetowej – jest jedną z tańszych usług dostępnych na wyspie. Są jednak haczyki. Przykładowo od niedawna na Islandii obowiązuje nowy podatek drogowy, który podwyższa cenę wynajmu aut i warto się upewnić, czy jest on uwzględniony w cenie, która nam się wyświetla.
Wiele dróg szutrowo-gruntowych prowadzących w głąb lądu oznakowanych jest jako F-roads, wolno wjechać na nie tylko samochodem z napędem 4x4 i z odpowiednim dopuszczeniem. Wbrew pozorom nie musi to być mocna terenówka — wystarczy SUV, auto w rodzaju Dacii Duster 4x4 (to na Islandii jede tak tanion z popularniejszych modeli samochodów). Jeśli chcesz mieć pełną swobodę w zwiedzaniu Islandii, weź właśnie taki samochód — z dopuszczeniem na szutrówki.
Jeśli chodzi o ceny, to w średnim sezonie za wypożyczenie używanego Dustera na sześć dni system zaproponował niecałe 900 zł – już z obowiązkowymi ubezpieczeniami i wymaganym podatkiem. Nie tak źle, ale... solidne ubezpieczenie zdejmujące z klienta odpowiedzialność za różne szkody typowe i bardzo częste w tym kraju to nieco ponad drugie tyle. Robi się nieco ponad 2 000 zł — już nie tak tanio.
Wynajem auta na Islandii — kluczyki w skrytce, za to o każdej porze
Wynajem auta na Islandii – auta bywają poobijane, ale za to wypożyczalnia nie czepia się drobiazgówŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Specyfika Islandii jest taka, że mało tam ludzi, a poza tym wyspiarze cenią sobie prywatność i niekoniecznie chcą wchodzić w interakcje z turystami, z których żyją; bardzo wiele rzeczy załatwia się zdalnie i bez bezpośredniego kontaktu. Po zarezerwowaniu auta i wpłacie zaliczki dostaję więc mejla z sugestią, żeby przed przyjazdem zapłacić całą kwotę, co znacząco uprości odbiór samochodu. Płacę i w odpowiedzi dostaję kod PIN do szafy z kluczykami oraz instrukcję, jak dotrzeć do parkingu przy lotnisku. To 300 metrów od wyjścia z terminalu.
I rzeczywiście, jest miejsce odbioru samochodów, w pomieszczeniu jest szafa, po wpisaniu kodu w klawiaturę otwierają się drzwiczki, w środku kluczyki. Pasujące nie do zamówionej Dacii Duster 4x4 w manualu, a do Suzuki Vitary 4x4 z napędem hybrydowym i w automacie. W sumie może być i tak, dla mnie OK. Auto jest trochę poobijane i porysowane (robię zdjęcia przed wyjazdem), ma ślady wyrywania drzwi, ale to nawet lepiej — kolejne rysy i obicia mniej bolą i nie rzucają się w oczy. Okazuje się, że dostaję mejla z protokołem obecnych na aucie szkód, więc nie trzeba się martwić.
Później jadę na dworzec autobusowy w Reykjaviku odebrać wynajęty gazowy palnik turystyczny i znów: wpisz kod PIN, wejdź do pomieszczenia, na półkach są różne sprzęty, znajdź karteczkę ze swoim nazwiskiem, zabierz to, co przeznaczone dla ciebie. Wychodząc, upewnij się, że zamknąłeś drzwi; oddaj sprzęt tą samą drogą.
A potem znów w wynajętym domku: drzwi są otwarte, klucz w środku; wyjeżdżając, zostaw klucz wewnątrz.
Wiele rzeczy na Islandii opiera się na słowie honoru, ale prawda jest i taka, że za daleko nie uciekniesz, a jakby co, to i tak wiadomo, kogo ścigać.
Na Islandii uważaj na wiatr — może wyrwać drzwi z samochodu
Tak wygląda islandzki samochód, w którym wiatr sponiewierał drzwi. Wiele jest takichŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Silne wiatry na Islandii to bardziej norma niż wyjątek. Zestaw porad drogowych z firmy wynajmującej samochody dostaję na mejla jeszcze przed przyjazdem: wśród nich prośba, aby uważać na drzwi. Okazuje się, że wiatr na Islandii potrafi rozpędzić się tak mocno, że gdy nieostrożnie otwieramy drzwi samochodu, stojąc w nieoptymalnym kierunku do wiatru, możemy ich nie utrzymać — i wiatr tak nimi szarpnie, że fabryczny ogranicznik nie pomoże. A siedząc w aucie, możesz nie wiedzieć, że wieje, bo drzew tu niewiele, miejscami wcale — więc wiatru nie widać.
Naklejka na szybie ostrzega przed wyrwaniem drzwi przez silny wiatrŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
I rzeczywiście: samochody z różnych wypożyczalni łatwo rozpoznać po ostrzegawczych naklejkach na drzwiach. Poza tym bardzo wiele samochodów ma ślady wyrywania drzwi, ślady prostowania słupków... Moje Suzuki też chyba ma za sobą takie przygody — chyba tylne drzwi "latały", uszkadzając także te przednie. Naklejka na drzwiach: "proszę, przytrzymuj drzwi podczas otwierania, gdy silnie wieje. Uszkodzenia spowodowane wiatrem mogą nie być objęte twoim ubezpieczeniem". Kupiłem to ubezpieczenie, ale uważam — nie chciałbym w połowie wycieczki zostać bez samochodu.
Na Islandii obowiązują inne zasady na rondach. Lepsze?
Na islandzkim rondzie samochód jadący wewnętrznym pasem, sygnalizujący zamiar zjazdu z ronda, ma pierwszeństwo przed samochodami jadącymi prawym pasemŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Islandczycy mają mnóstwo rond, to najczęściej spotykany tu rodzaj skrzyżowania. W miastach nawet można natknąć się na gęsty ruch – im dalej od miasta, tym szansa spotkania kogokolwiek maleje. Niemniej mają tu specyficzne, bardzo ciekawe zasady. Po pierwsze, na rondzie nie zmieniasz pasów ruchu – wjechałeś lewym, jedziesz do końca lewym. Prawy jest obowiązkowy tylko wtedy, gdy zjeżdżasz pierwszym zjazdem – do tej pory prawie wszystko tak, jak u nas. Ale jedna rzecz jest inna: samochody jadące wewnętrznym pasem, które sygnalizują zjazd z ronda, mają pierwszeństwo przed jadącymi pasem zewnętrznym — czyli wszystko na opak. Skoro już jesteś na rondzie, nie musisz się martwić, jak je opuścić: włączasz migacz i jedziesz! A w praktyce?
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Początkowo miałem wrażenie, że ten przepis jest martwy, że to czysta teoria, bo zazwyczaj ruch na tych rondach jest płynny, kto jedzie lewym, ten zjeżdża z ronda prosto na lewy pas, właściwie sytuacje kolizyjne nie występują. A jednak za którymś razem przekonałem się, że występują: ktoś śmignął mi przed maską z lewego pasa w zjazd z taką prędkością i pewnością siebie, że tylko odruchowo zdążyłem trącić hamulec — i już go nie było. Wkrótce sam zacząłem korzystać z tej całkiem wygodnej zasady: zjeżdżasz z lewego pasa ronda — jesteś w "prawie" — zero stresu.
Nigdy tak długo jak na Islandii nie jechałem 90 km na godz.
Fotoradary na Islandii poza miastem nie są częstym widokiem, ale zdarzają sięŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Na Islandii nie ma autostrad, choć są duże odległości. Cóż... nie starczyłoby samochodów, by po nich jeździć. Limit prędkości na drogach asfaltowych wynosi 90 km na godz., na szutrówkach 80 km na godz. Zdarzają się fotoradary nawet całkiem w polu, okazjonalnie widać patrole policji, ale to nie były głównym powodem tego, że przejechałem dobrze ponad 1000 km z prędkością równą 90 km na godz. lub wolniej, często korzystając z tempomatu.
- Czytaj także: Jedziesz do Niemiec? Pamiętaj o naklejce Umweltzone
Otóż — być może ze względu na wysoką aktywność sejsmiczną — drogi na Islandii są strasznie nierówne, pofalowane. Jednocześnie bardzo często drogi prowadzą po dość wysokich nasypach, barierek brak. Dodaj do tego zmęczone Suzuki Swift z przebiegiem 170 tys. km, w którym amortyzatory już chyba nie mają pełnej skuteczności... naprawdę nie chce się jechać szybciej, często nawet chce się zwolnić.
Na Islandii ograniczenie prędkości jest zazwyczaj "odwoływane" znakiem "90". To bardzo pomaga – nie trzeba zastanawiać się, jak szybko można jechaćŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Co do dróg szutrowych prowadzących w głąb lądu, to wiele z nich zimą jest zamkniętych dla ruchu; maj to już nie zima, ale jeszcze nie lato, wiele bocznych dróg zamkniętych zimą jest już otwartych, ale nie wszystkie otwarte drogi są łatwe do pokonania, no chyba, że masz terenówkę na dużych kołach — a takich tu nie brakuje. I zdarzyło się, że musiałem zrezygnować z dotarcia do celu i wracać — gdy nagle pojawiło się śliskie błoto, a potem wielka czapa śniegu zsunięta ze zbocza na drogę i spory kamień na środku. Suzuki Swift 4x4 to na pewno dzielny samochód, ale gdyby się na tym pustkowiu jednak zakopał w śniegu lub zsunął na głazy, nie byłoby miło.
Co jakiś czas pojawiają się niespodzianki, np. brama i jaskrawożółta tablica z ostrzeżeniem w "dziwnym" języku: w jednym najwyraźniej chodziło o zakaz wjazdu z bronią (później Islandczyk wyjaśnił mi, że właśnie o to chodziło, to zakaz dla myśliwych); w innym napis na zamkniętej bramie głosił: "zamknąć za sobą". Nie wiem o co chodzi, może o jakieś zwierzęta hodowlane.
Na Islandii na zwężeniach dróg pierwszy jedzie ten, kto jedzie pierwszy – tak mowią przepisy i to wystarczyŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Ciekawe są zasady na zwężeniach dróg — a pojawiają się one często: wiele mniejszych mostów ma tylko jeden pas ruchu. W takim wypadku w Polsce kolejność jazdy określają znaki. Na Islandii takich znaków nie widziałem, natomiast przepisy każą przed wjazdem na zwężony odcinek upewnić się, czy ktoś na niego nie wjeżdża przed nami. Zdrowy rozsądek i elementarna grzeczność wystarczą — super!
Parkowanie na Islandii — są ograniczenia
Na parkingach przydrożnych nie wolno biwakować, zostawać na noc. Islandczycy bardzo dbają o przyrodę i porządekŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Islandia nie przepada za namiotami i – co do zasady – rozbijać wolno się tylko na kempingach. Na przydrożnych parkingach pojawiają się zatem tablice zakazujące pozostawania na noc i jest to raczej standard niż wyjątek. Wiele parkingów jest płatnych, przy czym płacimy w parkomacie w bardzo prosty i czytelny sposób. Parkingów pilnują kamery z systemem rozpoznawania numerów rejestracyjnych. Gdy w jednym parkomacie próbowałem wpisać zły numer rejestracyjny, system uparcie go nie przyjmował. Okazuje się, że można wpisać w system tylko taki numer rejestracyjny, który zarejestrowały kamery przy wjeździe, a zatem ryzyko, że się pomylisz i zapłacisz za "nieistniejący" samochód, jest wręcz zerowe. Na wielu parkingach można zapłacić po wyjeździe, w ciągu 24 godzin, za pomocą aplikacji.
Wbrew pozorom można jechać – ktoś jednak prosi, aby zamknąć bramę za sobą.Źródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Paliwo na Islandii jest tanie i niewiele go schodzi
Litr benzyny na Islandii kosztuje poniżej 7 zł — czyli z grubsza tyle, ile w Polsce. W porównaniu do cen np. jedzenia — supertanio! A gdy jedzie się przez pustkowie z prędkością 90 km na godz., niewiele tego paliwa schodzi.
Paliwo na Islandii – na tle innych rzeczy – jest tanieŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Jedyny kłopot to tankowanie: poza większymi miastami wiele stacji jest bezobsługowych, a terminale przy dystrybutorach niekoniecznie chcą się dogadać ze wszystkimi kartami kredytowymi. W stolicy też domyślnym sposobem płatności na wielu stacjach jest płatność z góry (!) przy dystrybutorze, ale na stacji jest obsługa, można wejść, poprosić o odblokowanie pompy i zapłacić w "tradycyjny" sposób — np. telefonem — przy kasie.
Oddaję samochód w islandzkiej wypożyczalni. Czy dokładnie oglądają auto przy zwrocie?
Gdy np. we Włoszech bierzesz auto z wypożyczalni, najbardziej stresującym momentem jest jego zwrot: przychodzi facet, nie tylko ogląda każdy fragment karoserii, lecz także palcami bada krawędzie elementów blacharskich w poszukiwaniu odprysków. I nie zdziw się, jeśli — gdy pożyczasz samochód w jakiejś taniej i podejrzanej firmie — po paru dniach obciążą ci kartę kredytową, twierdząc, że coś zepsułeś (lepiej od razu po oddaniu samochodu zastrzec kartę kredytową, tak wychodzi najtaniej). Na Islandii spotkałem się z dość zaskakującą, zupełnie inną procedurą oddawania samochodu po wynajmie.
- Czytaj także: Wynająłem auto w taniej włoskiej wypożyczalni na lotnisku, a potem dowiedziałem się, na czym zarabiają naprawdę...
Po pierwsze, na dzień przed zwrotem samochodu przychodzi mejl z instrukcją. Radzą, żeby pasażerów wraz z bagażami zostawić na lotnisku i bez towarzystwa podjechać na parking zwrotów. Obiecują, że pracownik wypożyczalni wyjdzie na chwilę obejrzeć auto, ale zajmie to tylko krótką chwilę.
Podjeżdżam więc samochodem, parkuję i wchodzę do biura. Pani odbiera kluczyki, sprawdza coś w systemie i pyta: zatankowany do pełna? Jakieś kłopoty? Nie? To z mojej strony wszystko. Być może to jedna z zalet wypożyczenia tańszego egzemplarza z dopiskiem "używany" (to pewnie prawie to samo, co "zużyty"). Coś mi się jednak wydaje, że to tutejszy standard. Ostatecznie jest też opcja oddania auta poza godzinami pracy — czyli tak, jak lubią najbardziej: bez kontaktu twarzą w twarz. Nawiasem mówiąc, najłatwiej pogadać z kimś miejscowym w restauracji, ale raczej obsługiwać nie będzie was rodowity Islandczyk, tylko... Polak.