Sian – jak na pewno wszyscy dobrze wiemy – w bolońskim dialekcie oznacza „błyskawicę”. I choć czasem mamy wrażenie, że producenci niepotrzebnie silą się na oryginalność i proponują nazwy pretensjonalne, a nawet lekko wydumane, to jednak nie tu. „Sian” pasuje naszym zdaniem jak ulał i to nawet nie ze względu na osiągi, bo te są w obu wersjach nadwoziowych zbliżone (czyli fenomenalne, inne przecież być nie mogą; 0-100 km/h w mniej niż 3 s!). No bo, gdy samochód jako pierwszy w historii dostał układ hybrydowy oparty na superkondensatorze, to chyba nie może się nazywać inaczej, prawda?

Technicznie obie wersje Siana są spokrewnione z Aventadorem – różnica polega na tym, że tu mamy do czynienia z hybrydą, a zamiast konwencjonalnych akumulatorów inżynierowie zastosowali tu tzw. superkondensator. W uproszczeniu, wyróżnia się on bardzo dużą pojemnością elektryczną i można go znacznie szybciej naładować, jest też znacznie lżejszy w porównaniu do „konwencjonalnych” baterii o zbliżonych parametrach. Zintegrowany ze skrzynią biegów silnik elektryczny służy przede wszystkim do wspomagania benzynowej jednostki V12 (jakkolwiek to nie zabrzmi, choć fakty są takie, że po części dzięki temu auto może spełnić normy spalin), choć pozwala też np. na manewrowanie po parkingu bez udziału silnika spalinowego. Łączna moc systemu to 819 KM (silnik spalinowy ma więcej mocy więcej niż w coupe; czyni to roadstera najmocniejszym cywilnym Lambo w historii), do tego dostajemy – co jasne – napęd na obie osie, prędkość maksymalną na poziomie 350 km/h i wspomniany błyskawiczny sprint do „setki” (2,9 s; coupe – 2,8 s).

Co ciekawe, jadąc roadsterem, masz cały czas niebo nad głową. Dachu w tym aucie nie ma, nie będzie go można też dokupić. Co z kolei oznacza, że w użytkowanie tego auta w Polsce wczesnym latem może być nieco utrudnione. Inna sprawa, że mimo iż auto kosztuje sporo... siana, to wszystkie 19 egzemplarzy zostało już zarezerwowanych i chyba żaden z nich, niestety, do naszego kraju nie trafi. Z innych ciekawostek to – jak twierdzą marketingowcy Lamborghini – charakterystyczne tylne lampy mają nawiązywać do tych z klasycznego Countacha. I może faktycznie coś w tym jest.