• Hyundai Grandeur obchodzi w tym roku swoje 35-lecie
  • Z tej okazji inżynierowie tchnęli w niego ducha nowoczesności
  • Koreańska limuzyna ma teraz napęd elektryczny

Cyberpunk 2077 nie zapisał się najlepiej na kartach historii, ale trzeba docenić twórców gry za jej klimat i stylistykę. Takie same brawa (jeśli nie większe!) należą się koreańskim projektantom, którzy postanowili podejść na nowo do pierwszego Hyundaia Grandeura i przerobić go na retrofuturystyczne arcydzieło. Wyszło im to aż za dobrze.

Hyundai Grandeur – co to za model?

Chociaż jedna generacja tego auta była oferowana w Europie (i druga pod oznaczeniem "XG"), w Polsce ta nazwa nie brzmi znajomo. U nas może mało kto o nim słyszał, ale to jeden z najpopularniejszych nowych samochodów w Korei Południowej, gdzie obecnie sprzedawane jest już jego szóste wcielenie.

My jednak cofniemy się do pierwszej generacji, bo to nad nią koreańscy inżynierowie spędzili ostatnio osiem miesięcy. Na warsztat wzięli Hyundaia Grandeura, który zadebiutował na rynku w 1986 r. dzięki połączeniu sił z Mitsubishi. W efekcie powstały dwa bliźniaczo podobne auta – rzeczony koreański debiutant i druga generacja japońskiej limuzyny Debonair. Kanciasty Grandeur stał się flagowym i zarazem najdroższym modelem w gamie Hyundaia.

Przez 35 lat Grandeur stracił nieco ze swojego prestiżu, bo nowsze generacje już nie zawsze wyróżniały się aż tak bardzo na tle tańszych modeli. Oczywiście, Hyundai wciąż pakował do nich najlepsze wyposażenie, a pod maskami upychał jednostki V6. Gdzieś jednak zanikł ten "blask". Koreańczykom właśnie udało się go odnaleźć.

Hyundai Grandeur – cyberpunkowy restomod

Poszukiwania dawnego blasku całkiem słusznie rozpoczęto od powrotu do korzeni, a dokładnie do roku 1986. Okazuje się, że nawet dziś ostro ciosana karoseria limuzyny może wzbudzać pożądanie. Wystarczyło urozmaicić ją grubymi aluminiowymi listwami, innym wzorem chromowanej osłony chłodnicy i zupełnie nowym oświetleniem – LED-owym, ale utrzymanym w pikselowej stylistyce znanej z IONIQ-a 5. Aha, są też kamery zamiast lusterek, ale ta zmiana, na szczęście, nie rzuca się w oczy.

A co ze spalinowym silnikiem V6 pod maską? Cóż, napęd też został dostrojony do XXI w., więc zastąpił go motor elektryczny. Nie pytajcie o dane techniczne, bo Koreańczycy nie chcą puścić pary z ust. Dużo chętniej opowiadają natomiast o wnętrzu. Trudno się im dziwić, bo kabina Hyundaia Grandeura przeszła niezwykle korzystną metamorfozę.

W limuzynie wciąż można znaleźć materiały charakterystyczne dla tamtej epoki, jak choćby pluszowa tapicerka (pod względem prestiżu to dawny odpowiednik skóry połączonej z alcantarą), ale boczki drzwi i deska rozdzielcza to coś zupełnie nowego. Inspiracją dla projektantów były najprawdopodobniej kokpity latających pojazdów z filmów sci-fi z lat 70. i 80., a całość została zmiksowana ze smakiem.

Hyundai chwali się soundbarem wbudowanym w deskę i schowkiem na rękawiczki otwierającym się jak klawiatura fortepianu. Nas z kolei zachwyciło nastrojowe oświetlenie wykorzystujące lustra do stworzenia efektu nieskończoności. Co za pech, że Hyundai Grandeur A.D. 2021 to jedynie show car, który będzie stać w muzeum obok przerobionego według tej samej koncepcji Hyundaia Pony!