Młode samochody poleasingowe to sposób na braki w salonach?

Piotr Wróbel
Piotr Wróbel
  • Udokumentowana historia i pewne pochodzenie to zaleta. Sęk w tym, że bywa drogo
  • Chętni na auto poleasingowe często mają wgląd w obszerną dokumentację i raport z oględzin sporządzony przez rzeczoznawcę
  • Wady? Standardy chyba nieco się podniosły, ale nadal zachodzi ryzyko trafienia na auto, o które ktoś nie dbał
  • Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu
W tej chwili kontrakty często kończą się samochodom, które jako nowe wyjechały na ulice jeszcze przed pandemią COVID-19, czyli mniej więcej 3-4 lata temu (lub nawet później; czasem umowy leasingowe są krótsze, czasem zaś auta wracają szybko po windykacji – patrz dalej). To z kolei oznacza, że – przynajmniej chwilowo – podaż takich pojazdów jest niezła. I że można całkiem swobodnie w nich wybierać. Na razie przez jakiś czas powinno tak jeszcze być, bo gdy interesujące nas samochody trafiały do swoich pierwotnych użytkowników, to nikomu nie śniła się ani wspomniana pandemia, ani wojna w Ukrainie, ani nawet problemy z dostępnością niektórych części lub surowców wykorzystywanych do produkcji aut. Sprzedaż nowych modeli toczyła się ustalonym torem, menedżerowie flot i przedsiębiorcy mogli przebierać w ofertach jak w ulęgałkach, a dziś część tych aut wróciła do leasingodawcy i czeka na nowych nabywców. Lub kolejnych leasingobiorców.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Piotr Wróbel
Piotr Wróbel

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu