Jak zainscenizować samochód, by przyciągnął uwagę? Nad tym łamią sobie głowę fotografowie i marketingowcy firm motoryzacyjnych na całym świecie. Po czym umieszczają swoje produkty na tle najpiękniejszych skrawków ziemi czy w najbardziej zaawansowanych technicznie studiach fotograficznych świata. A na końcu i tak retuszowcy mają pełne ręce roboty.

Fabian Oefner nie należy do tego towarzystwa. Wolnomyślący, 29-letni artysta ze Szwajcarii stworzył zachwycające kompozycje aut rozłożonych na czynniki pierwsze. Idea nieco nam przypomina nasze fotografie poukładanych części samochodu, gdy ten kończy test długodystansowy, jednak estetyka jest zupełnie inna - części, zamiast leżeć na ziemi są na zdjęciach Oefnera jakby zawieszone w przestrzeni, tworząc efekt eksplozji. Jak udało mu się to zrobić?

Przede wszystkim - obiekty, które stawia przed obiektywem nie są prawdziwymi samochodami – raczej żaden z kolekcjonerów by się nie zgodził na rozkładanie tak drogocennych, zabytkowych aut sportowych jak Ferrari 330 P4. Oefner korzysta z niezwykle szczegółowo wykonanych miniatur w skali 1:18.

Artysta rozpoczyna proces twórczy od rozłożenia modelu na czynniki pierwsze, następnie szkicuje sposób ułożenia poszczególnych elementów wokół jednego, które ma stanowić „centrum eksplozji”, np. karoseria czy koła. Czasami, jak w przypadku Ferrari 330 P4, niektóre części zostają na swoim miejscu.

Kolejny etap to sfotografowanie każdego detalu pod odpowiednim kątem, we właściwym oświetleniu i ułożeniu względem reszty. Tutaj posługuje sie prowizorycznymi stelażami ze styropianu i sieci z nitek. Następnie w programie graficznym obrabia zdjęcia i układa z nich kolaż. Jak sam twierdzi, od rozpakowania miniatury z pudełka do gotowego fotomontażu mijają ok. 3 tygodnie.

Drugim pomysłem na nietypową inscenizację samochodu, jest uchwycenie momentu jego wyklucia – zupełnie, jakby pojazdy były żywymi stworzeniami jajorodnymi. Na cele tej sesji (zatytułowanej Hatch) artysta przygotował kilka gipsowych odlewów, które następnie zrzucał na karoserię modelu. Aby wywołać migawkę dokładnie w momencie uderzenia, podłączył aparat i lampę błyskową do specjalnego mikrofonu (nie korzystał z kamer rejestrujących obraz z ekstremalnie wysoką liczbą klatek na sekundę). Nim udało mu się skoordynować ustawienia wszystkich urządzeń musiał zużyć trochę gipsu.

O swoich fotomontażach mówi, że są „najwolniejszymi fotografiami uchwycającymi szybkie wydarzenia”. Jednak mimo skomplikowanej procedury wykonania zdjęcia twierdzi, że jedyny element pracy, który działa mu na nerwy to ustawianie aparatu i światła – potrzeba wiele prób i błędów nim uzyska się zamierzony efekt.

Prace Fabiana Oefnera będą prezentowane w M.A.D. Gallery w Genewie do maja 2014 r.Spotkanie dwóch generacji Mercedesów ze skrzydlatymi drzwiami