Globalny sektor motoryzacyjny mierzy się z nowym wyzwaniem: brakuje surowca niezbędnego do produkcji wysokiej jakości olejów silnikowych. Kluczowe koncerny, takie jak Stellantis, Volkswagen i Toyota, już szukają alternatywnych dostawców. Wzrost cen baz olejowych oraz trudności z ich dostępnością mogą wkrótce przełożyć się na droższe serwisy olejowe i dłuższe oczekiwanie na wizytę w serwisie — informuje Financial Times.
Braki dotyczą przede wszystkim baz olejowych grupy III, które są wykorzystywane do produkcji nowoczesnych olejów silnikowych o niskiej lepkości. Jak informuje Financial Times, zapasy zgromadzone przez producentów samochodów i olejów na początku kryzysu na Bliskim Wschodzie zaczynają się wyczerpywać, a firmy intensywnie poszukują nowych źródeł surowca i alternatywnych receptur. Ceny kluczowych baz wzrosły niemal trzykrotnie w Europie i Stanach Zjednoczonych, osiągając obecnie około 4000 dol. za tonę.
Droższe oleje silnikowe to początek problemów
Już w czerwcu branżowe media informowały, że cena jednej z odmian olejów grupy III w Europie wzrosła z około 1260 euro za tonę pod koniec lutego do 3270 euro w czerwcu. Europa jest szczególnie narażona na skutki tych zmian, ponieważ większość importu baz grupy III pochodzi z regionu Zatoki Perskiej. Ograniczenie dostępności surowca natychmiast odbija się na producentach gotowych olejów.
Jednym z kluczowych wydarzeń była awaria w kompleksie Pearl GTL w Katarze, należącym do Shell i QatarEnergy. Shell potwierdził, że uszkodzeniu uległ jeden z dwóch ciągów produkcyjnych, a naprawa może potrwać nawet rok, co znacząco zaburzyło cały łańcuch dostaw.
Stellantis, Volkswagen i Toyota reagują na kryzys
Stellantis potwierdził Financial Times, że analizował przeformułowane środki smarne i zabezpieczył alternatywne produkty, które spełniają obowiązujące normy przemysłowe. Koncern podkreślił, że celem tych działań jest ograniczenie wpływu kryzysu na serwisowanie samochodów. Współczesne oleje silnikowe są projektowane pod konkretne normy producenta, dlatego nie można po prostu zamienić ich na produkty o tej samej lepkości. W ostatnim czasie Stellantis rozszerzył współpracę z TotalEnergies w zakresie olejów dla europejskich marek grupy.
Volkswagen uznał sytuację za problem obejmujący całą branżę i wskazał, że leży ona poza bezpośrednią kontrolą pojedynczych producentów. Niemiecki koncern zapewnił, że zabezpieczył niezbędne dostawy i analizuje kolejne źródła spełniające wymagania techniczne i jakościowe. Podobnie działa Toyota, która potwierdziła ten problem i podjęła działania w celu znalezienia alternatywnych dostawców. W Japonii część klientów Suzuki napotkała na opóźnienia przy wymianie oleju, a jedna z firm taksówkarskich w Osace informowała o podwojeniu kosztów serwisów olejowych, co przełożyło się na wyższe ceny usług przewozowych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kryzys olejowy w motoryzacji. Co to oznacza dla kierowców?
Zmiana dostawcy surowca oznacza konieczność opracowania nowej formuły, która nadal musi spełniać wiele norm (dotyczące ochrony przed zużyciem, zachowania w niskiej temperaturze, odporności na utlenianie i kompatybilności z konkretnym silnikiem). Współczesny olej silnikowy jest bardzo precyzyjnie projektowany pod konkretną normę producenta, dlatego koncern nie może po prostu kupić dowolnego środka o takiej samej lepkości.
W najbliższym czasie oleje silnikowe będą wciąż drożeć, a zmieniając dostawców olejów producenci na pewno będą zmuszeni iść na pewne kompromisy. Choć wszyscy zgodnie przyznają, że produkty nowych dostawców będą spełniać ich restrykcyjne normy wewnętrzne, to dziś niemożliwa jest ocena przyszłych skutków obecnego kryzysu na rynku.