Od końca czerwca 2013 roku zarejestrowanie samodzielnie zbudowanego pojazdu – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z motocyklem, przyczepką czy samochodem – oznacza olbrzymie wydatki i mnóstwo czasu poświęconego na wizyty w urzędach, składanie wniosków i przedstawianie konstrukcji do kolejnych, wymaganych przepisami badań.

To efekt wejścia w życie nowych rozporządzeń Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej w sprawie homologacji typu pojazdów samochodowych i przyczep oraz ich przedmiotów wyposażenia lub części, a także w sprawie dopuszczenia jednostkowego pojazdu.

Nowe przepisy to nie do końca wymysł naszych urzędników – wprowadzono je w związku z koniecznością dostosowania polskiego prawa do wymogów unijnych, a w szczególności do dyrektywy 2007/46/WE, określającej szczegółowe wymagania homologacyjne, których spełnienie jest konieczne do dopuszczenia do ruchu drogowego w UE nowych typów pojazdów, przedmiotów ich wyposażenia lub części.

Dla domorosłych konstruktorów i indywidualnych importerów podstawową i najdotkliwszą konsekwencją nowych przepisówjest to, że zniesione zostało dotychczas obowiązujące zwolnienie z wymogu uzyskania homologacji dla pojazdów wyprodukowanych lub sprowadzonych w jednym egzemplarzu.

Wcześniej jednostkowego dopuszczenia pojazdu do ruchu dokonywał diagnosta po wykonaniu nieco bardziej dokładnego niż zwykle przeglądu na stacji diagnostycznej. Teraz prawo do wystawienia dokumentów pozwalających na zarejestrowanie auta, które nie ma świadectwa homologacji, mają tylko i wyłącznie jednostki uprawnione do wykonania procedury homologacyjnej.

W praktyce oznacza to, że ktoś, kto w przydomowym garażu zbudował sobie przyczepkę albo np. sprowadził nietypowe auto zabytkowe zza oceanu, musi... zgłosić się do poważnego instytutu badawczego, który wnikliwie zbada konstrukcję. W Instytucie Transportu Samochodowego – jednej z dwóch instytucji upoważnionych przez Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej do wykonywania takich badań – od czasu obowiązywania nowego rozporządzenia nie wydano ani jednego zaświadczenia upoważniającego do zarejestrowania pojazdu typu SAM.

Przed 22 czerwca poszczególne wydziały komunikacji rejestrowały nawet kilkadziesiąt takich pojazdów rocznie! Nie oznacza to wcale, że brakuje zainteresowanych – po prostu nie są oni gotowi do poniesienia wydatków, jakie wiążą się z nową procedurą. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra sama tylko taksa urzędowa za wydanie decyzji o jednostkowym dopuszczeniu pojazdu to 800 zł.

Dodatkowo, według aktualnie obowiązujących zasad, za najprostsze badanie pojazdu – pod warunkiem, że wnioskujący o jego dopuszczenie do ruchu przedstawi kompletną dokumentację poświadczającą, że zbudowano go z podzespołów mających homologację i spełniających wszelkie wymogi – trzeba zapłacić kolejne 800-1000 zł. Jeśli sprawa jest bardziej skomplikowana, wydatki będą 3-4 razy wyższe.

Nowe przepisy wprowadzono przede wszystkim po to, żeby pojazdy jeżdżące po europejskich drogach były bezpieczniejsze. Niestety, urzędnikom nie wystarczyło już wyobraźni, żeby przewidzieć, jakie będą rzeczywiste skutki takich działań.