Pożary elektryków bywają trudne do ugaszenia. Dużym problemem jest konieczność długotrwałego chłodzenia baterii i ryzyko, że dojdzie do ponownego zapłonu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoTen elektryk sam się nie zapalił
Tym razem strażakom udało się szybko ugasić pojazd, jednak Tesla Model S została poważnie uszkodzona. Właściciel oszacował straty na kwotę 100 tys. złotych.
Już pierwsze ustalenia policji wskazywały na celowe działanie. Na miejscu zdarzenia pojawiła się grupa dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła ślady. Zebrano także materiał dowodowy, w tym nagrania z monitoringu. Śledztwo szybko przyniosło efekty – następnego dnia kryminalni zapukali do drzwi mieszkania podejrzanego.
Zatrzymany 38-latek nie stawiał oporu. W trakcie przeszukania policjanci znaleźli u niego narkotyki. Mężczyźnie postawiono mu dwa zarzuty: podpalenia pojazdu oraz posiadania nielegalnych środków odurzających. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.
Pożary elektryków są inne
Eksperci wskazują, że elektryki płoną rzadziej, jednak ich pożary są zupełnie inne. Z danych opublikowanych przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności (PSNM) można się dowiedzieć, że średni czas interwencji straży w przypadku pożaru auta elektrycznego wynosi aż 4 godz. i 10 min. Składają się na niego właściwe gaszenie, jak i chłodzenie i zabezpieczenie pojazdu, który może zapalić się ponownie. W ponad połowie przypadków pali się akumulator. Niestety w zdecydowanej większości pożarów nie stwierdzono konkretnej przyczyny jego powstania.