• Jazda zgodna z przepisami nie jest w Polsce wcale łatwa
  • Politycy nieustannie majstrują przy prawie drogowym – kierowcy nie zawsze są skutecznie informowani o zmianach
  • Konsekwencje przyłapania na wykroczeniu są znacznie surowsze niż dotychczas – kary mogą iść w dziesiątki tysięcy złotych
  • To, że inni bezkarnie jeżdżą niezgodnie z przepisami, nie znaczy, że my za to samo nie zapłacimy mandatu

Jak nie płacić mandatów? Złośliwi powiedzą, że wystarczy przecież nie łamać przepisów – tyle że w polskich realiach rzecz jest bardziej skomplikowana. Bo na polskich drogach wciąż trudno jeździ się przepisowo, i to z wielu powodów. Nie chodzi tu tylko o wciąż powszechny, lekceważący stosunek do przepisów drogowych. W prawie mamy skandaliczny wprost bałagan, przepisy dotyczące kierowców są porozrzucane po różnych aktach prawnych, które są często niezrozumiałe, niespójne i niejednoznaczne, szczegółowe uregulowania zmieniają się jak w kalejdoskopie, a rządzący nie dbają o to, żeby kierowcy w porę się o zmianach dowiadywali.

Do tego dochodzą znaki stawiane wciąż często bez ładu i składu – nawet jeśli zazwyczaj zgodnie z (niespójnym) prawem.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo

Jak bardzo źle jest z polskimi przepisami? Tak, że czasem, kiedy prosimy o ich interpretację odpowiednie urzędy czy instytucje (często te same, które brały udział w ich tworzeniu), to często odpowiedzi uzyskujemy z dużą zwłoką ze względu na "wewnętrzne uzgodnienia", a interpretacje tych samych zagadnień przez różne instytucje, bywają zgoła odmienne.

Bądź na bieżąco z przepisami

Zatrzymanie przez policję Foto: DarSzach / Shutterstock.com
Zatrzymanie przez policję

To, że kiedyś zdałeś egzamin na prawo jazdy, wcale nie znaczy, że znasz przepisy – od tamtej pory wiele się mogło zmienić. Rządzący regularnie mieszają w prawie i choć zwykle przyświecają im słuszne cele, to takie łatane co chwilę przepisy są coraz mniej zrozumiałe i niespójne. Jak to jest z pierwszeństwem na pasach? Kiedy pierwszeństwo ma rowerzysta? Czy można parkować na chodnikach? Jakie obowiązują limity prędkości i co je odwołuje? Czy trzeba zwalniać przed każdym przejściem dla pieszych? Ze świecą można szukać kierowcy, który zna poprawne i aktualne odpowiedzi na takie pytania. Niestety, nie ma rady – każdy, kto jeździ po polskich drogach, powinien regularnie i na własną rękę odświeżać sobie wiedzę o przepisach – nikt za nas tego nie zrobi.

Nie jedź na pamięć

Kierowca BMW Foto: Shutterstock
Kierowca BMW

Tak samo, jak nie da się raz na zawsze nauczyć obowiązujących przepisów, nie da się też nauczyć tras – drogowcy też lubią u nas zmiany, a organizacja ruchu nie jest dana raz na zawsze. Policjanci doskonale o tym wiedzą – często tuż po tym, kiedy pojawiają się nowe znaki (np. zmienione ograniczenie, zmiana pierwszeństwa), ustawiają się i wyłapują tych, którzy na danym odcinku jadą "po staremu".

Nie sugeruj się tym, jak jadą inni

Odcinkowy pomiar prędkości na trasie S8 już działa Foto: Piotr Szypulski / Auto Świat
Odcinkowy pomiar prędkości na trasie S8 już działa

Na drodze nie jesteś w telewizyjnym programie "milionerzy" – to, że większość uczestników ruchu coś robi, nie znaczy wcale, że jest to zgodne z przepisami. Dziesiątki tysięcy kierowców z tego właśnie powodu dostało mandaty za przejazd po legendarnych już, długich odcinkowych pomiarach prędkości, które były ustawione na przebudowywanej trasie A1. Przez to, że odcinki liczyły wiele kilometrów (jeden nawet ponad 40 km), to kierowcy po chwili czujności masowo zapominali o tym, że ich prędkość może być kontrolowana i przyspieszali. A skoro wszyscy jadą szybko… Dodatkowym problemem na dłuższych odcinkach OPP jest to, że zwykle między początkiem i końcem mają one wjazdy i zjazdy – miejscowi, którzy znają je jak własną kieszeń doskonale wiedzą, że jeśli wjadą na trasę wjazdem za początkiem pomiaru odcinkowego, albo zjadą z niego przed bramownicą końcową z kamerami, to ich prędkość nie zostanie zmierzona. A że na takich trasach innych kontroli zwykle nie ma, to pędzą bez obaw o konsekwencje, a inni kierowcy robią to samo.

Inny przykład, kiedy większość kierowców popełnia poważne wykroczenie, a często jeszcze trąbią na tych, którzy starają się jeździć prawidłowo, są przejazdy kolejowe. Po zmianach przepisów surowo karany (2000/4000 zł i 15 pkt karnych) jest wjazd na przejazd kolejowy w sytuacji, kiedy zapory nie są jeszcze całkowicie otwarte albo jeszcze migają światła ostrzegawcze (czerwone). Kierowca, który stoi przed przejazdem i czeka, aż zapory całkiem się uniosą, musi być bardzo asertywny – już w połowie drogi zapór stojący za nim zaczną go pospieszać.

Nie daj się sprowokować… policji

Polska policja Foto: DarSzach / Shutterstock
Polska policja

Choć policja zawsze dementuje, że ma do wykonania "targety" jeśli chodzi o wystawianie mandatów, to prawda jest inna. Przypadków, kiedy policjanci prowokują kierowców do złego, nie trzeba długo szukać. Przez lata standardową taktyką załóg radiowozów z wideorejestratorami było np. siedzenie na ogonie mocnych aut – wielu kierowców nie wytrzymywało presji, wciskało głębiej gaz, a wtedy funkcjonariusze rozpoczynali pomiar. Inny, popularny teraz sposób to zwalnianie radiowozu przed pustym przejściem dla pieszych bez sygnalizacji, ale na drodze o co najmniej dwóch pasach ruchu w jednym kierunku. Przez zawartą w polskich przepisach bzdurną definicję wyprzedania, ten kto tuż przed przejściem lub na nim jedzie choćby odrobinę szybciej od auta jadącego równolegle drugim pasem (nawet jeśli porusza się z dopuszczalną prędkością, a przed pasami nie czeka żaden pieszy), popełnia wykroczenie wyceniane na 1500/3000 zł i 15 punktów karnych.

Nie wierz swojemu autu ani nawigacji

Układ rozpoznawania znaków drogowych Foto: Opel
Układ rozpoznawania znaków drogowych

Coraz więcej aut wyposażonych jest w systemy rozpoznawania znaków, często współpracujące z bazami danych drogowych – w nowych autach na zestawie wskaźników lub na wyświetlaczu head-up może się wyświetlać informacja o obowiązującym na danym odcinku ograniczeniu prędkości czy innych zakazach i ograniczeniach. W Polsce wiarygodność wskazań tych systemów jest znikoma. Drogowcy stawiający znaki zupełnie nie uwzględniają działania takich systemów – od chaotycznie rozmieszczonych oznaczeń systemy głupieją. Osobnym problemem jest jakość danych nawigacyjnych – nawet najpopularniejsze nawigacje potrafią prowadzić pod prąd, przez zamknięte odcinki dróg czy przez zamknięte dla ruchu drogi leśne. "Panie władzo, ale mnie tak nawigacja poprowadziła" – to usprawiedliwienie, które nie zadziała.

Zaopatrz się w elektronicznych pomocników

Yanosik Foto: Tomasz Okurowski / Auto Świat
Yanosik

Obecnie mamy w Polsce jedne z najsurowszych przepisów dotyczących karania kierowców za wykroczenia drogowe. Choć elektroniczne gadżety bywają omylne i nie zawsze są skuteczne, to warto wykorzystać każdy sposób, żeby zmniejszyć ryzyko mandatu. Warto używać aplikacji lub urządzeń ostrzegawczych (np. Yanosik), czy też dobrych (te niestety zwykle są płatne) aplikacji nawigacyjnych z funkcją ostrzegania o zagrożeniach drogowych. A może warto przeprosić się z CB-Radiem?