Logo

Internet ma pomysły po wypadku w Krakowie. Jeden lepszy od drugiego

Logo GoogleDodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • W Krakowie doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęło dwoje rodziców, a ich dziecko zostało ranne.
  • Kierowca, Hubert B., nie przyznał się do winy, twierdząc, że wypadek był spowodowany złym stanem drogi.
  • W sieci pojawiły się różne propozycje rozwiązania problemu wypadków, takie jak zakaz reklam, ograniczenie mocy aut czy zmiany w przepisach drogowych.
  • Krytyka skierowana jest także w stronę urzędników i policji za brak działań w miejscach z problemami z bezpieczeństwem drogowym.
  • Główna przyczyna wypadków to często nadmierna prędkość i brawura kierowców, niezależnie od typu pojazdu.

Posłuchaj artykułu

00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Autor Piotr Kozłowski
Piotr KozłowskiRedaktor Naczelny AutoŚwiat.pl

Zakażmy reklam, ograniczmy moc aut, wymieńmy policjantów i miejskich urzędników — internet ma kilka pomysłów, jak zapobiec wypadkom takim jak ten w Krakowie. Jeden mniej skuteczny od drugiego.

Hubert B., domniemany sprawca wypadku w Krakowie, w którym zginęło dwoje rodziców, a ich niespełna roczne dziecko zostało ciężko ranne, trafił do aresztu na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. 26-latek nie przyznał się do winy. Twierdzi, że w poślizg wpadł przez zły stan drogi w miejscu, w którym miał uderzyć w pieszych. Jego zdaniem nie jechał za szybko, choć biegli wstępnie ustalili, że chwilę przed wypadkiem auto przemieszczało się z prędkością około 70 km na godz. tam, gdzie można 30. O tym, jak było naprawdę, dowiemy się po przeprowadzeniu analizy zapisów z tzw. czarnej skrzynki, w którą wyposażone są nowe samochody.
Dopóki nie przestaniemy za szybko jeździć i nie zrozumiemy, że za szybko nie zawsze oznacza 200 czy 300 km na godz., wypadki takie jak w Krakowie będą się powtarzać.

Wypadek w Krakowie. Internet chce linczu

Internet nie czekał na te analizy. Chce:
  • ukarać Volkswagena za wyprodukowanie 333-konnego Golfa R z tzw. drift mode;
  • ukarać Volkswagena za reklamę swojego auta;
  • ukarać urzędników za brak odpowiedzi na apele o uspokojenie ruchu na ul. Solnej w Krakowie;
  • zmienić przepisy, ograniczając dostęp do aut, w których stosunek mocy do masy wynosi x.
Każdy z tych pomysłów ma racjonalne uzasadnienie, ale nie dotyka sedna problemu. Golf R to sportowe auto, w którym na stosunek masy do mocy wynosi 4,59 kg/KM. Czyli każdy koń mechaniczny dźwiga 4,59 kg. Dla tych, którzy postulują zmiany przepisów, należałoby wprowadzić prawne limity. Dla jednych ogólne, tak by nikt nie mógł prowadzić samochodów, w których na jednego konia mechanicznego przypada zbyt mało kilogramów, bo takie samochody są po prostu zbyt szybkie. Według innych takie limity powinny dotyczyć wyłącznie młodych kierowców. Szybki rzut oka na to, co dziś można kupić w salonach i od razu widać, że proponowane zmiany nie dosięgnełyby jedynie sportowych aut.
Volkswagen Golf R Variant (2025)
Auto Świat / Piotr Szypulski
Volkswagen Golf R Variant (2025)

Kazać koniom mechanicznym dźwigać więcej?

W Omodzie 9, czyli chińskim SUV-ie z hybrydą plug-in, wspomniany stosunek masy do mocy wynosi 4,09 kg/KM. W myśl proponowanych przepisów ograniczających dostępność do aut o zbyt korzystnym stosunku masy do mocy Omoda 9 staje się autem znacznie niebezpieczniejszym niż Volkswagen Golf R. I w pewnym sensie nim jest. Omoda 9 waży 2,2 tony, nie ma sportowych hamulców czy zawieszenia, przez co potrzebuje więcej miejsca na zatrzymanie się i trudniej opanować ją w sytuacjach kryzysowych. Jest przy tym absurdalnie wręcz mocna (537 KM, 4,9 do 100 km na godz.) jak na SUV-a.
Omoda 9 Super Hybrid
Auto Świat / Krzysztof Wojciechowicz
Omoda 9 Super Hybrid
Sęk w tym, że gdyby Omoda, Volkswagen i wszyscy inni zostali przymuszeni, by w ich autach konie mechaniczne musiały więcej dźwigać, to i tak każde auto potrafiłoby rozpędzić się do wspomnianych przez biegłych 70 km na godz. Potrzebowałoby na to więcej czasu niż dziś, ale wciąż nie byłoby to karkołomne wyzwanie. Taki przepis nie rozwiązałby problemu, nie zapobiegłby podobnym wypadkom.

Zakazać drift mode?

To może zakazać reklam albo włączania trybów w stylu tego, który ma Golf R? Ów drift mode to tryb, w którym moment obrotowy zaczyna być kierowany na tylne koła zamiast na cztery (R-ka ma napęd 4Motion, który w normalnym trybie przekazuje moc na cztery koła). Ba. Może go nawet odpowiednio rozdzielać pomiędzy tylnymi kołami, tak by wejście w poślizg było jeszcze łatwiejsze. Drift mode dezaktywuje szereg systemów wsparcia kierowcy, tak by nie przeszkadzały w jeździe bokiem.
Kto jednak chce włączyć drift mode w Golfie R, jest informowany przez samochód, że jest to tryb przeznaczony do jazdy wyłącznie po torach. W Polsce taka jazda po publicznych drogach jest zabroniona. Za celowe wprowadzenie auta w poślizg traci się prawo jazdy na trzy miesiące, płaci minimum 1500 zł mandatu i dostaje co najmniej 10 punktów karnych.
Czy wpisanie drift mode na listę rzeczy zakazanych coś da? Nie sądzę. Warto pamiętać, że auto nie musi być wyposażone w drift mode, by było zdatne do jazdy bokiem. W każdym nowoczesnym samochodzie da się wyłączyć lub przynajmniej bardzo ograniczyć działanie systemów wsparcia.

Zakazać pewnych reklam?

A co z tą reklamą? Na jednej z nich Golf R kręci bączki na parkingu i wkręca się na wysokie obroty w tunelu. Wszystko na drogach publicznych.
Kilka lat temu m.in. BMW miało podobne pomysły, choć jego przekaz był bardziej bezpośredni i okraszony dynamiczniejszą muzyką, co jeszcze silniej oddziaływało na emocje i potencjalnych klientów BMW, i przeciwników tego typu reklam. Ich zakazanie nic jednak nie zmieni. Bo czego miałby taki zakaz dotyczyć? Promowania łamania przepisów na drogach publicznych?
Tutaj przecież bawarskie auto driftuje poza drogą publiczną, na... lotniskowcu. Nie znam przepisu, który zakazuje jazdy w poślizgu po lotniskowcu, wszystko jest zatem legalne, a mimo to reklama BMW wyzwala znacznie więcej emocji niż reklama Volkswagena.

Winni urzędnicy albo policjanci?

W sieci można znaleźć informacje, że w miejscu, w którym doszło do wypadku, od lat jest problem z hałasem i nielegalnymi wyścigami. Wiedziało o tym miasto, wiedziała krakowska policja, wiedział krakowski ZDM. Niewiele z tym zrobiono.
Ulicy dostatecznie nie przebudowano, nie wysyłano policyjnych patroli, nie podjęto innych działań. "Najłatwiej jest postawić ograniczenie do 30 km na godz., a przecież nikt tak wolno nie jeździ" - piszą niektórzy. A szkoda, bo ograniczenie prędkości do 30 km na godz. nigdy nie jest bezzasadne. Stawia się je w miejscach wyjątkowo niebezpiecznych, w których trzeba jechać bardzo wolno, nawet jeśli nie ma tam innych spowalniaczy ruchu. Czy takie spowalniacze przydałyby się na Solnej w Krakowie? Na pewno.
Faktem jest, że na tragiczny wypadek w Krakowie złożyło się wiele czynników, ale w wypadkach zawsze najważniejszy jest kierowca. Koła tracą przyczepność, gdy ktoś jedzie za szybko. O ile za szybko? Zależy od warunków i drogi. Czasem to 100 km na godz., czasem 50, czasem nawet 30. To kierowca decyduje, jak szybko jedzie. Ograniczenie prędkości do 50 km na godz. nie każe jechać 50 km na godz. Ono nie pozwala jechać szybciej.
Zabić można autem, które do 100 km na godz. rozpędza się w 4 sekundy i takim, które potrzebuje na to 14 sekund. Nie ma publicznie dostępnych danych policyjnych, które pokazują, jakie auta najczęściej powodują wypadki ze skutkiem śmiertelnym. Wiadomo tylko, że najczęściej doprowadza do nich brawura, zbyt duża prędkość, czyli słynne niedostosowanie prędkości do panujących warunków. Skoro auto Huberta B. wpadło w poślizg, to i tym razem w Krakowie mieliśmy z tym do czynienia.
69
Powiązane tematy:wypadekKrakówVolkswagen

To jest materiałPremium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytajsłuchajskracaj

Dołącz do premium
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak.Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI.Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!
TRAFIŁEŚ TU Z GOOGLE

Chcesz znajdować nas częściej w Google?

Ustaw Auto Świat jako preferowane źródło — nasze artykuły wyskakują wyżej w wyszukiwarce i w Discoverze. Jeden klik, zajmuje 5 sekund.