Janusz Popiel, fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Janusz Popiel, fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta

ALVIN GAJADHUR: Jak ocenia Pan jakość wydawanych przez biegłych opinii dotyczących wypadków drogowych? 

JANUSZ POPIEL*: Niedawno opublikowany został raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący funkcjonowania biegłych w wymiarze sprawiedliwości. Z Raportu wynika, że „Aktualny model funkcjonowania biegłych nie gwarantuje powoływania najlepszych ekspertów terminowo wydających merytoryczne i rzetelne opinie. Brakuje przede wszystkim skutecznej procedury weryfikowania kompetencji kandydatów na biegłych sądowych…”. Potwierdza to w pełni moje dotychczasowe doświadczenia dotyczące znacznej liczby biegłych opiniujących w sprawach związanych z wypadkami drogowymi. Do Stowarzyszenia dociera wiele takich opinii. Część z nich (już po wstępnej analizie) można uznać za kompletnie błędne. Powinny być całkowicie odrzucone, a nie stawać się głównym materiałem dowodowym w postępowaniach sądowych lub prokuratorskich. Przy tym wcale nie jest do tego potrzebna fachowa wiedza. Wystarczy przeciętna znajomość praw fizyki, przepisów prawa o ruchu drogowym i pewne doświadczenie życiowe. Czasami, zapoznając się z opiniami, odnoszę również nieodparte wrażenie, że wyciągane przez niektórych biegłych wnioski mają inną podstawę niż merytoryczna.

I właśnie nierzetelni biegli są istotnym elementem mającym wpływ na niskie zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

​Czy mógłby Pan podać przykłady absurdalnych opinii biegłych?

Oczywiście. Z całą pewnością wysokość ciągnika siodłowego DAF nie wynosi 97 cm, jak przyjął w opinii biegły z Lublina, a na zatrzymanie samochodu osobowego jadącego z prędkością 39,1 km/h nie trzeba aż 5 920 m (prawie 6 km), jak twierdzi w innej opinii biegły z Warszawy.

Jak sędziowie i prokuratorzy podchodzą do takich opinii?

Problemem wymiaru sprawiedliwości jest to, że z różnych powodów opinie biegłych mają zasadniczy wpływ na decyzje prokuratorskie lub wyroki sądowe. Część prokuratorów i sędziów uważa bowiem, że nie ma potrzeby dokonywania konfrontacji opinii wydawanej przez biegłych z pozostałym materiałem dowodowym. Wystarczy przeczytanie wniosków z opinii i przyjęcie ich za własne. W im mniejszym stopniu materiał dowodowy jest zgodny z tymi wnioskami, tym gorzej dla materiału dowodowego. Zdarza się wręcz, że to biegłemu prokuratura lub sąd zleca ustalenie winnego spowodowania wypadku, a przynajmniej wskazanie, jakie przepisy ustawy Prawa o ruchu drogowym, i przez kogo, zostały naruszone.

Chyba jednak sądy nie ufają aż tak bezgranicznie biegłym? 

Oczywiście, że jest wielu prokuratorów i sędziów, którzy opinie biegłych traktują jak jeden z równorzędnych dowodów w sprawie i nie podejmują decyzji bez pełnego przekonania, że opinia, którą przedstawił biegły, jest spójna, logiczna i konsekwentna.

Przykładem może być sprawa rozpatrywana przez Sąd Rejonowy w Ostrowi Mazowieckiej. Trzy dziewczynki, jedna za drugą, z pewnymi odstępami między sobą, przechodziły przez przejście dla pieszych. Ostatnia została potrącona przez jadący z dużą prędkością samochód osobowy. W swojej opinii „biegły” napisał, że to właśnie zabita jest winna spowodowania wypadku, ponieważ wtargnęła przed nadjeżdżający pojazd. Na szczęście Sędzia stwierdziła, że takie bzdury, jakie napisał biegły, nie mogą stanowić podstawy do wydania wyroku i skazała kierującego pojazdem. Sąd Okręgowy w Ostrołęce w pełni podzielił to stanowisko i utrzymał ten wyrok. Kuriozalne było to, że do apelacji oskarżonego przyłączyła się też Prokuratura.

Czy może Pan przytoczyć przykład jakiegoś kuriozalnego rozstrzygnięcia?

Przykładem może być wypadek, który miał miejsce na skrzyżowaniu ulic Kępnej i Jagiellońskiej w Warszawie. W tym przypadku skręcający w lewo z Jagiellońskiej w Kępną samochód osobowy potrącił kobietę, która znajdowała się na przejściu dla pieszych, i niemal przeszła już przez jezdnię. W sprawie powołano dwóch biegłych z Warszawy, którzy stwierdzili, że kierujący Skodą, nie naruszył żadnego z przepisów Prawa o ruchu drogowym, a winną za spowodowanie wypadku obarczyli zabitą, która w opinii jednego z biegłych, wręcz bezpośrednio wtargnęła przed nadjeżdżający pojazd. Prokuratur umorzył śledztwo. Prawdopodobnie, podobnie jak biegli, nie znał treści art. 26 Prawa o ruchu drogowym.

​Dziękuję serdecznie za rozmowę. 

*Janusz Popiel, Prezes Alter Ego - Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych, autor wielu opracowań dotyczących bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Ofiary wypadków drogowych czy samobójcy?: http://moto.onet.pl/aktualnosci/ofiary-wypadkow-drogowych-czy-samobojcy/m1js1t