Pisaliśmy już o tym, że włoskie firmy, które odpowiedzialne są za kilka ważnych inwestycji drogowych w naszym kraju dopominają się od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad ogromnych kwot, które – ich zdaniem – zrekompensowałyby rosnące koszty materiałów i robocizny. Problem w tym, że przed laty firmy te wygrywały przetargi przedstawiając określone kosztorysy, a jednym z najważniejszych kryteriów wyboru była cena. Inne firmy, które uczestniczyły w przetargach w tym samym czasie, realizują swoje inwestycje bez opóźnień.

Kłopoty z autostradą A1

Najważniejszą inwestycją dla GDDKiA jest jeden z odcinków autostrady A1. To część obwodnicy Częstochowy, niezbędna, by można było w ogóle myśleć o udostępnieniu nowej drogi kierowcom. Pierwotnie miało to się stać jeszcze przed tegorocznymi wakacjami, jednak brak jednego ze środkowych odcinków spowoduje, że termin ten wydaje się mało realny. Za ogromne opóźnienia odpowiada włoska firma Salini. Jak wynika z naszych informacji w tej chwili budowa drogi A1 z Rząsawy do Blachowni jest zaawansowana w zaledwie 58 procentach, a przy inwestycji tej pracuje w tej chwili zaledwie... 60 pracowników. To nie tylko za mało, by nadrobić istniejące opóźnienia, ale także, aby myśleć o rozsądnym tempie prac. Co ciekawe, inni wykonawcy śląskich odcinków A1, czyli firmy Strabag i Berger Bau, nie mają większych problemów z dotrzymaniem umów zawartych z GDDKiA.

Aby przyspieszyć prace, GDDKiA zawarła już porozumienie z podwykonawcami, dzięki czemu prace mają szansę przyspieszyć. Płatności będą realizowane bezpośrednio, z pominięciem włoskiego wykonawcy. Na początek GDDKiA ureguluje około 30 mln zł zaległości. W podobny sposób mają być opłacalne kolejne wykonane prace, dzięki czemu być może uda się przyspieszyć budowę tej bardzo ważnej drogi. Kłopot w tym, że jeśli A1 nie zostanie ukończona w połowie tego roku, mogą pojawić się problemy z rozpoczęciem zaplanowanego już remontu drogi krajowej numer 1, biegnącej przez Częstochowę.

Foto: GDDKiA
Autostrada A1

Opóźnione drogi ekspresowe

Salini jest też wykonawcą odcinków dróg ekspresowych S3 i S7. Droga S3 biegnąca z Lubina do miejscowości Kazimierzów powinna być ukończona w połowie tego roku, jeszcze przed wakacjami, ale wydaje się, że termin ten nie jest realny. Zaawansowanie robót na tym odcinku wynosi nie więcej niż 75 proc., a – jak wynika z naszych informacji – prace w tym miejscu w ogóle nie zostały podjęte po zakończeniu przewidzianej kontraktem przerwy zimowej (zakończyła się 15 marca). GDDKiA stara się o to, by – podobnie jak w przypadku autostrady A1 – bezpośrednio płacić podwykonawcom za zrealizowane prace, ale niestety w tym przypadku włoska firma blokuje procedurę, nie przedstawiając GDDKiA listy zaległych płatności. Podobnie dzieje się w przypadku innego opóźnionego odcinka: drogi S7 z Chęcin do Jędrzejowa. Wprawdzie w tym miejscu główna droga została już udostępniona kierowcom, ale do wykonania zostały jeszcze m.in. drogi dojazdowe, miejsca obsługi podróżnych oraz prace wykończeniowej. GDDKiA ocenia zaawansowanie prac na 82 proc., a na budowie pracuje obecnie zaledwie kilkadziesiąt osób.

Foto: GDDKiA
Droga S3

Najpewniej nie uda się też ukończyć w terminie budowy drogi ekspresowej S5 w okolicach Bydgoszczy: w stronę Poznania, jak i w kierunku Grudziądza. Jej fragmenty realizowane przez firmę Impresa Pizzarotti są mocno opóźnione. Według danych GDDKiA stan zaawansowania robót wynosi w tym przypadku od 20 do 39 proc., a liczba łączna liczba pracowników na trzech odcinkach dróg to około 250 osób. Zdaniem przedstawicieli GDDKiA, to zdecydowanie za mało, by dotrzymać przewidzianej umową daty ukończenia budowy. Przypomnijmy, że budowane przez Włochów odcinki drogi S5 miały być gotowe przed końcem tego roku. 

Foto: GDDKiA
Droga S5