Ile pieniędzy potrzeba, żeby kupić jeżdżący samochód? Może się wydawać, że 800, 1000 czy 1500 zł to kwota wystarczająca raczej na usunięcie średnio kosztownej usterki, a nie na zakup auta. Załóżmy jednak, że na zakup przeznaczymy 2000 zł.

Czy rzeczywiście jest szansa na jeżdżący samochód, który będzie bezpieczny dla nas i innych użytkowników dróg? Okazuje się, że tak. Co więcej – ofert jest bardzo dużo. Jeśli na stronie z ogłoszeniami, np. Otomoto.pl, jako kryterium wyszukiwania wybierzecie „do kwoty 2500 zł” (coś przecież jeszcze się utarguje), to znajdziecie ok. 7 tys. ofert!

Tymczasem okazuje się, że portal, w którym trzeba płacić za ogłoszenia, nie jest dobrym miejscem poszukiwań najtańszych aut. Lepiej zajrzeć np. na OLX.pl, gdzie zamieszczanie ogłoszeń jest bezpłatne. Wybieracie to samo kryterium i otrzymujecie… 30 tys. ofert – lektura na kilka dni! Oczywiście, wiele z tych ogłoszeń to tylko propozycja sprzedaży części (powinny być w innym miejscu!), spora część dotyczy też uszkodzonych, niesprawnych, powypadkowych czy zdekompletowanych aut.

Jednak nawet po wyeliminowaniu takich ogłoszeń pozostaje naprawdę wiele ofert, w których – przynajmniej teoretycznie – powinny być sprawne, zarejestrowane i jeżdżące auta.

Czy taki pojazd może być propozycją dla każdego? Z pewnością nie. Każdy, kto dużo jeździ i wymaga pełnej sprawności samochodu, nie może polegać na aucie za kilkaset złotych – bez wątpienia usterki będą się pojawiać! Nie powinny się nim interesować również esteci – doprowadzenie wnętrza czy mechaniki do idealnego stanu wymaga zbyt dużych wydatków.

Na pocieszenie dodamy, że naprawy nie muszą być drogie. Większość części bez kłopotu można kupić jako tanie zamienniki, prosta konstrukcja nie wymaga specjalistycznych narzędzi i pozwala na samodzielne naprawy. Niestety, jest problem z częściami używanymi, a często to jedyny ratunek dla auta (np. gdy rozsypie się skrzynia biegów) – dostępne elementy mają przeważnie tyle samo lat, co samochód, tym samym lepiej nie liczyć na ich wzorową kondycję.

Pomimo niewysokich cen samochodów warto im się dokładnie przyjrzeć, zaczynając już od opisów w ogłoszeniach. Takie szczegóły, jak ważny przegląd rejestracyjny i polisa OC, wskazują na to, że auto jest ciągle eksploatowane. Jeśli właściciel otwarcie pisze o uszkodzeniach – przekaz jest dość jasny.

Często jednak spotkacie sformułowania, które powinny zapalić lampkę ostrzegawczą w waszej głowie – np. „stan dobry, stosowny do wieku”, „na części lub w całości”, „wymagane prace blacharskie”. Oczywiście, nie można liczyć na to, że mniej więcej 20-letnie auto będzie w idealnym stanie i w pełni sprawne.

Raczej musicie się nastawić na wykonanie różnych prac przeglądowych i naprawczych – trudno się spodziewać, że właściciel auta np. za 1200 zł tuż przed sprzedażą wymieni napęd rozrządu i odnowi zawieszenie np. za 1500 zł. Ważne jednak, żeby operacji nie było zbyt wiele, bo nawet wymiana opon na nowe oznacza istotny koszt.

Podobnie jest z naprawami – wahacz, kilka przegubów, amortyzatory, hamulce i już cena rośnie o kilkaset zł. Głównym wrogiem praktycznie wszystkich tanich aut jest korozja. Problem polega na tym, że w większości przypadków nie opłaca się ich już naprawiać. Za kilkaset złotych co najwyżej można zamaskować rdzę, ale na pewno nie uda się jej wyplenić z całej karoserii.

Dlatego konieczne są dokładne oględziny podwozia. Remont silnika również przekreśla opłacalność zakupu. Oczywiście, można wyjść z założenia, że to zakup na jeden sezon i po tym czasie samochód trafi na złom.