Była godzina 4:40 nad ranem, kiedy w Tuszynie kilka nieoznakowanych radiowozów zablokowało drogę jadącemu od strony Częstochowy Oplowi Vectra i Toyocie Verso. Policjanci wiedzieli, że Toyota została tej nocy skradziona w Opolu, a Opel ją pilotował. Obaj kierowcy próbowali jeszcze uciekać, ale zostali zatrzymani - informuje asp. Paweł Chojnowski, rzecznik sieradzkiej policji.

Zasadzkę na dwóch łodzian - 23 i 27-latka - przygotowywano od kilku miesięcy. Od początku roku na terenie Łódzkiego zaczęły ginąć Toyoty Corolle Verso. Auta te kradziono również w powiecie sieradzkim. Policjanci drobiazgowo sprawdzali każdą informację i łączyli w całość napływające do nich sygnały. Ustalili, że kradzieży dokonuje kilkuosobowa grupa przestępcza.

- Wyspecjalizowała się ona w kradzieżach samochodów konkretnego modelu, jednej marki. Po zatrzymaniu dwóch członków grupy, na terenie powiatu tomaszowskiego został zatrzymany trzeci - 37-latek. Cała trójka usłyszała zarzuty kradzieży z włamaniem do samochodów, których dokonała w okresie ostatnich kilku miesięcy - relacjonuje asp. Chojnowski.

Ustalono dwie "dziuple", do których trafiały skradzione pojazdy. W trakcie przeszukania znaleziono kilka tysięcy części. Były tam m.in. silniki, skrzynie biegów, szyby, fotele, części karoserii, radioodtwarzacze i wiązki przewodów elektrycznych. Odzyskano też dwie Toyoty jeszcze w całości, a także przedmioty, które właściciele mieli w autach: sprzęt wędkarski, foteliki dziecięce, CB-radia, anteny.

W piecu było kilka częściowo spalonych tablic rejestracyjnych od skradzionych Toyot. W gospodarstwach, gdzie były dziuple, zatrzymano kolejnych dwóch mężczyzn w wieku 34 i 54 lat, którzy zajmowali się demontażem pojazdów. Obaj usłyszeli zarzut paserstwa.

Praktycznie wszystkie samochody były w ciągu dwóch dni rozbierane na części, a potem trafiały na giełdy samochodowe. Ze wstępnych informacji wynika, że grupa ukradła co najmniej 40 Toyot o wartości około 1, 2 mln zł. Trójkę zatrzymanych tymczasowo aresztowano. Grozi im do 10 lat więzienia, paserom do 5 lat. Nadal trwa śledztwo w tej sprawie.