„Uderzył w dzika i spłonął w aucie" – to tytuł artykułu opisującego tragiczny wypadek, jaki zdarzył się pod koniec października 2015 r.

Droga przez las, noc, padał deszcz. Dzik wybiegł wprost przed Opla Corsę, auto uderzyło w dzika, odbiło się i uderzyło w drzewo, a potem zapaliło się. Kierowca zginął na miejscu.

W 2014 r. miał miejsce jeszcze bardziej tragiczny wypadek: autem podróżowała 4-osobowa rodzina. Gdy dzik nagle pojawił się przed autem, kierowca próbował go ominąć. Niestety, auto wpadło w poślizg i zderzyło się z nadjeżdżającym pojazdem. Cała rodzina zginęła.

Jesienią aktywność dzikich zwierząt wzrasta, szczególnie nocą mogą nagle pojawić się na drodze – i nie tylko w lesie. Dziki, sarny, jelenie w poszukiwaniu pożywienia wychodzą na pola, a spłoszone mogą nagle wyskoczyć tuż przed maską naszego auta.

Czy można przynajmniej zmniejszyć ryzyko kolizji z dzikim zwierzęciem?

Można, jednak wymaga to od kierowcy odrobiny wyobraźni i... znajomości przepisów.

Drogi szczególnie narażone na występowanie w ich otoczeniu dzikiej zwierzyny oznaczone są znakiem ostrzegawczym A-18b Uwaga, dzikie zwierzęta (sarna w skoku).

Foto: Auto Świat
Dzikie zwierzęta, znak A-18b

Pod znakiem jest tabliczka z informacją, na jak długim odcinku (w km) występuje zagrożenie.

Taki znak oznacza, że kierowca powinien zachować szczególną ostrożność na oznaczonym odcinku. Szczególną ostrożność, a więc powinien zmniejszyć prędkość oraz zwiększyć czujność.

Jeśli na oznaczonym odcinku dojdzie do kolizji z dzikim zwierzęciem, ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania. Co więcej, kierowca może zostać ukarany mandatem za niezachowanie ostrożności i niebezpieczną jazdę!

Trochę łatwiej uzyskać odszkodowanie, jeśli do kolizji z dzikim zwierzęciem doszło na terenie rezerwatu lub na terenie, gdzie działa związek łowiecki.

W pierwszym przypadku za szkody wyrządzone przez zwierzęta odpowiada skarb państwa, w drugim – związek łowiecki. Tyle przepisy, ale w praktyce uzyskanie odszkodowania jest bardzo trudne, wymaga poświęcenia dużo czasu i energii.

Specjaliści ostrzegają, że równie niebezpieczne, jak zderzenie z dzikim zwierzęciem jest... omijanie go za wszelką cenę. Dlaczego?

Zwierzę zwykle pojawia się przed autem w ostatniej chwili, kilka, kilkanaście metrów przed maską. Kierowca odruchowo próbuje ratować się przed zderzeniem, hamuje, ale też próbuje ominąć przeszkodę.

Jeśli jedzie z prędkością 40-50 km/h i na drodze nie ma innych pojazdów, a nawierzchnia jest sucha, ten manewr może się udać.

Jeśli jednak szybkość auta jest większa, np. 60-70 km/h jezdnia jest mokra, a w pobliżu poruszają się inne pojazdy, tragedia wisi w powietrzu – zwierzę być może uda się ominąć, ale auto „wykręci bąka", zderzy się z pojazdem nadjeżdżającym z naprzeciwka, wpadnie do rowu lub uderzy w drzewo.

Każdy z tych przypadków skończy się bardziej tragicznie niż zderzenie ze zwierzęciem. Dlatego specjaliści radzą: hamuj, ale nie omijaj za wszelką cenę. Dotyczy to szczególnie mniejszych zwierząt. W przypadku zderzenia z jeleniem może on wpaść przez przednią szybę do wnętrza auta, a wtedy szanse przeżycia przez kierowcę i pasażera na przednim siedzeniu są niewielkie.