• Na Litwie od roku piesi mają bezwzględne pierwszeństwo
  • Liczba ofiar na przejściach dla pieszych spadła
  • Litwa należy do krajów, w których liczba ofiar na drogach wciąż jest ponadprzeciętnie wysoka

Na Litwie nie stało się to, czego obawia się wiele osób w Polsce, w tym rządzący, wahający się przed wprowadzeniem bezwzględnego pierwszeństwa pieszych na pasach: po zmianie przepisów o pierwszeństwie pieszych nie wzrosła gwałtownie liczba ofiar. Ona wyraźnie spadła, choć operując na jednak małych liczbach, trudno mieć pewność, że zawsze i wszędzie tak to działa.

Pieszy na pasach: kto pierwszy, ten lepszy

Przypomnijmy: w Polsce – inaczej niż w wielu krajach Europy – kierowca pojazdu (samochodu, roweru, etc.) ma obowiązek ustąpić pieszemu znajdującemu się na przejściu. Z polskiego na nasze: kto pierwszy, ten lepszy! Z całą pewnością nie jest to rozwiązanie optymalne i niewystarczający okazuje się dodatkowy przepis mówiący o zakazie wkraczania przez pieszego bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Kto pierwszy – ten lepszy!

Zdarza się po wielokroć, że kierujący nie zwalniają przed pasami, choć jest taki obowiązek i rozjeżdżają pieszych, którzy źle ocenili (tzn. nie docenili) prędkości pojazdu, na przejściu byli pierwsi, ale kierowca jechał za szybko... Bywa i tak, że piesi wkraczają na przejście, zapatrzeni w ekran smartfona, naprawdę wprost pod koła auta. Kto winny? To trzeba sprawdzić zapis monitoringu: pierwszeństwo miał ten, kto był pierwszy, a kierujący pojazdem ewentualnie przyczynił się do wypadku, przekraczając prędkość. Niewątpliwie jasne przepisy zawsze łatwiej się stosuje niż przepisy warunkowe.

Drogi na Litwie po nowemu: nie tylko przepisy

Kto był na Litwie samochodem i miał okazję zjechać z dobrze utrzymanego szlaku od polskiej granicy do Wilna, ten wie, że drogi w tym kraju, przynajmniej miejscami, są – jak na nasze przyzwyczajenia – fatalne! Ot, jedziesz szeroką asfaltową drogą, na której obok siebie zmieszczą się trzy tiry i nagle urywa się asfalt – i już po chwili pędzisz po w miarę gładkiej, ale jednak „kurzawce”. Tu i tam dziury takie, że można koło urwać, na utwardzonej drodze łata na łacie. Ale faktem jest, że Litwini wzięli się za bezpieczeństwo na drogach i choć podobnie jak Polska na mapie wypadków drogowych w Europie Litwa wciąż świeci się na czerwono (ściślej mówiąc, Polska świeci na „brunatno”), to jednak Litwini zanotowali olbrzymi i regularny postęp w redukcji liczby wypadków drogowych, który w Polsce zatrzymał się ok. roku 2015. Ale nie same przepisy to sprawiły! Kto zatem jeździł samochodem na Litwie, ten bardzo szybko nabrał szacunku do przejść dla pieszych, które nawet na szlakach międzymiastowych – rzecz w Polsce nie do pomyślenia – budowane są na wyniesieniach. Jedziesz zatem 70 km/h jak w Polsce, mijasz bez reakcji znak z ograniczeniem do 40 km/h, w zasięgu wzroku ani człowieka ani radiowozu, a nagle łup! – uderzasz głową o sufit auta! Po trzeciej takiej akcji już wiesz, że ilekroć mijasz znak ograniczenia prędkości i zbliżasz się do przejścia dla pieszych, masz zwolnić, bo albo samo przejście jest na podwyższeniu, albo przed nim umieszczono garb w kolorze asfaltu, który doskonale komponuje się z otoczeniem i, szczególnie w nocy, jest niewidoczny. Tak więc przepisy to jedno, a zwyczaje i rozwiązania towarzyszące przepisom – to drugie.

W 2018 roku w przeliczeniu na milion mieszkańców w Polsce zginęły 74 osoby, na Litwie 61.

Polska: kierowcy dwóch prędkości

Foto: Auto Świat
Sytuacja typowa, a przecież niedopuszczalna! Nie wolno omijać pojazdu, który zatrzymał się przed przejściem, by przepuścić pieszych!

W Polsce są już miasta i regiony, w których piesi traktowani są dobrze albo przynajmniej stosunkowo dobrze i są miasta, w których piesi traktowani są skandalicznie, co niewątpliwie ma wpływ na liczbę wypadków. Zdarza się, że kierowca, który na co dzień porusza się głównie po Warszawie i wyrusza np. na południe, w jednym z dużych miast zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych, stając się pośrednio potencjalnym zabójcą pieszego, którego chciał uprzejmie przepuścić.

Jak to możliwe? Otóż zatrzymujesz się na prawym pasie, z prawej strony zszokowany pieszy wchodzi na jezdnię, aż tu nagle lewym pasem przejeżdżą z dużą prędkością samochód, który nie raczył się zatrzymać – pieszemu prawie po butach! Po chwili przekonujesz się, że to nie wyjątek, ale norma... I co z tego, że jest przepis, który bezwzględnie zabrania omijać auto, które zatrzymało się przed przejściem w celu przepuszczenia pieszego i że za złamanie go grozi najwyższy mandat oraz 10 punktów karnych?

Liczcie więc, czy warto zmieniać przepisy!

Ta prosta obserwacja podpowiada jednak, że analizując typowe zachowanie kierowców w różnych miastach i nakładając na to liczbę wypadków z pieszymi, do których jest przecież dostęp, można z pewnością wysnuć wnioski: czy warto zmieniać przepisy drogowe, czy też nie? Niech się zatem w Ministerstwie Infrastruktury martwią – od tego są! Ale i sama zmiana przepisów – gdyby do niej doszło – to na pewno za mało. Trzeba jeszcze upewnić się, iż wiadomość o takiej zmianie dotarła do przynajmniej większości pieszych i kierowców, i zadbać o bezpieczniki, np. utrzymać zakaz wchodzenia (wbiegania) bezpośrednio pod nadjeżdżający pojazd.