złotych. Może być trochę droższe, ale pod warunkiem, że w dobrym stanie i z przebiegiem do 140 tys. km. Jego 7-letnie Uno w ostatnim roku popsuło się kilka razy. Posłuszeństwa odmówiła instalacja elektryczna, wymiany wymagały elementy zawieszenia, zastrajkował silnik wycieraczek i zużyły się amortyzatory. Jego apetyt wzmógł fakt, że od maja 2004 roku do kwietnia br. sprowadzono prawie 1,5 mln używanych aut. Wydaje się zatem, że jest w czym wybierać. Ceny giełdowe popularnych samochodów spadły o kilka tysięcy złotych. Dlatego wiele osób zastanawia się nad kupnem lub zamianą auta, tak jak Marek. Wspólnie z nim postanowiliśmy prześledzić rynek aut sprowadzonych z zagranicy.Przeglądając ofertę aut za 10-15 tys. zł, można przebierać wśród pojazdów kompaktowych z połowy lat 90. Wymagania były dość wysokie. Marka interesowały auta bezwypadkowe, z udokumentowanym przebiegiem, których stan sami właściciele określali jako ponadprzeciętnie dobry. Najlepiej w wersji hatchback, ale też sedany i kombi nie stały na straconej pozycji. Jaki był wynik poszukiwań, co spotkało naszego bohatera i może spotkać każdego podczas kupowania wymarzonych czterech kółek?Poszukiwania auta w cenie do 15 tys. zł rozpoczęły się kilka miesięcy temu. W internecie na stronach www.auto-swiat.pl ukazało się ogłoszenie: "Sprzedam Golfa III z silnikiem 1.6 z 1996 roku, bezwypadkowy, z udokumentowanym przebiegiem 108 tys. km". Krótka rozmowa telefoniczna. Właściciel okazuje się rzeczowy, zaznacza też, że nie jest handlarzem. Kiedy pojechaliśmy obejrzeć Golfa, sprzedający przedstawił książkę serwisową, badanie Dekry z oryginalnymi wpisami przy przebiegu 104 tys. km, faktury ostaniego przeglądu na którym wymieniono m.in. pasek rozrządu. Nie było widać środków nabłyszczających, na silniku dopuszczalna eksploatacyjna warstewka brudu, wszystkie szyby z 1996 r. O tym, że samochód nie miał napraw blacharskich, świadczył pomiar grubości lakieru. Jedynie podczas badania tylnego prawego błotnika wykryliśmy grubszą warstwe farby - ekspertyza: zarysowanie. Zlokalizowaliśmy wyciek ze skrzyni biegów. Poza tym stan techniczny był zaskakująco dobry. Potwierdziła go próbna jazda. Nic nie skrzypiało, auto pewnie utrzymywało obrany kierunek, silnik bez problemów wchodził na obroty. Golf wydał się warty zainteresowania. Co więc zniechęciło nas do kupna? Zaporowa cena. 14,5 tys. zł (z problemami stargowane z 16 tys. zł) to dużo za egzemplarz z 1996 r., tym bardziej że czekały nas jeszcze opłaty rejestracyjne. Problemem była też pęknięta szyba przednia celowo niewymieniona, by nie było podejrzeń, że auto uczestniczyło w kolizji - twierdził właściciel. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw postanowiliśmy wstrzymać się z zakupem.Tydzień później trafiliśmy na ogłoszenie w prasie: Mazda 323F 1.5 z 1995 r., przebieg 134 tys. km, świeżo sprowadzona, drobne otarcia karoserii, stan bardzo dobry, cena 10 tys. zł. Właściciel (zapewniający, że nie jest handlarzem) wysoko oceniał mechanikę auta. Udaliśmy się na oględziny. Na miejscu stały jeszcze trzy auta - dwa lekko uszkodzone, jedno po poprawkach blacharskich, prawie gotowe do sprzedaży. Dało nam to do myślenia. Weryfikację Mazdy zakończyliśmy po kilku minutach. Wystrzelone poduszki i naprawa przedniej części auta nie świadczą o tym, że Mazda miała drobne "obcierki", ale o solidnej kolizji. Do każdej następnej oferty podchodziliśmy ze wzmożoną czujnością.Przez kolejne tygodnie testowaliśmy: VW Golfa III 1.4, Opla Astrę 1.6, Hondę Civic 1.4 i jeszcze jednego Golfa trzeciej genercji. Cała czwórka była świeżo sprowadzona z zagranicy. Niestety, do każdego auta mieliśmy zastrzeżenia. Obydwa Golfy nosiły ślady napraw blacharskich. Przetarcia we wnętrzu, luzy w układzie napędowym i zalany olejem silnik Astry bardziej pasowały do auta, które pokonało ponad 300, a nie 135 tys. km, jak widniało na liczniku. Także stan Civica pozostawiał sporo do życzenia, a ubarwienia tunigowe na ogół świadczące o eksploatacji przez młodego, lubiącego przycisnąć gaz do oporu kierowcę nie wróżyły nic dobrego na przyszłość.Dwa tygodnie później pojawiło się ogłoszenie: "Mazda 323 F 1.5/90 KM, 1996 r., trzy tygodnie w kraju, bezwypadkowa, oryginalny przebieg etc". Cena wysoka, bo aż 16 tys. zł. Warto obejrzeć. Pomimo że w pamięci mieliśmy przykre doświadczenia właśnie z tym modelem, zapewnienia właściciela pozwoliły udzielić mu kredytu zaufania. Sprzedający umówił się z nami w pracy. Weryfikacja stanu technicznego miło nas zaskoczyła. Pomimo że przednia szyba została wymieniona, pomiar grubości lakieru na elementach blacharskich, stan komory silnika i bagażnika pozwalały wystawić wzorową ocenę za bezwypadkowość. Nieco gorzej wyglądała mechanika. Stwierdziliśmy wyciek z układu wspomagania, z wewnętrznego przegubu prawej półosi i korozję elementów nośnych podwozia świadczącą o długich przerwach eksploatacyjnych. Kupić czy nie? Na pewno nie jest to okazja.BMW E30 z 1993 r. w wersji kombi jako ósme trafiło pod naszą "lupę". Podobnie jak oglądana kilka dni później 10-letnia Astra prezentowało przeciętny stan techniczny. Ostatnim autem, które obejrzeliśmy, była Toyota Corolla z 1996 r. Piękny, jasnoniebieski kolor, udokumentowany przebieg (125 tys. km), dobre wyposażenie - usłyszeliśmy podczas rozmowy telefonicznej. Jak wyglądała rzeczywistość? Wystarczyły trzy minuty, by stwierdzić, że to auto po przejściach. Ślady polerki, wymieniona przednia szyba i lakier na uczczelkach świadczyły o fuszerce. Nie dość tego, po podniesieniu maski dało się wyczuć zapach świeżo położonego lakieru, a na jej rancie niespolerowane zacieki! Najzabawniejsze było zachowanie sprzedającego, który początkowo udawał zdziwienie i próbował ratować sytuację dowcipami. Po znalezieniu kolejnych usterek jego entuzjazm opadł. W ciągu dwóch miesięcy "prześwietliliśmy" 10 samochodów. Wybór był duży, okazji niewiele. W przeważającej większości stan techniczny aut pozostawiał dużo do życzenia, pomimo że właściciele mówili o nich w samych superlatywach. Tylko dwa samochody okazały się warte uwagi. Niestety kosztowały bardzo dużo, a jeśli doliczyć jeszcze opłatę rejestracyjną (ok. 1000 zł) oraz wymianę elementów eksploatacyjnych, koszty zakupu wzrastają o kolejne setki złotych. Marek chwilowo przerwał poszukiwania i skupia się na przygotowaniach do egzaminów.