- Mamy gigantyczną machinę urzędniczą zaangażowaną w system egzaminowania kierowców – efektów nie widać
- Egzaminy na prawo jazdy są w Polsce trudniejsze niż w większości innych krajów, również europejskich
- W teorii powinniśmy się uczyć o zasadach ruchu drogowego już od przedszkola – w praktyce okazuje się, że nawet kierowcy tuż po egzaminie niewiele o nich wiedzą
- Nie ma co liczyć na to, że system szkoleń i egzaminowania szybko zmieni się na lepsze – o poziom swoich umiejętności powinniśmy zadbać sami uczestnicząc w szkoleniach doskonalenia jazdy
- Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu
- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Im trudniej o prawo jazdy, tym lepiej?
Młodzi żyją bardzo ryzykownie
Ośrodków szkolenia kierowców nikt nie rozlicza z tego, czy uczący się u nich kursanci jeżdżą bezpiecznie. Bo nie ma tego, jak sprawdzić. Na jakiej podstawie osoby wyszukujące szkołę dla siebie czy dla swoich dzieci podejmują decyzję? Zwykle kierują się ceną, tym czy dane OSK bardzo skrupulatnie podchodzi do wymogów formalnych, czy rozlicza z każdej obowiązkowej godziny kursu – im bardziej, tym gorzej, ale też tym, jak kursanci po szkoleniu w danym OSK radzą sobie na egzaminach. Jak jest tanio, bezproblemowo i z dużą szansą na powodzenie na egzaminie, to chętnych nie brakuje. No i kolejna ważna sprawa – ważne jest to, żeby jazdy odbywały się dokładnie takim autem, jak na egzaminie i żeby instruktor z kursantami objeździł typowe trasy egzaminacyjne dla danego WORD-u (Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego). Mamy wielu kursantów, którzy od razu mówią, że będą zdawali egzamin w innym mieście, bo w najbliższym ośrodku ruchu drogowego szanse na zaliczenie egzaminu za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem nie są duże, więc jeździmy z nimi do oddalonego o ponad 100 km miasteczka z bardziej tolerancyjnym WORD-em i mniejszym ruchem, żeby mogli poćwiczyć przed egzaminem.
Niby czasu jest sporo, ale przez to, że egzaminy są w Polsce dosyć surowe, to większość jazd poświęcamy na przygotowanie kursanta do egzaminu. Jeśli czegoś na egzaminie nie ma, to nikt się tym nie przejmuje. Typowy przykład – nauka parkowania. Od kiedy w programie egzaminu na kategorię B nie ma już parkowania prostopadłego (wjazd tyłem – wyjazd przodem albo wjazd przodem – wyjazd tyłem), to tego nie uczymy. Niby zmiana na lepsze, bo kiedyś większość czasu na jazdy kursanci marnowali na plac manewrowy, ale później taki młody kierowca ma problem na parkingu pod centrum handlowym. No i faktycznie często jest tak, że kursant ma ostatnie jazdy przed egzaminem, a ja jadąc z nim, bardzo się cieszę, że mam swój pedał hamulca i nie chciałbym być jego pasażerem w cywilnym aucie.
Teorię zdałam za pierwszym razem, praktykę przy drugim podejściu, na tle innych uczestników kursu, całkiem nieźle. W czasie kursu nauczyłam się jeździć i manewrować Fiatem Pandą. Wiem, jak w Pandzie sprawdzić olej czy dolać płynu do spryskiwaczy. No i nauczyłam się, jak Pandą manewrować – w którą stronę i ile razy kręcić kierownicą, kiedy przez daną szybę widzę słupek. Po kursie musiałam się już sama nauczyć prowadzenia innego samochodu i szybko się okazało, że tam wiele rzeczy działa inaczej. Gdybym na egzaminie dostała do jazdy inny model niż Fiat Panda, to pewnie bym nie zdała. Nikt mi nic nie mówił o tym, jak zachować się w awaryjnych sytuacjach, jak hamować, jak zachowa się samochód na śniegu czy na mokrej drodze. Za to muszę przyznać, że mój instruktor zadbał o to, żebym poznała pułapki, na których egzaminatorzy "uwalają" podczas części praktycznej egzaminu: trudne skrzyżowania w pobliżu WORD-u, miejsca z kiepsko widocznymi znakami, drogę z dziurawą prawą stroną pasa, na której odruchowo każdy próbuje jechać bliżej środka, a egzaminator traktuje to jako błąd, bo przecież trzeba się trzymać prawej krawędzi.
Po pół roku od egzaminu dostałam w prezencie kurs doskonalenia jazdy. No i przekonałam się, że mimo zdanego egzaminu o prowadzeniu auta wiedziałam niewiele, choć przed kursem wydawało mi się, że już całkiem nieźle "ogarniam".
Adam Bernard, dyrektor ds. szkoleń Szkoły Bezpiecznej Jazdy Renault
Młodzi (i nie tylko młodzi) kierowcy, którzy trafiają do nas na kursy doskonalenia techniki jazdy, bardzo często nie mają podstawowych umiejętności. Nie potrafią poprawnie ustawić fotela i kierownicy, nie mają pojęcia o tym, jak działają systemy bezpieczeństwa w autach takie jak choćby ABS czy ESP. Nie wiedzą, jakie są różnice między drogą hamowania a drogą zatrzymania. Mają zbyt dużo wiary zarówno w swoje umiejętności i możliwości, jak i w możliwości aut. Szczególnie ci, którzy mają do dyspozycji mocniejsze samochody, myślą, że te ich "superauta", które przyspieszają znacznie lepiej od innych, znacznie lepiej też od nich hamują. Kiedy okazuje się, że tak wcale nie jest, są bardzo zdziwieni. Najgroźniejsze jest jednak to, że nie mają świadomości tego, ilu rzeczy nie umieją.
W czasie szkoleń zaczynamy im od pokazania w bezpiecznych warunkach, jak zachowuje się samochód w różnych sytuacjach, jak fałszywe bywa wrażenie, że nad nim panujemy. Przy jak pozornie niskich prędkościach można wpaść w poślizg. Podczas naszych szkoleń kursanci na początku mają możliwość sprawdzenia tego, jak zachowuje się auto i jakie są ich rzeczywiste możliwości w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach. To daje zupełnie inne efekty niż nauka teorii.
To naturalne, że młodzi ludzie są pewni siebie, mają wyższą skłonność do ryzyka, która dodatkowo rośnie, jeśli w aucie podróżują w towarzystwie rówieśników. Trzeba jednak pracować nad ich świadomością zagrożeń.
Warto też uświadomić sobie, od kiedy i w jaki sposób młodzi ludzie uczą się jeździć samochodem. To nie jest tak, że nauka zaczyna się w momencie, kiedy kursant po raz pierwszy siada za kierownicą samochodu. Nauka zaczyna się znacznie wcześniej, wtedy kiedy dziecko podróżuje z nami samochodem. Obserwuje nas, widzi czy jeździmy spokojnie, płynnie, przepisowo, czy może nerwowo i ostro. Czy przejeżdżamy na czerwonym świetle? Czy sami zapinamy pasy? Czy jesteśmy konsekwentni i wymagamy zapinania pasów od naszych pasażerów, czy sami zapinamy dzieci w fotelikach?
Złe wzorce z filmów czy gier też bywają niebezpieczne, niektórzy zaczynają wierzyć w swoją nieśmiertelność. Oczywiście, niemal każdemu się wydaje, że jest świetnym kierowcą. To widać choćby po tym, w jaki sposób trafiają do nas klienci. Tylko nieliczni wykupują szkolenia dla siebie, zwykle opłacają je dla swoich dzieci, partnerów. Wyjątek od tej reguły stanowią motocykliści i nabywcy ponadprzeciętnie mocnych aut, którzy czują respekt przed tymi maszynami i wręcz trochę boją się nimi jeździć.