Ośrodki szkolenia kierowców nie od dziś są pod ostrzałem i to bardzo ostrym. Ich działanie krytykują przede wszystkim kursanci. Mają pretensje do cen. Jest za drogo i nieadekwatnie do poziomu przygotowania. Kursy przeciągane są w nieskończoność pod różnymi pretekstami, byle tylko wyciągnąć od uczniów jak najwięcej pieniędzy. Wszystkie oskarżenia właściciele ośrodków szkolenia kierowców dotychczas dzielnie znosili, ale miarka się przebrała… Zwłaszcza teraz, kiedy znów wymierza się przeciwko nim ogromne działa.

Niska cena, niska jakość

Te działa to przede wszystkim skutek wejścia w życie nowych przepisów. Dla szkół nauki jazdy to dodatkowe koszty. Już teraz było ciężko, a będzie jeszcze gorzej. Maciej, który od dobrych kilku lat prowadzi ośrodek szkolenia kierowców, teraz stoi przed poważnym dylematem.

- Tak, zastanawiam się, czy zamknąć działalność, czy dalej brnąć w coś, co przyszłości wielkiej nie ma. Okazuje się, że lepiej być w tym kraju bezrobotnym lub pracownikiem, niż pracodawcą - mówi, nie chcąc jednak podawać danych osobowych i nazwy swojego ośrodka. -  Skutecznie próbuje się już od kilku lat zniszczyć właścicieli OSK. Nie chce wskazywać tutaj konkretnych osób czy instytucji, bo to i tak nic nie da. Ale to, co się ostatnio dzieje, powoduje, że chce się po prostu raz na zawsze zamknąć biznes i wreszcie zacząć spać spokojnie - dodaje.

Na razie o spokojnym śnie musi zapomnieć. Wciąż obawia się, czy podoła finansowo, czy i z czego będzie mógł ewentualnie dołożyć do biznesu. - Od ponad roku tracę klientów. Wyrywa ich konkurencja, która oferuje atrakcyjne ceny, typu 700 zł za kurs. Dla mnie oferowanie takich cen oznacza bankructwo. Koszty utrzymania biznesu są ogromne. Ciekawe, czy gdyby kursanci mieli własny biznes, schodziliby z cen tak samo chętnie, jak chętnie krytykują koszty kursów, bo nie ukrywajmy, że to oni wymuszają takie promocje - twierdzi.

Musi być drogo

Wysokie ceny kursów, jeden z najchętniej wysuwanych przez kursantów zarzutów w stosunku do OSK, to, jak się okazuje, żadne naciąganie czy oszukiwanie. Z oszustwem można mieć do czynienia tylko wtedy, kiedy kurs jest podejrzanie tani, bo to oznacza, że przygotowanie do egzaminu może odbywać się bardzo powierzchownie i niedokładnie. OSK, które chcą utrzymać się na rynku, na takie ceny pozwolić sobie nie mogą.

- Kurs na prawo jazdy musi być drogi. Weźmy na przykład naukę języka angielskiego, gdzie opłacany jest tylko czas nauczyciela. Nauka jazdy to dużo większe koszty: utrzymanie samochodu, benzyna, ciągłe serwisowanie auta, ubezpieczenie samochodu i kursantów, podręczniki, płyty CD, utrzymanie sali wykładowej, biura i placu manewrowego. Ustawodawca w ustawie narzuca nam wielkość tych pomieszczeń, placów i jak ma być wyposażone. Nie są to małe koszty - mówi właściciel OSK Nauki Jazdy Gocław.

Dodam, że nie są to wszystkie opłaty. Przykładowo godzina lekcji języka angielskiego kosztuje 50 zł, gdzie uczeń i nauczyciel spotykają się w domu któregoś z nich i jednorazowo należy wydać na podręczniki ok. 40 zł, który starcza na pół roku. A godzina nauki jazdy doszkalającej kosztuje również 50 zł, tyle samo, a koszty są dużo większe, ponieważ podczas jazdy spalamy benzynę, która jak wiadomo kosztuje około 6 zł na litr - mówi właściciel OSK.

Zmiany kosztują

A to nie jedyne koszty. Dodatkowe generują kolejne zmiany ustawowe. Najpierw wprowadzony od stycznia obowiązek nabywania kas fiskalnych, a niewiele później nowe zasady zdawania egzaminów teoretycznych. Wydawać by się mogło, że te ostatnie dotyczą wyłącznie kursantów. Nic bardziej mylnego. Pojawiła się konieczność wprowadzania elektronicznego podpisu, specjalnych programów komputerowych do prowadzenia zajęć oraz mnóstwo papierkowej pracy, do której trzeba dodatkowych rąk do pracy.

- Koszty prowadzenia ośrodka po zmianach z 19 stycznia wzrosły o około 50 proc. Ceny, które są w Polsce są o 100 proc. niższe niż w Europie. A społeczeństwo uważa, że i tak są za wysokie. Taki przeciętny Kowalski kupuje ofertę na portalach zakupów grupowych za 700 zł i ma pretensje już na początku kursu o warunki, zasady prowadzenia kursu, przekazuje to opinii publicznej i stąd opinia, że szkoły jazdy naciągają. Dopiero po błędnym strzale przeciętny Kowalski zaczyna szukać opinii, wybiera dobrą szkołę jazdy i rozumie, że profesjonalny kurs za co najmniej 1500 zł to wcale  niewygórowana cena, tylko niezbędne minimum - twierdzi właściciel OSK Nauki Jazdy Gocław.

Mimo uciążliwości, ośrodek Nauka Jazdy Gocław, stawił czoło nowym przepisom, po szybkim wprowadzeniu zamian już organizuje kursy, udzielając pełnej pomocy nowym kursantom.

Dla wielu jednak ośrodków ten rok może być ostatnim. Branża jest obecnie postawiona przed poważnymi finansowymi wyzwaniami. To nie właściciele szkół, jak twierdzą, są naciągaczami, ale to ich naraża się na coraz to większe koszty, próbując doprowadzić do upadłości. Maciej, który nie chce ujawniać nazwy swojej szkoły, jest przekonany, że ten rok będzie dla niego decydujący. Przetrwać mogą pomóc mu tylko kursanci świadomie wybierający dobre, a nie tanie, ośrodki szkolenia kierowców.