Na front można dotrzeć nie tylko tradycyjnym spalinowym samochodem, transporterem opancerzonym czy czołgiem. Ukraińska armia korzysta także z elektrycznych pojazdów produkowanych w Tarnopolu przez lokalnego producenta Eleek. W ramach pierwszej partii do służby trafiło już ponad 50 egzemplarzy.

Z pozoru wygląda jak elektryczny motocykl czy motorower. Przedstawiciele Eleek nie kryją, że ich dzieło jest jednak rejestrowane na Ukrainie jako rower elektryczny (zyskał już nawet nazwę banderobajk). Eleek Atom Military jest bowiem wyposażony w pedały (przydadzą się, gdy wyczerpie się akumulator), by w razie potrzeby służyć jako tradycyjny rower bez elektrycznego wspomagania (nie będzie jednak tak lekko, gdyż cała konstrukcja waży 70 kg).

Model Atom można rozpędzić nawet do 90 km/h (silnik o mocy 3000 W). Bateria (3600 Wh i instalacja z kontrolerem 48-90V) powinna wystarczyć na pokonanie 100-150 km. Ładowanie do pełna potrwa zaś nie dłużej niż 5 godzin.

W wojskowej odmianie nie zabrakło dodatkowego wyposażenia. Na liście wskazano reflektor, światło stop, port USB do zasilania sprzętu mobilnego i dodatkowe gniazdo 220 V (200W). Do wojska trafiły egzemplarze z hamulcami tarczowymi i 17-calowymi kołami.

Okazuje się, że elektryczne pojazdy służą nie tylko w ukraińskiej armii. Od 2014 r. trwają prace nad sprzętem dla amerykańskich służb specjalnych pod egidą rządowej agencji DARPA zajmującej się technologiami wojskowymi. W 2018 r. testy rozpoczęły armia Norwegii. Dwa lata później podobne badania rozpoczęło wojsko w Nowej Zelandii. W 2021 r. dołączyły zaś do nich siły australijskie. Na liście krajów korzystających z elektrycznych rowerów znalazły się także m.in. Dania, Wielka Brytania oraz Rosja. Pojazdy na prąd trafiły bowiem m.in. do jednostek moskiewskiej policji.