• Od tragicznego, spektakularnego wypadku, w którym uczestniczył Maciej Zientarski minęło już 16 lat
  • Zdaniem policji, a później sądu, to właśnie on siedział za kierownicą w chwili zdarzenia
  • Do dziś, mimo długotrwałej i kosztownej rehabilitacji, Zientarski odczuwa dotkliwe skutki wypadku
  • Pomimo upływu lat, sprawa wypadku wciąż wzbudza kontrowersje
  • Sam Zientarski twierdzi, że nic z wypadku nie pamięta

Sukcesów zawodowych i ciekawego życia zazdrościło mu niegdyś wielu. Wielu też twierdziło, że drogę do kariery utorował mu ojciec, również niezwykle popularny dziennikarz motoryzacyjny.

Maciej Zientarski z ojcem Włodzimierzem. Foto: Archiwum Macieja Zientarskiego
Maciej Zientarski z ojcem Włodzimierzem.

Jego błyskotliwą karierę w mediach przerwał wypadek, do którego doszło 27 lutego 2008 roku. Według ustaleń sądów i policji to Maciej Zientarski prowadził wówczas Ferrari, które z olbrzymią prędkością uderzyło w filar wiaduktu w okolicach warszawskiego Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. W wypadku zginął drugi z pasażerów auta, również dziennikarz motoryzacyjny, Jarosław Zabiega, a Maciej Zientarski odniósł bardzo ciężkie, zagrażające życiu obrażenia, z których skutkami zmaga się do dzisiaj. On sam twierdzi, że nie pamięta dziś ani samego wypadku, ani niczego z czasu tuż przed wypadkiem, ale też tego, co działo się z nim dłuższy czas po tym zdarzeniu.

Maciej Zientarski w programie Auto Świat PitStop Foto: Auto Świat
Maciej Zientarski w programie Auto Świat PitStop

Łukasz Bąk, który zna się z Maciejem Zientarskim jeszcze z czasów sprzed wypadku, zadaje trudne mu pytania o przeszłość, teraźniejszość, ale też o marzenia i plany na przyszłość.

Łukasz Bąk: Na kanapie obok siedzi Maciej Ziętarski. Człowiek, który wybitnie sobie umiłował jednoślady, prawda?

Maciej Zientarski: Czyli drugi ślad...

Bo Ty nie nie byłeś zawsze tylko dziennikarzem motoryzacyjnym, tylko też zawsze kochałeś jednoślady.

Zawsze.

Takiego Cię zapamiętałem. I dzisiaj, obserwując Twoje media społecznościowe, też widzę, że te jednoślady pozostały Ci bardzo bliskie.

Zawsze. Chociaż teraz na pedały, ale zawsze jednoślady.

Maciej Zientarski w latach 90. Foto: Archiwum Macieja Zientarskiego
Maciej Zientarski w latach 90.

No właśnie, bo teraz bliżej Ci do rowerów i ja trochę się niezręcznie, szczerze mówiąc, czuję, siedząc tutaj naprzeciwko ciebie, bo my znamy się przecież kopę lat. Razem jeździliśmy na prezentacje samochodów.

Na wiele.

No, a potem, jak wszyscy wiemy, sporo się pozmieniało i w tym programie nie mamy zamiaru, tego ukrywać i ja siedząc tutaj, nie mam zamiaru unikać różnych pytań i mam nadzieję, że Ty nie masz zamiaru unikać odpowiedzi.

Wiele dziwnych rzeczy się zdarzyło.

No właśnie. Jak wygląda, życie Macieja Ziętarskiego po życiu? Bo tak naprawdę miałeś dwa życia, tak mi się wydaje. Dzisiaj przeżywasz to drugie.

Dzisiaj przeżywam drugie. Czekam na trzecie.

Już wyczekujesz trzeciego? Ja jednak jeszcze jestem optymistą. Wolałbym, żebyśmy porozmawiali o tym drugim życiu, które łatwe, dla Ciebie nie było.

Pierwsze nie było łatwe. Najbardziej niełatwych rzeczy to było to przejście z pierwszego do drugiego.

No, ale miałeś bliskich przy sobie. Na szczęście sprawa zakończyła się tak, jak się zakończyła. Można powiedzieć, że w pewien sposób pozytywnie dla Ciebie, w przeciwieństwie do tego, jak się zakończyła dla Jarka Zabiegi. Natomiast co dzisiaj czujesz, czytając albo oglądając takie wydarzenia, jak to, które miało miejsce nie tak dawno temu, bo w weekend majowy na ulicy Vogla, gdzie trzech młodych chłopaków przy 140 km/h w BMW wyrżnęło i spaliło się żywcem? Tak szczerze, mówiąc między nami, co wtedy czujesz?

Szczerze? Czuję tylko smutek, że takie rzeczy się zdarzają. Dokładnie tak, jak czuję smutek, że ten mój przypadek się wydarzył.

A dzisiaj byś wsiadł jeszcze raz za kółko i tak pojechał, jak to miało miejsce w lutym 2008 r.?

Wiesz co, pierwsze podstawowe pytanie jest takie, kto siedział za kółkiem w lutym?

Rozumiem, nie pamiętasz tego.

Nie pamiętam nic w ogóle.

No dobrze, a tobie nie odebrano prawa jazdy, prawda?

Wstrzymano.

Wstrzymano, czyli nie masz uprawnień do pojechania.

Nie mam.

No i jak sobie z tym problemem poradziłeś? Bo jedno to wypadek i rzeczywiście tutaj myślę, że...

Z tym jest mega ciężko, mega trudno. Szczególnie dla kogoś, kto kocha motoryzację, tak, jak ja kocham cały czas. Łącznie z tym, że robię takie "pół programu" do internetu, dwa cylindry, cały czas o motoryzacji.

Czyli te samochody nadal są ci bliskie i próbujesz w jakiś sposób swoją pasję realizować, nie siadając za kółkiem. A nie korciło cię i nie siadałeś przez te ostatnie lata choćby na terenie zamkniętym, na torze czy na jakimś torze offroadowym, czy poza drogami publicznymi, tam, gdzie wolno ci prowadzić samochód?

Tak, na jakimś zamkniętym torze próbowałem i wszystko było dobrze.

A to nie myślałeś o tym, żeby ponownie spróbować podejść do egzaminu na prawo jazdy?

Jak przyjdzie taka pora, to na pewno spróbuję.

Jak przyjdzie... Nie czujesz się jeszcze gotowy na to?

To nie jest kwestia, czy ja się czuję gotowy, tylko kwestia, żebym mógł to zrobić prawnie. O tym musi zadecydować cały zestaw ludzi, prawnicy, lekarze.

Którzy muszą wyrazić na to zgodę, jak rozumiem?

Tak, tak, dokładnie.

A fizycznie jak ci się udało dojść po tym wszystkim? No bo też byłeś mocno pokiereszowany w tamtych latach. Wiele, wiele miesięcy, a nawet lat zajęła rehabilitacja, ta fizyczna i ta neurologiczna. Jak wyglądał ten proces dochodzenia do siebie?

Wiesz co, to jest o tyle śmieszne, że ja tego procesu w ogóle nie pamiętam. Największy problem po tym moim dzwonie, czyli wypadku, był taki, że mam kłopoty z pamięcią.

Taką krótkotrwałą, tak?

Głównie. Są takie rzeczy, których nie pamiętam w ogóle. Absolutnie jej mojej głowy wyjęło.

A powiedz mi, bo dzisiaj tak jak mówisz, no próbujesz obcować z tymi samochodami. Widziałem na twoich social mediach i na YouTubie, że jeździsz nawet na targi motoryzacyjne, targi motocyklowe i starasz się mimo wszystko nie zapominać o tym, co robiłeś kiedyś.

Mimo wszystko na siłę staram się nie zapominać. I dużo z tego jeszcze pamiętam.

Z przeszłości rozumiem, z motoryzacji jako takiej, tak?

Tak, jako takiej.

A jeszcze, bo wracam ciągle do tych jednośladów, bo słynąłeś kiedyś z tego, że lubisz szybką jazdę motocyklem.

Nie, to pomyliłeś mnie z kimś innym.

Tak?

Szybkiej jazdy nie lubiłem.

Przepraszam, na rowerze. Chodziło mi o rower. Chodziło mi o rower.

Kolego, na rowerze jest tak samo, jak na motocyklu. Nigdy w życiu nie kręciły mnie szybkie motocykle i szybka jazda. Jak popatrzysz na moje motory, to zawsze wolałem takie długie choppery Harleya lub Harleye policyjne, od szybkich "japończyków".

A jakby dzisiaj miał w takim razie Maciej Ziętarski prawo jazdy i jak miałby sobie kupić jakiś samochód albo motocykl? Co byś wybrał ze współczesnej nowej motoryzacji?

Aż się zdziwisz. No. Czy jesteś gotowy?

Jestem. Pytanie, czy widzowie są gotowi?

Ale pytanie tylko, czy mówisz o jakimś aucie marzeń, czy aucie nowszym, czy starszym?

Nowy samochód. Kiedyś uwielbiałeś samochody amerykańskie. Miałeś ich trochę. Im większy, tym lepszy. Im bardziej pick-up, tym lepiej.

A teraz się na tyle pozmieniało, że gdybym miał prawo jazdy i pieniądze, to bym sobie kupił... Smarta.

Naprawdę? Nowego Smarta?

No, najlepiej.

Można powiedzieć, że dojrzałeś po pięćdziesiątce.

To dość późno, ale kupiłbym Smarta, żeby było śmieszniej, w wersji Fortwo. I bardzo chętnie bym go przemalował. Na przykład na ulubiony kolor – pomarańczowy mat. Taka koncepcja.

Miałeś kiedyś takie auto w takim pomarańczowym kolorze?

Nie miałem, Siwy miał (przyjaciel i współpracownik Maćka Zientarskiego – przyp. redakcji)

Chevroleta Caprice chyba, tak? No właśnie, tak mi się wydawało.

Jak tu przyjechaliśmy do was, na dole w garażu zobaczyłem dawne auto Siwego.

Maciej Zientarski z Maciejem "Siwym"  Pruszyńskim Foto: Archiwum Macieja Zientarskiego
Maciej Zientarski z Maciejem "Siwym" Pruszyńskim

Ze wzruszania w oku się zakręciła?

Zrobiłem mu zdjęcie i mu wysłałem. Odesłał "Och" z wykrzyknikami.

Razem z Siwym prowadziliście program w Polsacie, prawda? Motoryzacyjny. V-Max się nazywał bodaj.

Nazywał się V-Max.

Prowadziłeś wiele programów telewizyjnych, byłeś radiowcem...

Ja w ogóle "byłem" – to jest dobre słowo. Byłem.

No, ale dzisiaj mimo wszystko takie mam wrażenie, że próbujesz realizować tę pasję. Oczywiście w dużo mniejszym zakresie. Robisz to bardziej dla siebie, czy też dla ludzi właśnie? To jest rodzaj terapii, Maciek?

Nie wiem, nie mam pojęcia, co to jest. To jest realizacja tego, co robiłem całe życie. Swoje zawodowe życie. I robię to, bo to lubię, bo to kocham. To mi zostało.

A oprócz tego, że to oglądasz i pokazujesz, pokazujesz ludziom, to zdarza ci się samemu majstrować coś przy samochodach, motocyklach, rowerach, pomagać innym przy tym?

Głównie przy rowerach, bo teraz stałem się rowerzystą. Mam rowery, takie wiesz, w stylu Harleya.

Ale zbierasz je, kolekcjonujesz? Wymieniasz po prostu?

Dzięki takiej firmie internetowej, rowery.pl, dostałem od nich rower i go bardzo lubię. Widziałeś ten mój rower?

Maciej Zientarski Foto: Archiwum Macieja Zientarskiego
Maciej Zientarski

Widziałem, widziałem. Specyficzny kształt i kół. Znaczy, nadal są okrągłe, tylko mają trochę inne...

Wygląda jak Harley.

No, tak. Trochę wyrób harleyopodobny, tak to nazwijmy.

Długi, szerokie koła, à la chopper, kierownica typu drag bar.

Wracając do samochodów. Rozumiem, Smart, tak na co dzień, w porządku, w pomarańczowym kolorze. Ale jak obserwujesz dzisiejszą motoryzację, na przykład tą elektryczną? Czy to w jakiś sposób cię jara jeszcze, jeżeli mogę użyć takiego sformułowania?

Zaczyna. Z Magdą kiedyś pojechaliśmy autem elektrycznym w dłuższą trasę. I dojechała.

Dojechała. Udało jej się.

Auto dojechało. Trzeba było po drodze ładować, ale to fajna zabawa. Fajna zabawa. To nowe, ale fajne. Okej. Nawet dziwne, ale jest w tym coś ciekawego.

A auto marzeń poza Smartem, Maćka Ziętarskiego? No bo rozumiem, nadal oglądasz programy motoryzacyjne, nadal starasz się być na bieżąco, jeżeli chodzi o nowości.

Auto marzeń? Tak. Dodge Charger z 1969 roku. Czyli nadal ta stara, klasyczna, amerykańska motoryzacja. Dodge Charger... W kolorze, uwaga... pomarańczowym.

Również? Lubisz pomarańcz, czego po tobie nie widać teraz dzisiaj? Buty mają trochę taki odcień, widziałem, że czerwone. I skarpetki. Nie wiem, włosy sobie pomaluj na czerwono-czerwoną, koszulkę z dwoma cylindrami zrób. Czy tylko samochody będą pomarańczowe?

Tylko samochody. Ja wiem, mam dużo pomarańczowych rzeczy, ale dzisiaj jestem spokojniejszy.

A jakie najbliższe wydarzenie motoryzacyjne odwiedzisz z kamerą? I pokażesz ludziom?

Musiałbym spojrzeć w telefon, bo...

A dzisiaj nie jedziesz dziś na Youngtimer Warsaw?

Na Youngtimer Warsaw? Jadę na pewno, obowiązkowo. Na stadion, koniecznie.

No i co? Z kamerą.

Z kamerą.

I jak jeździsz, bo cyklicznie bywasz, tak?

Staram się, jak mogę.

Nie masz takiego wrażenia, że w ostatnim czasie ta motoryzacja, przez tych ostatnich kilkanaście lat, kiedy nie jesteś takim czynnym już uczestnikiem, z dziennikarskiego punktu widzenia, tego całego rynku, trochę zbiedniała w stosunku do tego, co mieliśmy piętnaście, dwadzieścia lat temu?

Absolutnie zbiedniała i zmieniła swój charakter w ogóle.

Na jaki?

Na taki bardziej... Właściwie nie wiem, jak to określić, ten charakter elektryczny i taki populistyczny. Coraz mniej jest samochodów robionych tak, jak biżuteria.

Czyli nie jakość, a byle jakość.

Bardziej byle jakość teraz, a kiedyś było tak, że, jak się niektórzy robili nowe auto, to musiało wszystkich zachwycić już w salonie.

A dzisiaj wszystkie są podobne do siebie...

A dzisiaj są wszystkie podobne do siebie i liczy się tylko cena i wartość samochodu, a nie jakoś jego forma i to, żeby od razu było robione jako auto ponadczasowe.

A powiedz mi, bo też, jak sobie przeglądałem twojego Facebooka na przykład, to zdarza ci się występować z apelami do młodych ludzi i wprost mówisz, że jesteś najlepszym przykładem, że brawura za kierownicą nie popłaca.

Nie popłaca. Jesteś w stanie sprowadzić na siebie takie problemy, których nie przewidujesz, w żaden sposób nie przewidzisz. To naprawdę nie opłaca się.

A jak ludzie reagują, tak szczerze, jak się spotykają cię na przykład na ulicy?

Rozmaicie. Ja dostałem bardzo dużo też odpowiedzi na moje apele, te internetowe. Na to, co zrobiłem na TikToku. Od bardzo serdecznych do kompletnie obrzydliwych wręcz...

Czy nadal po tylu latach... Nie chciałbym usprawiedliwiać cię w jakiś sposób, bo to, co się wydarzyło, jest faktem po prostu. Natomiast sam poniosłeś tego konsekwencje i to bardzo dotkliwe i bolesne. Czy po tych 16 latach nadal zdarzają się pod twoim adresem uszczypliwości, takie komentarze oskarżycielskie?

Kolego, nie tylko oskarżycielskie. Są tacy, którzy życzą mi więzienia natychmiast. Są tacy, którzy uważają, że karę już i tak poniosłem. Są tacy, którzy uważają, że to nie ja prowadziłem. Są tacy, którzy uważają, że ja... Są tacy, którzy wiedzą lepiej, tak jakby tam byli na tym miejscu. Jakby byli świadkami.

Czyli lepiej oskarżyć, niż spróbować zrozumieć, tak?

Tak, niż zrozumieć albo w ogóle wręcz usprawiedliwić.

(...)

Dziękuję Maciek, że zgodziłeś się do nas wpaść i otwarcie porozmawiać o trudnych zdecydowanie rzeczach i dla ciebie i dla twojej rodziny. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Tym bardziej dziękuję i w imieniu swoim i w imieniu naszych widzów.

To ja dziękuję o tym, że jeszcze o mnie nie pamiętacie.